Rozmiar czcionki:

W czerwcowej Pomeranii wspominamy abp Tadeusza Gocłowskiego (1931-2016)

 

2. Od redaktora

„Lud kaszubski zawsze był mi bliski”, „Istota kaszubszczyzny zawiera się przede wszystkim w bardzo bliskiej więzi z historią i własną tradycją”, „(…) moim ulubionym miejscem na Kaszubach jest Gdańsk. Wprawdzie niektórzy twierdzą, że Gdańsk to nie Kaszuby, jednak mam odmienne zdanie i uważam, że Gdańsk i Oliwa to są miejsca wybitnie kaszubskie”.
To kilka przykładowych wypowiedzi abpa Tadeusza Gocłowskiego o Kaszubach. Jako pasterz archidiecezji kochał całe Pomorze, jako człowiek Solidarności nigdy nie zapominał o Polsce, ale Kaszubi mogli na Niego liczyć w sposób szczególny.
Jego Wskazania duszpasterskie w sprawie obecności języka kaszubskiego w liturgii i życiu Archidiecezji Gdańskiej miały wielkie znaczenie dla rozwoju mszy świętych z kaszubską liturgią słowa. Arcybiskup przewodniczył też kaszubskiej pielgrzymce do Ziemi Świętej, podczas której w kościele Pater Noster w Jerozolimie odsłonięto tablicę ze słowami Modlitwy Pańskiej w języku kaszubskim. Uroczyście poświęcił pomnik Świętopełka Wielkiego w Gdańsku. Był obecny na różnych spotkaniach i promocjach książek w gdańskim Domu Kaszubskim, pojawiał się na Zjazdach Kaszubów, dobrze znał wielu działaczy wspólnoty kaszubsko-pomorskiej i często z nimi rozmawiał.
Nie pochodził z naszych stron, ale moim zdaniem nie ma przesady w stwierdzeniu, że odszedł kolejny z wielkich Pomorzan. Oby mógł – nawiązując do wiersza z właśnie wydanego tomiku Bożeny Ugowskiej Òkrëszënë żëcégò – „w niebie pòczëc sã jak w rodny zemi”.


3. Zawsze wspierał naszą sprawę

W dniu uroczystości Matki Boskiej Królowej Polski i Święta Narodowego Trzeciego Maja odszedł abp Tadeusz Gocłowski. 6 maja tłumnie zebrani mieszkańcy nie tylko naszego regionu uczestniczyli w Jego pogrzebie. Pożegnaliśmy jednego z najwybitniejszych biskupów Kościoła katolickiego w Polsce ostatnich dekad, oddanego duszpasterza, człowieka szlachetnego, niezwykle zaangażowanego społecznika i uczestnika życia publicznego naszego kraju, orędownika solidarności. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski przez ponad 50 lat z oddaniem pracował dla Gdańska i Pomorza, konstruktywnie oddziałując na wiele tworzących je środowisk. Został pochowany na kaszubskim Wawelu – w katedrze oliwskiej.4. Chcã gadac prosto jak czijã w płot. Stanisłôw Janka

5. Człowiek Solidarności

Śmierć arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego to wielka strata dla nas wszystkich, przez długie lata swojej posługi kapłańskiej udowodnił bowiem, że najważniejsza jest wiara w drugiego człowieka i wiara w wolną i niepodległą Ojczyznę. Był jednym z niewielu kapłanów i jednym z nielicznych ludzi, którzy potrafią zjednać sobie osoby o różnych światopoglądach i o odmiennych poglądach politycznych, co szczególnie dziś stanowi zarzewie konfliktów.

 

6. Co my dzisiaj robimy dla Ojczyzny? – pytałby Tischner

Umiłowani w Panu! Siostry i Bracia!
Dziękuję Panu Bogu za to, że znowu możemy być razem i tu, w tym starym gdańskim kościele św. Jana, niemalże przed samymi świętami, skupić się wokół najważniejszej sprawy na ziemi. W jednym z kazań ksiądz Tischner, rozpoczynając przemawiać do jednej z sióstr, powiedział „Postawmy na scenie dwie osoby, Boga i człowieka, bo bez zestawienia tych dwóch postaci nie damy sobie rady, bo nie będziemy mieli odpowiedzi na pytanie: Kim jesteśmy, po co żyjemy?”. Potem Ksiądz Profesor trochę rozwinął ten temat i wprowadził wnioski w stosunku do środowiska, do którego przemawiał. Wydaje mi się, że dzisiaj możemy znowu sobie takie pytanie postawić: „kim jest dla mnie Bóg?” i „kim ja jestem jako człowiek?”. To jest zasadnicze, egzystencjalne pytanie. Bez próby odpowiedzi na te pytanie człowiek będzie chodził w mgle. I wy o tym doskonale wiecie, którzy tworzycie to, dziękuję wam za to, fantastyczne środowisko świętojanowe.


9. Dni Tischnerowskie w Gdańsku

12 marca br. minęła 85. rocznica urodzin zmarłego 16 lat temu ks. prof. Józefa Tischnera. Z tej okazji – z inicjatywy Instytutu Kaszubskiego i Stacji Naukowej PAU w Gdańsku – wspólnie z Europejskim Centrum Solidarności i Duszpasterstwem Środowisk Twórczych, zorganizowane zostały w dniach 9–16 marca kolejne Dni Tischnerowskie w Gdańsku.
11. A w dëszë mòji mùzyka mòrza graje...
W zalë gòscyńca Lido w Jurace 17 maja fejrowelë më 79. ùrodzëznë Stolema Mariana Selina z Jastarnie, Piesniôrza rëbacczégò żëwòta, jak głosy titel z ti piãkny leżnoscë wëdónégò zbiéru wszëtczich donëchczas napisónëch przez niegò dokazów.

12. Kaszëbskô Królewô ùtczonô w Kanadze

Wszëtkò sã zaczãło ju w maju 2007 rokù, czej David Shulist/ Dawid Szulëst razã ze swòjim drëchã i półbratã Edim Szczipiórã nawiedzëlë pòmòrsczé Kaszëbë. Jich pierszé zetkanié z kaszëbską zemią bëło w Baninie przed chëczama Elżbiétë i Eùgeniusza Prëczkòwsczich prawie tej, czej wstôwiónô bëła sztaturka Matczi Bòsczi Królewi Kaszëb do przëchëczowi kaplëczczi. Ny dwaji gòsce pòmôgelë tej zarô przë ji móntowanim. Ten òsoblëwi sztócëk na wiedno zapôdł w serca dwùch bëlnëch Kaszëbów zeza wiôldżi wòdë. Pòtemù, czej bòdôj ju nastãpnégò dnia zajachelë do Swiónowa, bëlë ju gwës, że prawie ta Matinka bë mia bëc w bëlny spòsób téż achtnionô i ùtczonô w jich kanadijsczi tatczëznie.

14. Pòmachtóny żëwòt Bruna Richerta
wedle aktów z archiwùm Institutu Nôrodny Pamiãcë (dzél 3)

Cząd czerowaniégò przez Bruna Richerta pòwòjnową „Zrzeszą Kaszëbską” je prawie tim czasã, dzãka chtërnémù stôł sã òn znóny jakno dzejôrz kaszëbsczi rësznotë. Béł òn tedë przédnym pùblicystą pismiona i pisôł wiele wstãpnëch artiklów, w jaczich wërazywôł pòzdrzatk redakcje na rozmajité sprawë.

16. Życie „człowieka radzieckiego”

W dobie PRL-u wiedza o tym, co się działo w Związku Radzieckim, była niezwykle zróżnicowana. Propaganda komunistyczna natrętnie budowała obraz szczęśliwego, bogatego kraju budującego socjalizm. Fakt, że to Armia Czerwona odniosła główne sukcesy w walce z Niemcami, był argumentem nie bez znaczenia w Polsce, choć naruszały go obrazy „sołdatów” zapamiętanych z lat 1944–1947: brudnych, zaniedbanych, pijanych rabusiów i prymitywnych w sposobie bycia ludzi, dla których każda kobieta była łupem. Nie dbali w toku wojny ani o własne, ani o cudze życie. Ludzie zza Bugu – Polacy nazywani wówczas repatriantami, dobrze wiedzieli, kim byli bolszewicy, jak wyglądała rzeczywistość radziecka. Podobnie wiedzieli o tym wracający do Polski żołnierze armii Andersa, którzy – podobnie jak wielu akowców – przeszli przez piekło obozów sowieckich. Rzecz jednak w tym, że choć nie brakowało w Polsce ludzi, którzy wiedzieli, jak wyglądało życie w Rosji, to przecież swej wiedzy nie upowszechniali, bali się mówić o swoich przeżyciach nawet najbliższym osobom. Paradoksem powojennym był fakt, że bardzo wielu polskich komunistów, którzy wracali do Polski z Rosji z Armią Czerwoną, nieraz boleśnie na własnej skórze odczuło realia tego reżimu, co nie przeszkadzało jakoś w ich zapale budowania polskiej rzeczywistości na wzór sowiecki. Jedno jest pewne, że w tych częściach Polski powojennej, gdzie gros nieszczęść wywołali Niemcy – Wielkopolska, Pomorze i Śląsk – niewiele w gruncie rzeczy wiedziano o realiach życia w Związku Radzieckim. Dla wielu choćby Kaszubów zetknięcie z okrutnymi metodami „wyzwalania” przez czerwonoarmistów był to szok niespodziewany i często niepojęty. Gwałty i zbrodnie Armii Czerwonej nieraz sobie tłumaczono jako uboczne, nieuniknione, ubolewania godne, efekty straszliwej wojny.

18. REKLAMA I OGŁOSZENIE W MIĘDZYWOJNIU na przykładzie „Gazety Kartuskiej” (część 2)

ZGUBIONO – ZNALEZIONO

Ogłoszenia mówiące o zgubie najczęściej dotyczyły przedmiotów o niewielkich rozmiarach. Nie była to jednak reguła. Dokumenty, biżuteria, ale też, na przykład, inwentarz. Powodem zamieszczania ogłoszeń często bywała kradzież, jak w przypadku apelu Franciszka Szymańskiego z Pomieczyńskiej Huty: 100000 mk. nagrody dam temu, kto mi wskaże złodzieji, którzy skradli mi z mojej łąki czarnobestrą jednoroczną jałowicę (GK 1923, R. II, Nr 48).
Nagminnie gubiono dokumenty: Zgubiłem książeczkę wojskową, którą unieważniam. Fr. Berent, Łapalice (GK 1926, R. V, Nr 133). Ginęły przedmioty o sporej wartości materialnej, ale też, najprawdopodobniej, sentymentalnej: Zgubiono w sobotę 31 ub. m. złoty pierścionek damski na drodze Łazienki Miejskie – szosa mirachowska do Ul. Przy Rzeźni. Uczciwego znalazcę uprasza się o oddanie go za wynagrodzeniem w adm. „Gaz. Kart.” (GK 1937, R. XVI, Nr 92).
W początkach XXI wieku, gdy zalew towarów dewaluuje ich wartość, trudno nam sobie wyobrazić ówczesne znaczenie pewnych przedmiotów: Zgubiono pas od płaszcza (bronzowy). Uczciwego znalazcę uprasza się o łaskawe oddanie. Adres w księgarni „Gazety Kartuskiej” (GK 1937, R. XVI, Nr 119).

21. Święto Książki

W Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu 9 maja już po raz czwarty wydawnictwa, muzea, biblioteki i fundacje zaprezentowały swoje publikacje w ramach Kiermaszu Książki Regionalnej.

W tym roku swoje stoiska przygotowało około 20 różnych podmiotów. Ściągamy rokrocznie coraz więcej wydawnictw. Po bardzo udanej edycji w 2015 r. łatwiej było namówić nowych wystawców do udziału w naszym kiermaszu, a ci, którzy byli w zeszłym roku, prawie w komplecie zapisali się i teraz – podkreśla przedstawiciel organizatorów dr Wojciech Szramowski.


22. „To coś więcej niż muzeum: to miejska ikona”

Gotycki kościół pw. Świętych Piotra i Pawła to najstarsza, a zarazem jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli w Helu. Od lat nie pełni funkcji sakralnych, lecz jest siedzibą Muzeum Rybołówstwa (oddział Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku). W ostatnich latach placówka została gruntownie odnowiona.

24. Jem Kaszëbką na lato

Ò karnie Laboratorium pieśni i jegò kaszëbsczich projektach z jegò załóżcką rozpòwiôdô Tómk Fópka

Fòlkòwé granié wcyg mô sã bëlno. Òkróm bruskò-szczecyńsczich Bùbliczków, przestojników ùdbë „Cassubia Cantat” Jarka Szrédra, w tim Olo Walicczégò z jegò dëbeltowim Kaszëbë a Róberta Jawòrsczégò z karna Żywiołak, co prawie wëpùscył platkã pòwstóną z pòdskôcënkù kaszëbską kùlturą ò pòzwie Muzyka psychoaktywnego stolema – co sztót je czëc ò nowëch karnach, co jich to, co kaszëbsczé, krący.

26. Śląskie wojaże redzkich Kaszubów

W pierwszy weekend kwietnia oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Redzie zorganizował wycieczkę do Góry św. Anny na Śląsku Opolskim (tę samą nazwę nosi i wzgórze, i znajdująca się na nim wieś). Zanim jednak do niej dojechaliśmy, zwiedziliśmy jeden z najbardziej oryginalnych pałaców we współczesnej Polsce, bajkowy zamek w Mosznej, w powiecie krapowickim. W drodze do niego łatwo było dostrzec wieloetniczność regionu. Witały nas tablice z podwójnymi, polskimi i niemieckimi nazwami poszczególnych miejscowości, także Mosznej (dodatkowa nazwa w języku niemieckim: Moschen).

27. Listy

28. Seminaria w Łączińsczi Hëce

Taczé seminaria, tj. zjazdë czë zéńdzenia dlô lëdzy piszącëch pò kaszëbskù sã òdbiwałë w Łączińsczi Hëce kòle Wëgòdë w kartësczim pòwiece rôz do rokù, w latach (żelë sã nie milã) 1978–1988. Mëszlã, że tak jak dlô mie, téż dlô wszëtczich, co biwelë na tëch seminariach – lëdzy w mòjim wiekù abò përznã młodszich czë starszich – bëłë to dosc wôżné i niezabëté wëdarzenia. Mielë jesmë tam, w Hëce leżnosc do wzajemny wëmianë mësli, do ùswiadomieniô sobie sytuacji kaszëbiznë w notejszim czasu, do pòznaniô pòtrzebów i braków w kaszëbsczi pismieniznie. Bëła tam téż mòżlëwòsc bezpòstrzédnégò zapòznaniô wiele czekawëch, nieczedë legendarnëch lëdzy, kaszëbsczich pisarzi, ùtwórców, dzejarzi, ùczałëch. W nastãpnëch latach wiele nëch zasłużonëch dlô kaszëbiznë lëdzy przeszło do wiecznoscë.

32. Scynanié kanie

Kania to je ptôch, pò pòlskù ptak, jaczi mùszi bëc scãti w wilëją sw. Jana – wigilię św. Jana. Scynô sã jegò za grzéchë, pò pòlskù: grzechy, wszëtczich mieszkańców wsë.

34. Ulica wielkich zmian – Toruńska

Tym razem szlak naszej wędrówki prowadzi do ulicy Toruńskiej. W ciągu ostatnich lat trwają i będą trwały w jej okolicy budowy, które zmieniają wygląd Starego Przedmieścia i Dolnego Miasta.

35. Wòjcecha Czedrowsczégò pòczątczi

W pòniedzôłk 18 łżëkwiata jô pòjachôł do Kartuz na piątą roczëznã smiercë Wòjcecha Czedrowsczégò. Co rokù taczé wspòminkòwé zéńdzenié òrganizëje jegò białka Renata; wiedno nôpierwi je mszô swiãtô w kòlegiace pw. Wniebòwzãcô Nôswiãtszi Mariji Pannë, a zarô pòtemù mòdlëtewné zetkanié przë grobie swiãti pamiãcë Redaktora, z grobnikã ze sztaturką Matczi Bòsczi Swiónowsczi Królewi Kaszëb. Pò tim krewny i drëszë Czedrowsczégò schòdzą sã w dôwnym refektôrzu na kawã i kùcha, në i na pògôdajczi, jakbë prawie Wòjcech chcôł.

39. Sątocz i Ganda

Kilka kroków za Rybackim Pobrzeżem cichnie gwar. Turyści dochodzą najwyżej do Restauracji Kubicki, dalej, w stronę Karpiej i budowanego jeszcze kompleksu Młodego Miasta nikt nie zagląda. Może to i lepiej, w hałasie nie słychać pulsu historii. Bo przecież tutaj, na Wartkiej, pod cudem zachowaną ścianą zamkową, wszystko się zaczęło. Tysiąc lat temu wokół stojącego tu grodziska wyrósł Gdańsk.
Pod dawny zamek książąt pomorskich Krzyżacy doprowadzili kanał Raduni. W tym miejscu łączy się on z Motławą, niewiele niżej wpadającą do dawnego koryta Wisły. Trzy rzeki, których nazwy są symbolem tego miejsca, oplatają Zamczysko historycznym węzłem. To nie jest zwykły spływ czy też zbieg (znamy te terminy z lekcji geografii), to komunikacyjny zwornik, a jednocześnie klucz do dziejów miasta. W języku polskim nie mamy nawet odpowiedniej nazwy dla podobnych miejsc. Stanisław Rospond próbował rekonstruować ją jako wąwel, co ma oznaczać „gród oblany wokół wodamiˮ (stąd ma wywodzić się nazwa Wawelu). Moim zdaniem trafniejszą starosłowiańską rekonstrukcją byłaby sątocz, do dziś obecna w nazwie Santoka, gdzie Noteć uchodzi do Warty.

40. Z nami trzeba się liczyć

Takiego zainteresowania uczeniem się języka kaszubskiego, jak w gminie Liniewo można pozazdrościć. W dwóch z czterech szkół podstawowych znajdujących się na jej terenie na lekcje rodny mòwë chodzi 100% uczniów. A jest to przecież ta część naszego województwa, w której kaszubszczyzny prawie nie słychać.

Kwestia uświadamiania
Gmina Liniewo w powiecie kościerskim to nie serce Kaszub, ale raczej ich rubieże. Dalej na wschód rozciąga się powiat starogardzki i Kociewie. Od kilku lat we wszystkich tutejszych szkołach podstawowych i gimnazjum, tj. w Liniewie, Wysinie, Garczynie i Głodowie nauczany jest język kaszubski. W dwóch ostatnich placówkach na ten przedmiot chodzą wszyscy uczniowie. W Wysinie do kompletu brakuje dwoje. Takiej frekwencji może pozazdrościć niejedna szkoła leżąca w centrum naszego regionu. Duże zainteresowanie zajęciami z języka kaszubskiego może wywoływać zdziwienie, tym bardziej że podczas ostatniego spisu powszechnego w 2011 r. w gminie Liniewo posługiwanie się językiem kaszubskim zadeklarowało mniej niż 20% mieszkańców. Ta część Kaszub zaliczana jest do tych, w których kaszubszczyznę słychać sporadycznie, ale nie zaniknęła zupełnie. To jest kwestia, jak ja to mówię, uświadamiania, bo język kaszubski jako taki tu funkcjonuje. Nie są to może jakieś barwne wypowiedzi, tylko bardziej takie pojedyncze wyrazy. One są i funkcjonują na co dzień. Jak zaczynamy mówić po kaszubsku, to ludzie potrzebują pięciu minut, żeby się oswoić, i już wiedzą, o co chodzi. To nie jest dla nich język obcy, tylko po prostu muszą sobie uświadomić, że na co dzień używają kaszubskich zwrotów. Wysin to w tym momencie kultura mieszana, ale w XIX wieku to była typowa wieś kaszubska i ci rdzenni mieszkańcy mówią językiem kaszubskim – podkreśla Grzegorz Prądziński, nauczyciel języka kaszubskiego w Wysinie i Garczynie.

41. „Bajka” do bôjków

42.Energia płynąca z pasji

Łączy życie rodzinne z pracą zawodową, studiami i niezwykle owocną twórczością. Jak jej się udaje to pogodzić? Moje pasje są dla mnie wytchnieniem, odpoczynkiem, relaksem, dobrymi myślami, marzeniami, mile spędzanym czasem – tłumaczy Alicja Serkowska, prezeska gdańskiego oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych, laureatka Skry Ormuzdowej, studentka Akademii Sztuk Pięknych.

44. Pani Klara i inni

Nadszedł sezon plenerowych koncertów. Przez całe lato będziemy mogli oglądać występy zespołów folklorystycznych na rozmaitych przeglądach, festynach i lokalnych imprezach. Ile razy podziwiam wigor i kunszt tańczących par, nawiedza mnie wspomnienie twórczyni i kierowniczki zespołów ludowych Klary Miszewskiej. Cokolwiek bowiem przez kilkadziesiąt lat działo się na estradach na naszych południowych Kaszubach, a miało związek z kulturą ludową, z taneczno-muzycznym folklorem, odbywało się z jej udziałem lub za jej przyczyną. Właśnie mija 15 lat od jej śmierci.

45. Wastnô Klara ë jiny

Przëszedł czas plenerowëch kòncertów. Òb całé lato bãdzemë mòglë òbzerac wëstãpë fòlklornëch karnów na rozmajitëch przezérkach, festinach ë môlowëch rozegracjach. Wiele razë, czej pòdzywióm kraft ë kùńszt tańcejącëch w pôrach lëdzy, przëbôcziwô mie sã białka, chtërna bëła załóżczënią ë czerowniczką lëdowëch karnów – Klara Miszewskô. Równo co bë sã dzejało przez cziledzesąt latów na binach na najich pôłniowëch Kaszëbach, a bëło sparłãczoné z lëdową kùlturą, z tuńcowò-mùzycznym fòlklorã, dzejało sã z ji ùdzélã abò z ji przëczënë. Prawie mijô 15 lat òd ji smiercë.

46. Krutynia

Najpiękniejszą mazurską rzeką jest Krutynia. Już ponad sto lat temu jej urodę opiewał Albert Zweck, który w pracy Mazurzy (1900), dając jej pierwsze miejsce „pośród najpiękniejszych zakątków prowincji”, stwierdzał, że „stanowi ona tak swoiste piękno, że cokolwiek podobnego w ogóle nie tak szybko znowu spotkać można”. Mieczysław Orłowicz w Ilustrowanym przewodniku po Mazurach Pruskich i Warmji (1923), jedynym przewodniku po Prusach Wschodnich, jaki ukazał się przed 1945 r. w języku polskim, pisał o przejażdżce łodzią po Krutyni jako o „najpiękniejszej z wycieczek na Mazurach” i apelował, by „nikt bawiąc w tych stronach, nie zaniedbał jej odbyć”. W czasach niemieckich przejażdżka rozpoczynała się obok restauracji Murawa nad Jeziorem Krutyńskim, po dwóch kilometrach dopływano do wsi Krutyń. Chętnych było wielu, we wsi stanęły trzy pensjonaty, kilkanaście wynajmowało kwatery, kilka osób trudniło się organizacją spływów. Orłowicz zauważał, że kto chciał być pewnym łodzi, musiał ją poprzedniego dnia zamówić telefonicznie. Dzisiaj, od kwietnia do listopada, nająć można pychówkę z flisakiem pełniącym także funkcję przewodnika, by przepłynąć najpiękniejszy odcinek rzeki: od wsi Krutyń do Jeziora Krutyńskiego. Zakończenie trwającego 1,5 godz. spływu następuje w miejscu startu, czyli w centrum wsi.
48. Żeby znów zakwitły rozkościerzóne bzy

Kiedy znów zakwitną – pytano w piosence, ale chodziło o inne. Ja mam swoje, ale o tym później.
Wśród ważnych i najważniejszych regionaliów w moich przez lata zgromadzonych zbiorach zielenią się trzy Zielone kuferki nieodżałowanego poety z Kociewia – Zygmunta Bukowskiego. Latem będzie kolejna rocznica, gdy skończył swoje ziemskie dzieło. Nadal żyje w bogatej w metafory poezji. Ich niezwykłość poświadczająca niecodzienną wrażliwość na ulotne piękno świata (jak tu nie wspomnieć mrówki wędrującej po źdźble trawy) ciągle od nowa mnie zadziwia i często zachwyca. Wielka szkoda, że Go już nie ma wśród nas, choć jest, tylko nie można z nim porozmawiać. Takie osoby są wyjątkowym darem od Boga dla nas. Sam też był szczodrze obdarowany. Wielokrotnie nagradzany i wyróżniany poeta i doskonały rzeźbiarz. Dlaczego go przywołałam?

49. Odszedł do Krainy Wiecznych Łowów

Z głębokim żalem i smutkiem pożegnaliśmy śp. Piotra Grzywacza „Wojskiego Borów Tucholskich”, wieloletniego i aktywnego członka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, członka Rady Naczelnej ZKP, prezesa oddziału ZKP Tuchola. 9 kwietnia br., w samo południe, gdy z wieży starego ratusza słychać było „Hejnał Tucholi”, mszą świętą w kościele pw. Bożego Ciała rozpoczęły się uroczystości żałobne. Liturgia mszy oraz pożegnanie na tucholskim Cmentarzu Parafialnym miały podniosły, niezwykle wzruszający charakter. Zostały odprawione wg ceremoniału myśliwskiego w połączeniu z elementami mszy Hubertowskiej. W uroczystości żałobnej Rodzinie towarzyszyła rzesza sygnalistów z całej Polski, Orkiestra Reprezentacyjna Lasów Państwowych przy Technikum Leśnym w Tucholi, grupa sokolników, liczne sztandary: miasta i powiatu tucholskiego, kół łowieckich, bractw, stowarzyszeń, oddziałów ZKP i szkół oraz delegacje, przyjaciele, sąsiedzi, leśna i łowiecka brać.
50. Zmieniała rzeczywistość, poświęcając życie innym
Jeśliby ktoś szukał osoby, która karierę zawodową związała z pracą na rzecz innych, która była żywo zainteresowana losami swojego kraju i którą pasjonowała mała ojczyzna – to jeszcze niedawno znalazłby ją w Tczewie. Do tego opisu idealnie bowiem pasowałaby Urszula Giełdon – dusza społecznikowska, tytanka pracy, a dla wielu po prostu „ciocia Ula”. Niestety 1 stycznia br. odeszła, pozostając w dobrych wspomnieniach rodziny i współpracowników.
Zmarła w wieku 74 lat po długiej i ciężkiej chorobie, nie poddając się do końca. Moment czyjejś śmierci skłania do refleksji, podsumowania dorobku. Podsumowanie dorobku Urszuli Giełdon jest zadaniem trudnym, zwłaszcza że swoich osiągnięć nie przypisywała sobie, a raczej wspólnemu wysiłkowi wspólnot, z którymi działała.

54. Lektury

59. Czas Kaszëbów

Kaszëbsczi Dzéń w Słëpskù przëcygnął wiele młodëch. Z binë bëło widzec fùl zalã farwnëch òbleczënków i ùsmiónëch gãbów. W lëfce czëc bëło kaszëbsczégò dëcha, co towarził bëtnikóm, artistóm i rôczonym gòscóm.

Witómë baro serdeczno w Spòdleczny Szkòle nr 2 w Słëpskù na Kaszëbsczim Dniu. Jesmë ùczónkama i ùczniama ti szkòłë i bãdzemë wajima prowadnikama, cobësta sã w najim bùdinkù bëlno czëlë – z taczima słowama 19 maja żdalë na gòscy w kaszëbsczich ruchnach ùczniowie môlowi szkòłë, chtërny chòdzą na ùczbë kaszëbsczégò jãzëka. Òprowôdzelë bëtników Kaszëbsczégò Dnia pò szkòłowëch zalach, co òstałë zmienioné w kaszëbsczé jizbë.
Zarô przë weńdzenim bëła ùszëkòwónô wëstawa rãkòdzełów zrobionëch przez henëtnëch szkòlôków na warkòwniach w słëpsczi prôcowni „Ceramikarnia” pòd czerënkã garnkòwniczków. Mógł ùzdrzec kachle, tasczi i misë òzdobioné mòtiwamã ze słëpsczégò wësziwkù. Ekspòzycjô wskôzywała téż czerënk, w jaczim mùszôł jic, bë duńc do spòrtowi zalë, gdze òdbëwała sã ùroczëstosc. Z ti zalë, jakô na ten dzéń zmieniła sã w kaszëbską chëcz, czëc bëło pôchã słomë i drewna. Stojała w ni wiôlgô bina dlô wszëtczich lubòtników kaszëbsczi kùlturë. Rozwieszoné na scanach kaszëbsczé wësziwczi, wëstôwné môle z ksążkama i rozmajitima domôcyma sprzãtama to efekt robòtë lëdzy, jaczi mielë starã ò przërëchtowanié Kaszëbsczégò Dnia w Słëpskù.

61. Klëka


67. Co białczi w taszë noszą

Co noszą? Nosziwają? Nôszają? Wszëtkò. Wszëternôstkò. Wszëstuchno. Całi swiat. Kòsmòs. To, czegò brëkùją. Je tegò tëli, że czasã żimkò je jima co tam nalezc... Bò białka to nie je jaczis chłop. Òna mësli do przódkù. Co bë mògło sã zdarzëc. Jakô pòtrzeba mdze. Co sã przëdô.
Chłop nie je parôt na niespòdzóny kùńc swiata. Żëje tu i terô. Òdnąt donąt. Bierze le to, co mùszi. A pakùje to colemało w taszë bùksów. Dzãka temù, sygającë pò klucze òd aùtoła – mòże na przikłôd zbadérowac, czë rodowé skarbë są jesz na môlu. Kòmórka, nôlepi z internetã a òdjimkôczã bënë. Dokùmeńtë – to znaczi jaczi jeden ze zdjãcym, nôlepi prawò jazdë, jak taczé mô. Miészk z dëtkama – kònieczno, bò tec to je chłopskô bùcha. Czasã, jak mù białka zapakùje – mô téż przë se òdjimk familie, leno bez tescowi. Mòdlący sã chłop mô przë se òbrôzk z jaczim swiãtim, zanôleżno òd te, ò co sã mùszi mòdlëc. Swiãti Tóna – dlô zabôczliwców, swiãti Krësztof – dlô tëch, co mają za cãżką nogã. Sóm Michôł Archaniół je dlô tëch, co mają wzãté na bórg w szwajcarsczich frankach. Dlô szpòrtowników – bòdôj swiãti Filip Neri, co gò w Bëtowie za patrona mają. W taszce na piersë chłop cygaretë noszô abò czôrné òkùlôrë. I to je wszëtkò, abò nawetkã za wiele, co chłop przë se noszô.

68. Wszëtcë swiãti…

W maju ma dwaji z brifką wëbra sã kómpaniją do najégò Swiãtégò Miasta, ti naju Dëchòwi Stolëce na òdpùst. Szlë më, mòdlącë sã gòrąco, nié blós temù, że mielë më tak wiele nagrzeszoné, ale òd tegò słunuszka, co z nieba grza na naju zmarachòwóné, ùmãczoné drogą pielgrzëmi głowë. Kùreszce, czej më doszlë na Górczi, rëszëlë më hùrmą na bùdë – kò kòl naju, w përdëgóńsczim Pëlckòwie, tak cos jak òdpùstowé bómczi, kòrkówce a kòrczi do nich, sajdającé pajczi czë farwné, krącącé sã, czej sã na nie dmùsze, wietrzniczi, są tak rzôdczim towôrã, jak złoto czë platina. Czej më ju sã òbkùpilë, to pòcësnãlë më, susającë òb drogã miãtowé kamiszczi, na mszą. Pò nëch przitczich Górkach to sã ale drãgò jidze! Sapiącë, doszlë më na plac, a brifka rzecze lëtaniją:
– Mariczënë bùksë jo, Józefkù swiãti, panie zmiarti, kò móm czedës dzes czëtóné, że tuwò mielë linową kòléjkã pòdcygnąc.

 

Joomla Templates - by Joomlage.com