Rozmiar czcionki:

Nr 1/2017
Prof. Edmund Wittbrodt nowym prezesem ZKP

 

Od Redaktora

Patronem roku 2017 w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim jest Józef Chełmowski, pochodzący z Brus-Jagli rzeźbiarz, malarz, konstruktor, filozof – twórca obdarzony niezwykłym talentem i wielkim wyczuciem formy, samouk. Ciekawy świata i żywo reagujący na to, co się wokoło dzieje, budził uznanie zarówno tzw. zwykłych miłośników sztuki, jak i profesorów akademickich. W styczniowej „Pomeranii” przypominamy zmarłego przed czterema laty artystę, którego będziemy w tym roku jeszcze wielokrotnie wspominali.

3 grudnia ubiegłego roku, podczas XX Walnego Zjazdu Delegatów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, wybrano nowego prezesa tej organizacji. Został nim pochodzący z Rumi prof. Edmund Wittbrodt, z którym rozmawiamy w tym numerze naszego pisma o misji, jakiej się podjął, i o celach, jakie zamierza osiągnąć podczas swojego prezesowania.

W styczniowej „Pomeranii” również relacja z grudniowego zjazdu, którego owocem, oprócz wyboru nowego prezesa, była uchwała zjazdowa. Jej treść publikujemy na stronie 7. Przypominamy również homilię ks. prof. Henryka Skorowskiego wygłoszoną w katedrze Oliwskiej podczas mszy świętej poprzedzającej XX Zjazd.

Kolegium redakcyjne oraz redakcja „Pomeranii”, jak co roku, wybrało laureatów nagrody Skra Ormuzdowa. Już dzisiaj prezentujemy nazwiska wyróżnionych, a uroczyste wręczenie im dyplomów i okolicznościowych rzeźb odbędzie się na początku lutego.

Mamy nowego patrona, nowego prezesa. Nowy jest również redaktor naczelny „Pomeranii” w mojej skromnej osobie. W miesięczniku zadebiutowałem 7 lat temu dzięki przychylności ówczesnego redaktora naczelnego Edmunda Szczesiaka. A dzięki życzliwości mojego poprzednika Dariusza Majkowskiego mogę dzisiaj zadebiutować w nowej roli. Dziękuję obu Redaktorom za zaufanie, jakim mnie obdarzyli.   


3. Z prof. Edmundem Wittbrodtem, prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, rozmawiamy o stylu rządzenia Zrzeszeniem, zadaniach nowego Zarządu i programie na najbliższe lata.

Jak się pan czuje jako nowy prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego?

Emocje wyborcze już opadły i nadszedł czas wytężonej pracy. Jestem na finiszu konstruowania Zarządu Głównego i wyboru wiceprezesów. W drugiej połowie stycznia odbędzie się posiedzenie Rady Naczelnej i dokonany zostanie wybór członków Zarządu. Od tego, kto się tam znajdzie, a potem dobrej wzajemnej współpracy zależeć będzie w głównej mierze efektywność mojej misji jako prezesa.

Pana kandydaturę poparli delegaci ze wszystkich stron Pomorza...

Bardzo mnie to ucieszyło, bo to tylko potwierdza, że moja wizja i pomysł na funkcjonowanie Zrzeszenia zyskał poparcie. Wygrała koncepcja, która łączy ludzi z różnych zakątków naszego regionu. Zrobię wszystko, żeby nie zawieść zaufania delegatów i członków Zrzeszenia.

Jakiego stylu rządzenia możemy się spodziewać z pana strony?

Moje doświadczenie uczy, że w pojedynkę człowiek niewiele może zrobić. Kto bierze na siebie wszystko albo zbyt wiele, bywa zapracowany, a efekty jego pracy niekoniecznie muszą być zadowalające. Stawiam na pracę zespołową, z pozostawieniem znacznej swobody współpracownikom – wiceprezesom i członkom Zarządu Głównego. Chciałbym, żebyśmy funkcjonowali trochę jak rząd, w którym każdy odpowiada za swój obszar. Wówczas można osiągnąć więcej. Ponadto, pozostawienie pewnej swobody aktywizuje ludzi, każdy może się wykazać, odnieść swój sukces i mieć powód do satysfakcji. Mam zaufanie do ludzi, tylko trzeba ich dobrze dobrać, według kompetencji i zainteresowań. Oczywiste jest też, że muszą podzielać koncepcję działania Zrzeszenia, którą wybrała zdecydowana większość delegatów. 


6. Welacje i diskùsje ò Zrzeszenim

Ùczãstnicë XX Zjazdu Delegatów Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô wëbrelë nowégò przédnika i nôleżników Przédny Radzëznë, Przédny Rewizjowi Kòmisji i Drësznégò Sądu. Zjazdowi ùchwôlënk nie òstôł przëjãti, bò nie bëło quorum.

Wierã nôwôżniészim pónktã òbradów delegatów Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô, chtërny 3 gòdnika 2016 r. przëjachelë do Gduńska na XX Zjôzd, bëłë welacje. Przede wszëtczim mùszelë wëbrac nowégò przédnika, jaczi pòprowadzy KPZ òb nôblëższé trzë lata. Na miónczi szlë: Édmùnd Wittbrodt (ùszłi parlamentarzista i rektor Gduńsczi Pòlitechniczi, chtërny wcyg je prôcownikã, nôleżnik Zarządu Zrzeszeniô w slédny kadencje) i Eùgeniusz Prëczkòwsczi (kaszëbsczi dzejôrz, wëdôwca, pisôrz i gazétnik, prowadzący m.jin. telewizjową programã „Rodnô Zemia”). Dobéł pierszi z nich, dostôwającë 174 głosë. W swòjim programòwim przemówienim pòdczorchiwôł przede wszëtczim brëkòwnotã òtemkłoscë wedle rozmajitëch òkrãżów i pòkòleniów. Gôdôł, że chòc sóm je Kaszëbą, to mô swiądã, że Zrzeszenié je òrganizacją parłãczącą lëdzy téż z Kòcewiô, Krajnë czë Bòrów.

Eùgeniusz Prëczkòwsczi wiele placu w swòjim wëstąpieniu namienił młodim lëdzóm. Nawlékôł do gòdnikòwégò Kòngresu Młodëch Kaszëbów i zgłosziwónëch tam pòstulatów. Pòdsztrëchiwôł téż, że KPZ mùszi miec jesz wiãkszą starã ò kaszëbsczi jãzëk i jegò bëtnosc w mediach. Przekònôł do sebie 133 delegatów. 


8. Zrzeszenie jako kategoria aksjologiczna

Nasze spotkanie – spotkanie delegatów na Zjazd Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, które rozpoczyna Eucharystia, a które kontynuowane będzie w sali obrad – jest i będzie przeżyciem solidarności jako szczególnej formy jedności. Istotę solidarności stanowi bowiem jedność – bycie razem. Solidarność to nie jest jednak każde bycie razem. Z ludźmi bowiem można jechać w jednym pociągu, a nawet siedzieć przy jednym stole – ale to jeszcze nie musi być solidarność. Ona jest szczególnym wyrazem jedności – jednością w jakimś dobru wspólnym.

W tym sensie Eucharystia, którą sprawujemy, jest szczególnym doświadczeniem solidarności. Tu bowiem czujemy się wspólnotą w tym dobru, jakim jest dla nas Bóg. Eucharystia jest przecież gromadzeniem się ludzi, którzy mają świadomość swego wspólnego synostwa w Bogu. Jest naszym wspólnym gromadzeniem się przy wspólnym stole, którym jest ołtarz, by wspólnie łamać jeden chleb, którym jest Bóg. Przyjmowanie zaś tego chleba – Boga w samo centrum swojej wolności pozwala ciągle i na nowo odkrywać wspólne braterstwo w Bogu.


12. Drogi do Instytutu Kaszubskiego – Instytut Kaszubski w drodze

Z dr Miłosławą Borzyszkowską-Szewczyk i dr. Tomaszem Rembalskim, czyli wiceprezeską i skarbnikiem Instytutu, rozmawiamy o tej 20-letniej organizacji naukowej.

„Pomerania”: Kiedy przystąpiłeś, Tomku, do Instytutu Kaszubskiego?

Tomasz Rembalski: Moja droga do niego była długa. Kiedy powstawał, byłem jeszcze studentem historii. Zacząłem studia w Słupsku w 1993 r., ale po trzecim roku przeniosłem się do Gdańska. Na skutek przenosin powstało sporo tzw. różnic programowych, musiałem więc ostro wziąć się do roboty, żeby w terminie obronić pracę magisterską (z mediewistyki, u prof. Błażeja Śliwińskiego). Miałem bardzo mało czasu na pozauczelniane sprawy, ale dzięki ziomkowi z Bytowa Krzysztofowi Wirkusowi byłem na dwóch spotkaniach pomorańców, w tym na wycieczce w wejherowskim muzeum. Ważne było dla mnie również uczestnictwo w zajęciach (Historia Pomorza) prowadzonych przez prof. Józefa Borzyszkowskiego. Tydzień po obronie magisterki podjąłem pracę w Muzeum Miasta Gdyni, gdzie zacząłem badać przedmiejskie, czyli kaszubskie dzieje „morskiej stolicy Polski”. Jako pracownik muzeum, ale jeszcze magister, uczestniczyłem w konferencji w Słupsku, której kierownikiem był Cezary Obracht-Prondzyński. Kiedy razem wracaliśmy do Bytowa, wyjawiłem mu swoje pragnienie bycia członkiem Instytutu Kaszubskiego. Wówczas Cezary dał mi do zrozumienia, że będzie to możliwe, jak zrobię doktorat. Rozprawę doktorską obroniłem w czerwcu 2004 roku i mniej więcej pół roku później otrzymałem upragnione zaproszenie. Obowiązywała wtedy taka zasada w Instytucie, że aby zostać jego członkiem, należało mieć doktorat.


17.Chcą sami pisac historiã

Wicy jak 150 młodëch lëdzy wzãło ùdzél w Kòngresu Młodëch Kaszëbów. Jak gôdô przedstôwca òrganizatorów Róbert Groth, jegò célã bëło „rozbùdzenié w młodëch głowach ùdbë na lepszé witro w towarzëstwie kaszëbiznë”.


18.Rewòlucjô w mëslenim ò kaszëbiznie

Na pierszą w 2017 r. pòspólną debatã cządnika „Pomerania” i Radia Gdańsk jesmë rôczëlë kaszëbską młodzëznã: òrganizatorów Kòngresu Młodëch Kaszëbów z Karna Kaszëbsczi Młodzëznë Cassubia – Róberta Grotha i Antoniégò Prëczkòwsczégò, a téż Dorotã Miszewską – sztudérkã drëdżégò rokù kaszëbsczi etnofilologie na Gduńsczim Ùniwersytece i nôleżniczkã Klubù Sztudérów Pomorania.

„Pomerania”: Chcemë zacząc òd Kòngresu Młodëch Kaszëbów. Skądka wzãła sã ùdba na to wëdarzenié? Karno Cassubia bëła òrganizatorã, tej to pitanié czerëjã do przédnika tegò klubù Róberta.

Róbert Groth: Deja kòngresowô je baro długô. Wszëtkò zaczãło sã òd pòtrzebë. Më, młodi, jesmë czëlë, że brëkùjemë jaczis plac, żebë robic dlô kaszëbiznë. Skùńczëło sã chòdzenié do szkòłë na kaszëbsczi jãzëk. Niejedny chòdzą dali, ale czëją pòtrzebã czegòs wiãcy. Tej jesmë pòmëslelë, żebë reaktiwòwac Cassubiã. I to bëła takô pierszô ùdba. A pózni jesmë chcelë zapitac jinëch młodëch lëdzy, czë òni są z nama. Czë to më leno tak czëjemë w Żukòwie, Baninie i òkòlim, czë òni téż. I tak doszło do Kòngresu Młodëch Kaszëbów.


22.Czekając na nową S6

Gdańsk i Słupsk dzieli około 135 kilometrów. Niewiele, jednak na pokonanie tego odcinka drogą krajową S6 potrzeba średnio 2 godziny. To wariant optymistyczny, który nie przewiduje porannego i popołudniowego szczytu komunikacyjnego. Trudną dla kierowców rzeczywistość miała zmienić budowa drogi ekspresowej pomiędzy Trójmiastem a Słupskiem. Miała, ponieważ decyzję o rozpoczęciu budowy właśnie oddalono na późniejszy termin.

Decyzja rządu o opóźnieniu inwestycji, ważnej przede wszystkim z punktu widzenia ziemi słupskiej, jest niezrozumiała. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że w kampanii wyborczej sprzed niespełna dwóch lat mocno eksponowany był Słupsk, a politycy rządzącej dzisiaj partii głośno mówili o potrzebie rozwiązania problemów tego miasta oraz całego subregionu słupskiego. Inwestycja, planowana jeszcze przez poprzedni rząd, doskonale wpisywała się w scenariusz polityczny tamtego czasu. Mieszkańcy Słupska czy też nieco mniejszego, aczkolwiek ważnego ośrodka miejskiego, jakim jest Lębork, mogli odnieść wrażenie, że niezależnie od wyników wyborów, są już wygranymi. Nowa droga krajowa S6 miała być oknem na kraj i na świat przyszłego województwa środkowopomorskiego, które jednak także było wytworem kampanijnej polityki, nie po raz pierwszy zresztą.


24. Polemika. 66 Kaszubski

W numerze 10 (502) „Pomeranii” (z października 2016) ukazał się artykuł p. Tomasza Szymańskiego pod tytułem „Jeszcze o 66 Pułku” zawierający informacje o 66 Kaszubskim Pułku Piechoty im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Z całym szacunkiem dla autora tekstu i uznaniem jego intencji nie mogę nie zwrócić uwagi na zawarte w nim usterki czy błędy, które nie mają pokrycia w faktach historycznych.
Na samym początku autor stwierdza, że absolutnym nieporozumieniem jest traktowanie jednostki jako specjalnej kaszubskiej armii.


25. Odpowiedź na polemikę. Dysponujemy niepewnymi źródłami

Praca historyka jest zajęciem wdzięcznym i fascynującym, ale wymaga skrupulatnego badania różnych źródeł i materiałów. Badacz powinien również unikać głębokiego zaangażowania ideologicznego. Szczególnie niedopuszczalne jest poprawianie historii. Wszystkie te mankamenty wykazują ostatnie artykuły pana Mariana Hirsza.
66 Pułk Piechoty wzmocniony ochotnikami z Suwałk oraz Legią Wrzesińska 15 sierpnia 1920 r. liczył 20 oficerów oraz 1648 podoficerów i szeregowców. Wspomniane posiłki to ok. 1070 żołnierzy, optymistycznie więc szacując, w jednostce Kaszubów mogło być 500–600. Nadto nie tworzyli oni jednolitego batalionu, ale służyli we wszystkich pododdziałach pułku.


27.Tomasz Chełmiński – legendarny iluzjonista

Jeden z najwybitniejszych europejskich iluzjonistów drugiej połowy XX wieku Tomasz Józef Chełmiński urodził się w Chojnicach 17 września 1929 r. Jego ojcem był Józef Chełmiński, redaktor wydawanego w Chojnicach „DziennikaPomorskiego”, matką zaś Janina Chełmińska z d. Lipińska. Rodzina mieszkała w kamienicy czynszowej przy ul. Dworcowej 52 w Chojnicach (obecnie ul. Dworcowa 8). Józef Chełmiński podejmował pracę dziennikarską również w innych redakcjach, co wiązało się z kolejnymi zmianami miejsca zamieszkania. Tuż po zakończeniu II wojny światowej rodzina Chełmińskich przebywała w Toruniu, gdzie kilkunastoletni Tomasz po raz pierwszy zetknął się ze światem iluzji. W grodzie Kopernika występował wówczas Juliusz Konczyński (pseud. Nemo), popularny już w latach trzydziestych XX wieku, uważany współcześnie za nestora polskiej sztuki iluzji. Magiczny spektakl przygotowany przez Nemo oczarował młodzieńca i wpłynął na jego dalsze losy.


28. Myśleć o Termopilach?

Świat współczesny ostatnio coraz bardziej jakby podminowany wojnami lokalnymi, domowymi, zamachami stanu czy rzucaniem „po prostu” takich czy innych bomb, by zginął ktokolwiek, co widocznie pociesza tych, którzy to planują. Czy w tej epoce król Sparty Leonidas może być znów przywoływany jako wzór godny naśladowania? Dziś w szkołach nie uczy się ani klasycznej greki, ani łaciny. Historia starożytna także mniej już pedagogów interesuje, a twórcy filmów rodem z Hollywoodu niekoniecznie uwielbiają fakty historyczne. Stąd może przypomnę krótko, o co w „tych Termopilach” chodziło, dlaczego w kulturze europejskiej trwał pewien mit tej bitwy, mit bohaterów Termopil.


30. Pòmachtóny żëwòt Bruna Richerta wedle aktów z archiwùm Institutu Nôrodny Pamiãcë (dzél 9)

Czasã zjinaczi w żëcym Bruna Richerta béł séwnik 1953 r. Tedë to prawie bòhater naszégò tekstu znôwù zaczął „normalné” żëcé. Nigle dejade do tegò doszło, zrozmiôł swòje pòliticzné i mòralné błãdë. Tak przënômni pisôł w żëcopisu. Wrócył tej do białczi i pògòdzył sã z nią. Òkróm te zôs stôł sã katolëkã i zawrócył z grzeszny żëcowi dardżi. Na nowò zaczął téż zajimac sã pòmòrsczima sprawama i ùdbôł so napisac ksążkã ò Słowińcach. Wëbrôł sã tej w rézã pò słëpsczi zemi a òkróm tegò dosc tëlé czasu sedzôł w gduńsczim archiwùm i biblotece. W môlach tëch ùdało mù sã nibë ùzebrac wiele cekawëch materiałów. Dërch równak nie béł nigdze zameldowóny a jegò żëcowô sytuacjô bëła drãgô. W żëcopisu napisôł, że strach, nerwòwé zmarachòwanié, głód, skweres stałë sã mòjima codniowima towarzëszama.


32. Marzenia dają siłę

Ma szansę zostać najmłodszą Polką, która wejdzie na najwyższe szczyty wszystkich kontynentów, czyli zdobyć Koronę Ziemi. Jest dumna z tego, że urodziła się w Gdyni. Jej ojciec dba o to, aby czuła się dumna także ze swoich kaszubskich korzeni. Z Bogumiłą Raulin rozmawiamy kilkanaście dni przed jej wyprawą na Antarktydę zakończoną zdobyciem góry Mount Vinson (4897 m n.p.m.).

Od 5 lat realizujesz projekt Siła Marzeń – Korona Ziemi. Kiedy pojawiło się to marzenie?

Najbardziej potrafimy marzyć w dzieciństwie, a jako dorośli często zapominamy, jak to jest mieć marzenia. Kilkanaście lat temu zauważyłam, że te marzenia mają wielki wpływ na życie – zawodowe, prywatne, na realizację własnych pasji. Mam absolutne przekonanie, że marzenia dają siłę.

A kiedy zaczęłaś marzyć o Koronie Ziemi?

W 2011 r. pojechałam na samotną wyprawę na Kilimandżaro. Zdobyłam tę górę i kiedy siedziałam już w samolocie, którym wracałam, pomyślałam sobie: kurczę, zdobyłam już drugi szczyt, który jest wymagający wysokościowo i logistycznie. Dlaczego nie spróbować tej Korony? I to był właściwie start tego projektu.


36. 2016 Rok prof. Gerata Labùdë. Pòdrechòwanié (dzél 1)

Ùszłi rok béł namieniony prof. Geratowi Labùdze. Leżnoscą do fejrowaniô bëło 100-lecé ùrodzënów tegò zawòłónégò w swiece ùczałégò Kaszëbë.

W sedzbie Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi (MKPPiM) we Wejrowie 27 gromicznika 2015 rokù òdbëło sã inaùgùracyjné zetkanié Òrganizacjowégò Kòmitetu Òbchòdów Rokù prof. Gerata Labùdë. Nôleżnikama Kòmitetu bëlë przedstôwcë wiele institucjów (jich lëstã pòdôwóm pò pòlskù, za rôczbą na wejrowską kònferencjã z 12 stëcznika 2016 r., co bëła òficjalnym zôczątkã fejrowaniô Rokù).


38. „CËZÉ CHWÔLËTA, SWÒJÉGÒ…”

Są miasteczka i wsë na Kaszëbach, chtërnëch geògrafné ùmôlowanié je rozpòznôwóné dzãka pòstacjóm w nich żëjącym. Do taczich prawie nôleżą Brusë. Czãsto czëła jem, czej òb czas rozmajitëch kôrbiónków przëwòłiwónô bëła pòzwa Brusów: A… to tam, gdze w òkòlim mieszkô ten cekawi ùsôdzca… Chełmòwsczi.

...nie jesmë tu òstatny rôz!

Ò tim téż jô jem wiedzała i czej pòwstôł part KPZ w Remùsowim Lëpnie, wëbrelë jesmë sã do negò òsoblëwégò królestwa. Infòrmatorzë, jaczich w Brusach pëtelë jesmë ò drogã, godelë tak: Za kòscołã na Czëczkòwë, niedalek, ze dwa kilométrë, są Jagle, a tam ju ùzdrzita, gdze òn mòże mieszkac.

Bëlë jesmë tam nié jeden rôz, a cél òdwiedzënów béł rozmajiti: pòkazac młodim najim artistóm dokazë zabòrsczégò rodôka abò np. prosëc ò darënczi dlô najégò ksãdza probòszcza. Ùznelë jesmë bò, że nôlepszim darënkã dlô ksãdza Zygmùnta Jutrzenka-Trzebiatowsczégò na jegò òddzãkòwanié sã 16 lëpińca 1989 rokù z lëpùską parafią (pò 42 latach!) mdze namalowóny na szkle òbrôzk kòscółka w Kaliszu, chtërnégò lëpùsczi duszpastérz béł bùdowniczim, a w jaczim nalôżô sã krziżewô droga pãzla Józefa Chełmòwsczégò. Òbrôzk stojôł pòtemù na widzałim môlu w Zapãdowie – parafiô Ritel, gdze naj probòszcz mieszkôł ù swòji rodzënë Wika-Czôrnowsczich. Na 60-lecé kapłaństwa ksãdza pòprosëlë jesmë Méstra Józefa ò rzezbã Matczi Bòsczi Lëpùsczi, ò chtërny jedna z parafianków, czej pòtkała òbjimającégò parafiã ksãdza Jutrzenka-Trzebiatowsczégò òbchôdającégò nową parafiã, rzekła: Jeżlë ksãdz mdze miôł w ùwôżanim naju Matkã Bòską, mdze ksądz długò żił i pastérzowôł w Lëpùszu.


42. Czasopisma wydawane na Kaszubach po II wojnie światowej (część 1)

Za najtrudniejszy czas dla wydawania prasy kaszubskiej można uznać okres PRL-u. Cenzura mocno utrudniała publikowanie i rozpowszechnianie treści prasowych w języku kaszubskim, uważanym wówczas za gwarę polszczyzny. Na pierwsze kaszubskie pismo ukazujące się w tym okresie (po likwidacji „Zrzeszë Kaszëbsczi”)trzeba było czekać do 1957 r.


44. Pamiętne dni. Jaszka i kozy

Żył sobie w Starzynie Jaszka, starykòséter(pol. komornik) i wanożiłbeztrosko po okolicy. To grzyby zbierał, jagody, borówki, to chrust gromadził w lesie, rwał trawę co lepszą dla trusów, to torf własny przestawiał a czasem i innym, siano grabił i suszył, a przy tym mądrowôł.

Swój urobek musiał znosić na grzbiecie lub pchać taczką, a to go „mordowało”, bardzo.

– Przecã jem prawie stalatny gãbala – mówił – i mùszã so cos ùlżëc w dërgolenim.

Medytował, medytował, aż pewnego dnia rzekł do swojej cierpliwej „białki”:

– Gbùrzë mają wòzë, a jô le karã, kara to kara za mòje dôwné grzéchë, ale te ju móm dzãczi ni dôwno òdpòkùtowóné, në nié? Bò wele, jô z nią grzechòtôl przë torfie, przë chrusce, przë bùlwach, przë żëce ë téż tim ë nym, wszëtczé mòje sëté ë zmiarté lata; terô zrobiã kùnc.


46. Móm wëkònac misjã, a nié sã widzec

Z prawòsławnym ksãdzã Mariuszã Synakã gôdómë ò tim, jak słëpsczi Kaszëbi wespółrobią z jegò parafią, i ò bëtnoscë kaszëbiznë w cerkwi.

Òjc gôdô ò sobie, że je w Słëpskù dëbeltną mniészëzną – jakno Kaszëba i jakò prawòsławny dëchòwny. Dô sã z tim żëc?

Na gwës to nie pòmôgô w żëcym, ale nie czerëjã sã za tim na co dzéń. Robiã to, co wiele znónëch mie Kaszëbów w najim miesce. Jem sobą i niewôżné, czë to sã kòmù widzy. Jem sã nie ùrodzył do te, żebë sã wszëtczim widzec, le do te, żebë zrealizowac jakąs misjã, wëkònac swòje zadanié. Nigdë jô nie mëslôł, że jakò ksądz wrócã do miasta, w jaczim jem sã ùrodzył, ale skòrno Bóg mie tu sprowadzył nazôd, to gwës mô tu dlô mie jaką robòtã.

Jesmë prawie na zéńdzenim kaszëbsczich gazétników z przedstôwcama słëpsczich zrzeszeńców. Jak òjc trafił do tegò karna lëdzy?

Przede wszëtczim òd nôzwëska sã nie ùceknie, a Synak w kaszëbsczich krãgach wiele mówi. I baro dobrze, że tak je. A lëdze z Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô pòmôgelë mie òd pierszégò dnia mòji bëtnoscë na ti parafii. To bëło dlô mie nadzwëkòwò wôżné, bò trafił jem tu jakò młodi knôp, nieznający realiów, cësniãti zarô na głãbòką wòdã. Kaszëbi przëjimnãlë mie z wiôlgą żëczlëwòscą i w praktice òd pòczątkù jesmë sã zdrëszëlë (a nie ùżiwóm słowa drëch na lewò i prawò).


47.Nowi Méstrowie Bëlnégò Czëtaniô

Wiôldżé swiãto kaszëbiznë w Bólszewie – 26 lëstopadnika 2016 r. w ti wsë pòtkało sã 68 nôlepi czëtającëch pò kaszëbskù lëdzy z rozmajitëch dzélów Kaszub.

W Bólszewie bò, w Filie nr 1 Pùbliczny Biblioteczi Gminë Wejrowò, òstôł rozrzeszony III Regionalny / IV Pòwiatowò-Gminowi Kònkùrs dlô Czëtińców „Méster Bëlnégò Czëtaniô”.

Céle tegò wëdarzeniô to przede wszëtczim: rozkòscérzanié kaszëbsczi lëteraturë, dwiganié rówiznë pòsłëgòwaniô sã kaszëbizną, zmòcniwanié wespółrobòtë midzë szkòłama, bibliotekama, dodomama kùlturë i partama Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô.


48. Z nadzieją w kolejny rok

Zwykle co roku przypominałam bydgoskim studentom, że czas od Gwiazdki do Trzech Króli jest czasem wyjątkowym, m.in. dlatego, że zgodnie z tradycją są wtedy „święte wieczory”. Po zmierzchu nie wypada nic robić (trudnego, mozolnego), tylko przedłużać w sobie świętowanie.

Jeszcze podziwiać choinkę, częstować się piernikami, jabłkami, orzechami. Oczywiście też rodzinnie śpiewać kolędy. Może też warto od nowa obejrzeć podarki od Gwiazdora. Kiedyś przychodził zpydó, pytał retorycznie: czi só tu dzieci grzeczne…


49. Literatura. Orzeł

Szli pod górę. Stary pierwszy, Młodszy tuż za nim. Musieli przejść przez zeszłoroczny wyrąb. Wysoko nad nimi, na lewo, ciągnęła się polana, a za nią młody las, który mieli przecinać.

Stary szedł wolno, uważnie. Stawiał każdy krok z takim wyliczeniem, jakby to miał być ostatni krok w jego życiu. Przedziwnie pokręcone nogi Starego wykonywały tę mozolną pracę z poczuciem obowiązku spełnianego skrupulatnie, ale z wielkim trudem. Wspinali się na górę, wznoszącą się nad nimi coraz większą stromizną. Czasem Stary zatrzymywał się na chwilę, zwracał wtedy głowę do tyłu, patrząc, czy Młodszy nadąża. Weszli w końcu na polanę czerwoną od borówek. Było już niedaleko do pierwszych drzewek młodniaka.


50. Zrozumieć Mazury. Smętek

Kaszubskiego diabła z poematu Hieronima Derdowskiego (1880), będącego później dla jednych złośliwym wysłannikiem piekieł (Aleksander Majkowski), dla innych zaś smutnym i cierpiącym duchem Kaszub (Bernard Sychta), uwiecznił literacko Stefan Żeromski w utworze Wiatr od morza (1922). Smętek był u niego złym duchem całego Pomorza, biesem przewrotnym i cynicznym, odwiecznie niosącym cierpienia niepolskim mieszkańcom regionu. Finałową scenę, w której Smętek opuszcza swoje władztwo na pokładzie statku, przepadając po północnym pianiu kura, odbierano nie tylko jako koniec niemieckiego panowania nad polskim Pomorzem, ale także germańskiej dominacji nad słowiańskimi Pomorzanami.


52. Nasze sześćdziesięciolecie

Oddział ZKP w Chojnicach należy do nielicznej grupy tych, które obchodzą wraz z całym Zrzeszeniem 60-lecie nieprzerwanej działalności. W tym okresie w stowarzyszeniu działo się tak wiele, że niełatwo jest z tego wydobyć fakty najistotniejsze. Trudno mi dokonać wyboru, mimo że od powstania chojnickiego oddziału chyba nic się nie zdarzyło bez mojego (biernego lub czynnego) uczestnictwa.

Niemało ludzi powątpiewa w przynależność Chojnic do kaszubskiego regionu. Często pytam tedy owych niedowiarków: A gdzie miałyby należeć, do kultury jakiego regionu nam bliżej? Nie miał wątpliwości Jan Karnowski, wraz z gronem umysłowej elity w latach 30. ub. wieku przypisując Chojnice do południowokaszubskich Zaborów, nie byli także w rozterce m.in. Franciszek Sędzicki i Stefan Bieszk. Parafrazując słowa Bernarda Sychty o Kaszubach i Polsce, należałoby raczej powiedzieć, że Chojnice nie należą do Kaszub, lecz Kaszuby stanowią. Ale prawdą jest, że wskutek dziejowych kataklizmów zeszłego stulecia ludność miejska została gruntownie przemieszana i większość obecnych mieszkańców (badania socjologiczne to potwierdziły) nie ma kaszubskiego pochodzenia albo nie jest go świadoma.


54. Lektury


59. Najstarszy polski klub sportowy na Kaszubach

Po włączeniu części ziem kaszubskich w skład nowo powstającego Państwa Polskiego, gdy nowe władze wymieniały administrację „na swoich”, a duch odzyskanej przez Kaszubów wolności jeszcze dobrze się miał, zaczęły powstawać nowe towarzystwa sportowe. Działające legalnie i krzewiące kulturę fizyczną – jako bardzo istotny element wychowania.
Na początku lat 20., gdy państwo nie było jeszcze dobrze zorganizowane, na fali entuzjazmu powstawało wiele nowych inicjatyw społecznych (również tych o charakterze sportowym). Wspomnieć warto choćby kartuską Cartusię – rok powstania 1923, gdyńską Arkę – 1929, czy Wejherowski Klub Sportowy – 1921.


61. Klëka


67. Żëczbë Klëka

Jak më lubimë sobie pòżëczëc! Nié wząc w pòżëczk, ale pòżëczëc! Z rozmajitëch leżnosców. Na roczëznã, zdënk, Jastrë, mionowi dzéń, Dzéń Starczi i Starka, Matczi a wiele jinëch. Kòscersczi part zrzeszeniô nawetkã wëdôł ksążëczkã z różnyma żëczbama na wszelejaczé leżnoscë. Stwòrzałë je dzecë. Dzecë są szczeré, czasã jaż za baro. Mówią a piszą, co mëszlą. Nie są pòliticzno pòprawné.

– Niech Stark Władis długò żëje, smaczków nóm pòszpandérëje! Cotce Étce żëczbów czipã, cobë tak głosno nie krzika! Niech nama żëje szkólnô nasza, co to brifkã tak wëstrasza! Dwasta lat a jedną zëmã temù z telewizje, co pôdł za kòniã!


68. Rok Pëlckòwa

– Ògłôszóm Cebie i wszëtczima wkół, że rok 2017 mdze Rokã Pëlckòwa! – riknął, stojącë w dwiérzach mòji zatacony na zberkù swiata chatińczi tczëwôrtny a òbarchniałi brifka.
– Cëż të tak rikôsz? – òckł jem, òdpòcziwającë na zófie pò nym swiątecznym maratónie. Kò nôprzód Wilëjô, tej Gòdë, tej Zylwestera, tej zarôzka Nowi Rok, tej zôs Trzech Królów… Do te jesz ne wszëtczé òpłôtkòwé zéńdzenia, a to z karnã Pëlckòwsczich Zrzeszeńców, a to z grëpą Jednotë, a to z chórã Pëlckòwsczi zwón, a to z białkama z Pëlckòwsczégò Wiesczégò Kòła, a to z emeritama z Trzecégò Wiekù… I to kòlãdowanié. Dërchã no „Dzisiaj w Bet-lejem” z wësoka spiéwanié… Spiéwanié, rozmieje sã, z nacëskã na „lejem”. Do zwariowaniô a ògłëpieniô z tima swiãtama. Głowa òd te pãcô. Nié, nié, ni ma czedë òdpòczic, a ten mie tuwò nad ùchã ò Rokù Pëlckòwa wrzeszczi. Rockman sã nalôzł!

 

Joomla Templates - by Joomlage.com