Rozmiar czcionki:

Nr 12/2017
Każdy czas ma swojego twórcę

pomerania_marzec_2017

 

Od Redaktora

Czego życzyć czytelnikom „Pomeranii” na czas zbliżających się świąt Bożego Narodzenia?

Na początek, aby dalej czerpali radość z czytania naszego magazynu i wciąż odkrywali w nim ciekawe historie, interesujących ludzi i dowiadywali się o aktualnych wydarzeniach z życia naszego regionu.

Tym, których dosięgły skutki sierpniowej nawałnicy, życzę, by jak najszybciej mogli się cieszyć odbudowanymi domostwami, budynkami gospodarczymi czy domkami letniskowymi. Mieszkańcom gmin, w których tak bardzo ucierpiały lasy, ale i nam wszystkim – Pomorzanom, Polakom, Europejczykom – aby te nasze „zielone płuca” jak najszybciej zostały uprzątnięte i zalesione na nowo, by mogły służyć następnym pokoleniom. 

Wszystkim czytelnikom, a w szczególności mieszkańcom województwa pomorskiego, Kaszubom, Kociewiakom, Borowiakom, Żuławianom, Krajniakom, Kresowiakom... życzę zaś, aby najbliższe Święta oraz cały Nowy Rok 2018 były pomyślne, radosne i spokojne, a przede wszystkim wolne od bolesnych, niesprawiedliwych oskarżeń. Szczególnie padających z ust wysokiego urzędnika naszego wspólnego państwa, naszej wspólnej ojczyzny, o której wolność wspólnie zabiegaliśmy.

Na koniec życzę nam wszystkim, aby w każdej kaszubskiej gminie młodzi ludzie mogli się uczyć w szkołach języka kaszubskiego, w takim zakresie, jaki pozwoli młodemu pokoleniu Kaszubów poznawać lub zgłębiać język swoich ojców i dziadków.       

3. MEN obniży subwencję oświatową na kaszubski?

Ministerstwo Edukacji Narodowej zamierza wprowadzić od 1 stycznia 2018 r. drastyczną obniżkę subwencji oświatowej dla samorządów z tytułu prowadzenia szkół z nauczaniem języka regionalnego/kaszubskiego. Zapowiada też kolejne obniżki subwencji z tego tytułu w 2019 r. Zamierzenia te ministerstwo ujawniło w projekcie rozporządzenia w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w roku 2018. Rozporządzenie ma wejść w życie 1 stycznia 2018 r. Jeśli ten akt prawny zacznie obowiązywać, to szczególnie boleśnie jego skutki odczują szkoły wiejskie.


4. Wystąpienie na uroczystości pogrzebowej śp. prof. Edwarda Brezy  Prezesa ZKP prof. Edmunda Wittbrodta

Każda śmierć przychodzi za szybko, ta dodatkowo nastąpiła nagle. Przecież jeszcze niedawno Profesor był z nami, dzielił się swoim ogromnym doświadczeniem i wiedzą, stanowił edukacyjną podporę dla wszelkich działań Zrzeszenia, Instytutu Kaszubskiego i wielu innych instytucji zainteresowanych rozwojem kaszubszczyzny. Z wielkim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci śp. Edwarda Brezy, z którym wiąże nas tyle lat wspólnej pracy.

Dziś nastąpiła chwila, kiedy w imieniu całego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, Zarządu Głównego, Rady Naczelnej i niemal siedemdziesięciu oddziałów, a także Instytutu Kaszubskiego przychodzi mi pożegnać naszego Profesora, wybitnego działacza kaszubskiego, człowieka ogromnej wiedzy, kultury i taktu, świetnego naukowca, nauczyciela i wychowawcy młodzieży, nie tylko tej akademickiej.


6. Kùńczi sã rok, nie kùńczi sã temat

Aniołowie z dôwien dôwna lôtalë pò kaszëbsczim niebie, ale latos – w rokù Józefa Chełmòwsczégò, jaczi pòmalinkù jidze do kùńca – bëło jich òsoblëwie wiele. Ë móże rzeknąc, że w kòżdim placu, gdze dzało sã cos sparłãczonégò z Józefã Chełmòwsczim, dało sã òdczëc bëtnosc taczégò anioła.

Béł równak téż sztócëk, w jaczim – zdawac bë sã mògło – że téż aniołë Józefa Chełmòwsczégò òdlecałë z Kaszëb. Òbczas zélnikòwi gromówczi z wialgòtnym wiatrzëskã mòckò ùcerpiała chëcz, czarowny ògard ë téż warkòwniô artistë w Brusach-Jaglach. Wiater skazył dak, dwiérze a téż wiele żłobinów, jaczé bëłë bùten. Stało sã wiele złégò tegò dnia, ale są ùdbë, jak to ùprawic. Blós felëje dëtków.


8. Akcja trwa

Minęło kilka miesięcy od feralnej nocy z 11 na 12 sierpnia, kiedy to sporą część Kaszub dotknęła nawałnica o niespotykanej dotychczas sile, pustosząc rozległe obszary leśne, niszcząc wiele domostw oraz, co najgorsze, powodując ofiary śmiertelne.

Dzień po nawałnicy byłem z rodziną na środkowych Kaszubach. Co prawda w wielu miejscach nie było prądu i widzieliśmy pojedyncze powalone drzewa, ale wydawało się, że straty nie są duże. W stacjach telewizyjnych można było zobaczyć dramatyczne relacje z Suszka, gdzie zginęli harcerze. Dwa dni później cała Polska dowiedziała się o ogromie zniszczeń w Rytlu za sprawą sołtysa tej miejscowości Łukasza Ossowskiego, który apelował o pomoc. Media rządzą się swoimi prawami i dlatego przez kolejne dni w radio i telewizji mówiono głównie o tych dwóch miejscowościach. Wielu ochotników z różnych części Polski pojechało pomagać do Rytla. W miastach i wsiach na Pomorzu oraz poza jego granicami rozpoczęto zbiórki darów dla tej miejscowości. Kilka dni później sołtys Rytla apelował, aby już nie przysyłać darów, bo wsi grozi kolejna klęska – tym razem od nadmiaru pomocy.


10. Chwytanie życia na przełomie roku

I oto nadchodzi czas, kiedy kończy się adwentowe oczekiwanie na Wcielonego Zbawiciela. Kiedy opada napięcie charakteryzujące każdy okres przejściowy. Wszystko stało się jasne. Jezus się narodził. Świat odetchnął z ulgą, że oto po raz kolejny obietnica czyniona przez starotestamentowych proroków wypełniła się w betlejemskiej stajence. A wypełniła się tu i teraz. W roku 1901, 1915, 2017.

Gdyby tak jeszcze człowiek umiał się cieszyć tajemnicą Wcielenia w sposób, jaki wymarzyli sobie ojcowie Kościoła, świątobliwi pustelnicy, wszelacy biczownicy, asceci, mnichowie rozmaitych rytów i Święte Magisterium. Ale nie! Dać takim krzepiącą świadomość, że oto Bóg jest z nimi, a jeszcze obietnicę odpuszczenia grzechów i po prostu – zbawienia, to nabiorą takiej ufności, że już załatwione, że dola odmieniona, że można w głos się śmiać...

Człowiek, beztroski optymista, poczuł się wolny. Wolny od oczekiwania, poszczenia, napięcia. Wolny od trosk. Może już tańczyć, jeść, pić, swawolić na różne sposoby. Paradoksalnie, poczucie tej wolności i wypływające z niej poczynania nie redukują świadomości, obecnej przecież w duszy, że jednak to tylko na jakiś czas, że okres karnawału i radości minie szybciej, niż można się spodziewać, że po nim nastąpi okres Wielkiego Postu, w porównaniu z którym Adwent, na płaszczyźnie ograniczeń doczesnych przyjemności, to sama przyjemność.


14. Rok Rzeki Wisły

Z inicjatywy organizacji pozarządowych i samorządów lokalnych zrodziła się idea święta rzeki Wisły. Na ich wniosek Sejm RP podjął uchwałę (22.06.2016) ogłaszającą rok 2017 – Rokiem Rzeki Wisły. W Tczewie, Opaleniu i Gdańsku odbyły się konferencje, seminaria i wystawy, a na Uniwersytecie Gdańskim obradował Ogólnopolski Sejmik Krajoznawczy nt. „Wisła w krajobrazie Pomorza”. Pokazano wielorakie bogactwo Wisły i wskazano na potrzebę jej użeglugowienia, słowem: udostępnienia rzeki obywatelom.

Mam kilka istotnych powodów do zajmowania głosu w sprawie Wisły. Przede wszystkim dlatego, że mieszkam nad tą rzeką w Tczewie od 45 lat. W pewnym sensie Wisła zawsze mnie interesowała. Kiedy znalazłem się po raz drugi w Sejmie RP (jako poseł AWS), uznałem, że warto podjąć inicjatywę poselską. I tak 24 czerwca 1998 złożyłem interpelację (nr 755) do Prezesa Rady Ministrów Jerzego Buzka w sprawie „podjęcia programu ożywienia rzeki Wisły”. Odpowiedzi w imieniu szefa rządu udzielał Minister Środowiska. Z uwagi na jej zbyt ogólny charakter interpelowałem w sprawie Wisły ponownie. Na stronach archiwum Sejmu RP III kadencji, pod moim nazwiskiem, znajduje się pełna dokumentacja. Interpelacja ta wzbudziła wówczas spore zainteresowanie nie tylko wśród wodnych środowisk branżowych.


16. To my mamy jeszcze jakieś stocznie?

Im dalej od wybrzeża Bałtyku, tym bardziej przemysł stoczniowy jawi się jako relikt przeszłości, pogrzebany, upadły lub w najlepszym przypadku sprzedany obcemu kapitałowi. Przekonałem się o tym kilkakrotnie. Wspomnę choćby taką sytuację. 3–4 lata temu zadzwoniła do mnie pewna kobieta z Warszawy, która była odpowiedzialna za program typu reality show („Przemek Saleta, najcięższe zadania”). Poprosiła o wskazanie dużego zakładu przemysłowego w Trójmieście, w którym bohater programu (polski kickbokser i bokser wagi ciężkiej) mógłby „ciężko przepracować” przed kamerą kilka dni. Bez namysłu odpowiedziałem, że najlepsza będzie stocznia. Wskazałem kilka adresów, w pierwszej kolejności Gdańską Stocznię Remontową im. Józefa Piłsudskiego (należącą do grupy kapitałowej Remontowa Holding SA), która ostatecznie została wybrana przez producentów tego programu.

– Stocznia? To my mamy jeszcze jakieś stocznie? – zapytała ze zdziwieniem w głosie.

– W Trójmieście mamy nawet kilka prężnie działających stoczni – odpowiedziałem zdziwiony jej zdziwieniem.

Czy to zwykła niewiedza, czy może ignorancja mojej rozmówczyni? Odosobniony przypadek czy powszechne postrzeganie prowincji przez ludzi z Warszawy? Niekoniecznie. Z podobną reakcją spotkałem się jeszcze kilkakrotnie i nie zawsze byli to ludzie ze stolicy. Tak więc można odrzucić teorię, że tylko Warszawa wykazuje się ignorancją, choć jak za chwilę wyjaśnię, nie należy tego traktować w ten sposób. Otóż taki stan wiedzy może wynikać z przekazu medialnego, w którym w ostatnich kilku latach głośno było o upadku wielkich niegdyś stoczni. Można więc powiedzieć, że winne są temu stocznie, które nie potrafiły sprostać regułom wolnego rynku. Kapitalizm bowiem to taki okrutny system, w którym trzeba o wszystko zabiegać, np. o nowe kontrakty. W poprzedniej epoce natomiast były przywożone w teczce przez wysokiego urzędnika partyjnego. W kapitalizmie trzeba się o nie postarać, mieć odpowiedni biznesplan i wykwalifikowaną kadrę. Stocznia Gdańska, Stocznia Szczecińska czy gdyńska Stocznia Marynarki Wojennej są przykładem upadku, do którego doprowadzili właśnie tacy urzędnicy państwowi, lecz nie ci, co przywozili gotowe kontrakty w teczce (tych w kapitalizmie już nie ma), tylko ci, którzy z nadania partyjnego kierowali tymi stoczniami i o owe kontrakty zabiegali. Bez odpowiedniego wykształcenia, a co ważniejsze bez doświadczenia w przemyśle stoczniowym nie może się udać kierowanie takim zakładem pracy, jak stocznia. A gdy do zarządzania dodatkowo wtrąca się polityka...


18. To leno jeden z warków. Z Wéróniką Kòrthals-Tartas gôdómë ò robòce z młodzëzną, kaszëbsczi swiądze i bëcym gwiôzdą.

Kąsk zdradzã krëjamnotã z òbradów Redakcjowégò Kòlegium. Òbczas diskùsji ò przëznanim tobie Òrmùzdowi Skrë czãsto pòwtôrzôł sã argùment ò twòji pòmòcë dlô młodëch kaszëbsczich spiéwôków, a òsoblëwie ò zaangażowanim w Kaszëbsczégò Idola...

Nie znała jem zakùlisowëch historiów. Kaszëbsczi Idol to dlô mie bëlnô przigòda, ale próbùjã téż pòmagac naji młodzëznie, robiącë w PZPOW (kasz. Pòwiatowi Zespół Pòùczënowò-Wëchòwnëch Môlów) we Wejrowie. Prowadzã tu wókalné karno i zajmë z ùtalentowóną młodzëzną. Òd lat móm wiôldżé szczescé, że mògã zarażac jinëch spiéwanim w kaszëbsczim jãzëkù. To dlô mie stolemnô satisfakcjô, czedë na pòczątkù spòtikóm sã z reakcją: „jô nigdë nie spiéwała pò kaszëbskù, bòjã sã, nie wiém, jak to bãdze òdebróné”, a pò pòsobnëch zajãcach òkazywô sã, że ti lëdze chcą sami spiewac pò kaszëbskù, pitają, czegò tim razã sã naùczimë. Je wiedzec, że mùszã jich ùczëc dobri wëmòwë, melodiczny lëni, ale pózni widzã wiôlgą redotã na jich twarzach, że ta cãżkô robòta dôwô brzôd. Wespółrobòta z młodima to piãknô sprawa. Dzãka temù wcyg czëjã sã w sercu nôscelatką.

Ùczisz jich téż distansu do swiata showbiznesu? Wiele lubòtników twòji karierë pòdczorchiwô, że sama bëlno rozmiejesz taczi distans trzëmac i òstac sobą nimò rozmajitëch dobëców.

Próbùjã tegò ùczëc. Jak chtos je młodi z głową wëfùlowóną marzeniama, to czãsto stôwô sã zaslepiony mëslenim ò tim, że chùtkò mùszi zrobic karierã. A tu pòtrzébné je wiele czasu, distansu, zrozmieniô swiata.

A jak sã tobie ùdało ten distans ùchòwac?

Dlô mie wiedno nôwôżniészô bëła familiô. I równo co bë sã dzejało w warkòwim żëcym, te kòrzenie, swiąda tożsamòscë pòzwòliwają cwiardo chòdzëc pò zemi. Móm w se wdzãcznotã za to, że jem sã ùrodzëła w taczi, a nié jiny rodzëznie, z kòchónyma mëmką i tatkã, z bëlnyma bracynama, a terô móm zôs szczescé, że te bëlné tradicje mògã piastowac w mòji gwôsny familie. To je mòcny fùndameńt, jaczi dôwô mòżlëwòtã ùchòwaniô distansu do swiata.

 

20. Hùbertowi czas abò swiãto sw. Eùstachégò

Swiãtégò Hùberta òbchôdômë 3 lëstopadnika. Je to swiãto jachtôrzów, lesników ë ridowników, chtërnëch je patronã. Chòc wikszosc czëjąc „Hùbertus”, mësli prawie ò jachtôrzach, to kòniarze téż òbchôdają tã ùroczëznã dosc mòcno. Tak jak ti pierszi wrôcają do stôrëch zwëków w nen czas. Równak czasã, chòc baro rzôdkò mòżemë ùczëc na przëmiar, że òdbiwô sã „Eùstachi-Hùbertus”. Skądkaż tu nen drëdżi swiãti? Dzys téż ò tim.

Stôré zwëczi na nowi ôrt

Swiãto sw. Hùberta mô swòje zaczątczi kòl rokù 1444. Z pòczątkù bëlë to baro wiôldżé jachtë. W Pòlsce kùlt tegò swiãtégò mô swój plac òd czasu panowaniégò dinastie Sasów, to je òd XVIII stalata. Kòl nas swiãto zwie sã prawie Hùbertusã, abò téż Hùbertowinamë. Z czasã na Hùbertusa jachtôrze (co w nen czas bëlë doch téż ridownikama) zaczãlë òrganizowac biég za lësã. Tradicjowò – pòdług znónégò anielsczégò ôrtu – wëzdrzi to tak: na przódkù biegô karno scërzów. Na nich ùbacht dôwają huntsman ë dwóch pickerów. Dali ridëje reszta jachtôrzów, a prowadzy jich master. Na kùncu jedze kontrmaster, co mô bôczënk na pòrządk caloscë. Taczi biég, co jesz mòżemë òbzerac w Anielsce, je prôwdzëwą jachtą na żëwégò lësa. Kòl nas wëzdrzi to ju jinaczi.

 

22. Niezwykły jubileusz pelplińskich Modraków

Jam Kociewiak, ty Kaszëba – my dzieci jednygo nieba

Parafrazując słowa znane z jednego z polskich filmów, można powiedzieć, że na Kociewiu jest coraz więcej... Kociewia. Przede wszystkim staje się ono coraz bardziej obecne w świadomości mieszkańców tego regionu, ale także w wielu wydarzeniach, które nawiązują do jego dziejów, tradycji i kultury. Wielka w tym zasługa organizacji pozarządowych, w tym także oddziałów kociewskich Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, placówek kulturalnych, a także  samorządów(niektórych!). Wiele by o tym pisać, ale to temat na oddzielny artykuł.

Jednak największe zasługi w budzeniu kociewskiej tożsamości mają placówki oświatowe: szkoły, przedszkola, ośrodki pracy pozaszkolnej. W wielu z nich istnieją zespoły folklorystyczne. Szczególnie ostatnio sporo ich powstaje, na przykład w mieście i gminie Pelplin jest ich sześć – przy prawie każdej szkole. Największy i najstarszy z nich – Modraki, działający przy Zespole Kształcenia i Wychowania nr 1 – obchodził 20 października 2017 r. jubileusz 20-lecia istnienia. W wypełnionej po brzegi auli Biblioteki Diecezjalnej im. bpa Jana Bernarda Szlagi zebrali się miłośnicy kociewskich obrzędów, tańców i śpiewów, w tym także wielu byłych członków tego zespołu. Niektórzy z nich przyjechali specjalnie z zagranicy. Była okazja do wspomnień.


25. Odszedł poeta lasu…

6 listopada zmarł leśnik-poeta z Lipusza Leszek Krawiec, całe życie związany z gdańskimi lasami. Swoją miłość do przyrody wyrażał w wierszach. W ciągu całego życia napisał ich kilka tysięcy. Należał do bytowskiego klubu literackiego „Wers”. Odszedł wrażliwy i skromny człowiek.

Czy jest taki płot, co mi drogę zagrodzi?

Czy jest kurtyna, która las zasłoni?

Gdy z żurawiami pragnę brodzić

I piękno lasu malować na dłoni?

Chcę jak święty Gwalbert, las pieczą otoczyć

Widzę jego czar niebywały

Pieszczą go moje stare oczy

Jemu oddany jestem cały.

Leszek Krawiec, Wszystko lasom

 

26. Jô nie pòtrafił nigdë òdmówic

Francëszka Kòwalewsczégò z Prokòwa (8.12.1930 – 7.06.2013) pòznôł jem za sprawą jegò starszégò bracynë Aùgùstina z Kartuz (1925–2014).

Òstatné lata żëcégò Francyszk mieszkôł w Łapalëcach. Pòchòwóny je równak kòle swòji białczi Terézë z Trepczików w Prokòwie. Francyszk miôł stolemné zasłëdżi kòle bùdowë kòscoła w Prokòwie a plebanii, chtërnã pòstawilë wnet sami ze swòjich dëtków i w dzélu swòjima lëdzama, a i przë zakłôdanim smãtôrza nachòdzył sã Francyszk bëlno. Jakùż bëło dlô niegò to smùtné, czej jakno pierszô spòczãła na nim jegò ùkòchónô białka, chtërna nôgle ùmarła w łżëkwiace 1994 rokù. Tëch żëcowëch klãsk Francyszk przeżił wiele, òd zamòrdowaniô jegò òjca przez Rusków pòd kùńc II swiatowi wòjnë, przez straszlëwi pòżar w Prokòwie w 1967 rokù, czej z dëmã szłë jegò bùdë, jaż pò smierc białczi i swòje chòroscë. Do te wszëtczégò wiôlgô biéda pò wòjnie, przesladowanié przez kòmùnystów, a i rozmajité przikroscë kòle bùdowë kòscoła w Prokòwie, chtërny to sprawie baro béł òddóny przez lata.


28. Wicie, rozumicie?

Każdy z nas raczej ogląda telewizję. Wiele osób interesuje się tylko rozrywką czy sportem. Nie brak ludzi, którzy gazet w ogóle nie czytają, a wiadomości jakiekolwiek o świecie czy kraju czerpią z telewizji. Moje uwagi dotyczą audycji informacyjnych, które w szerszej mierze oferuje tylko telewizja zwana państwową oraz TVN i Polsat. Chodzi mi wyłącznie o problem, pozornie marginalny, w jakiej mierze takie informacje docierają prawidłowo do widza vel słuchacza. Moje uwagi nie dotyczą treści merytorycznych, tendencyjnie nieraz serwowanych, a jedynie problemów nazwijmy to fachowych, warsztatowych, kwestii formy, a nie treści przekazu. Treści, jak wiadomo, a zwłaszcza komentarze, znacznie się różnią. Tych kwestii nie poruszam, ponieważ interesuje mnie tylko problem, w jaki sposób dana telewizja utrudnia czy ułatwia percepcję informacji, które podaje. Czy te informacje podawane są w sposób zrozumiały przez znakomitą większość widowni telewizyjnej? Moja teza brzmi tak: gros audycji informacyjnych podawanych jest technicznie w taki sposób, że ogromny procent widzów (nie ze swej winy) nie jest w stanie uchwycić istotnej części przekazu, a nawet całkowicie błędnie rozumie istotę danej informacji.


30. Pòmachtóny żëwòt Bruna Richerta wedle aktów z archiwùm Institutu Nôrodny Pamiãcë (dzél 19, slédny)

Pòłowa 60. lat ùszłégò stalata to czas, czej ju pòmalë kùńczëła sã krëjamnô wespółrobòta Richerta z kòmùnysticzną bezpieką. Jak pisôł jem w slédnym artiklu, w 1965 r. pòliticznô pòlicjô Lëdowi Pòlsczi doszła do swiądë, że Richertowi, to je wiadłodôwôczowi ò tacewnym mionie „Wojciech Sudomski” nié za baro wôrt je wierzëc. Nie òznôczô to dejade, że Służba Bezpiekù z Pòwiatowi Kòmandë Òbëwatelsczi Milicje w Złotowie zarô òprzesta trzëmac z nim łączbã. Z aktów wëchôdô, że dérowa òna jesz w 1966 r., równak nie wëzdrza òna bëlno. Bezpieka gwësno bëła dbë, że winny temù béł prawie dôwny przédny redaktor „Zrzeszë Kaszëbsczi”. Do séwnika tegò rokù òdbëłë sã blós trzë zéńdzenia przedstôwców SB z jich krëjamnym wespółrobòtnikã, òb czas chtërnëch ùdostelë òni téż trzë rapòrtë. Na jinszé zetkania „Wojciech Sudomski” nie przëchôdôł nimò to, że béł na nie ùgôdóny. Wedle Charakteristiczi krëjamnégò wespółrobòtnika ò ps[eùdonimie] „Wojciech Sudomski” zrëchtowóny w Złotowie 19 séwnika 1966 r., przëczëną tegò mògło bëc włączenié gò przez Pòwiatowi Kòmitet Pòlsczi Zjednóny Robòtniczi Partie w Złotowie do spòłecznëch prôc. Z nadczidniãtégò przed sztótã dokùmentu wëchôdô, że Richert, jistno jak mù ju przódë lat sã zdarzało, zôs zaczął wespółdzejac z „czerwònyma” òficjalno. Wëbróny òstôł tej na Przédnika Towarzëstwa Pòlskò-Sowiecczi Drëszbë (pòl. Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej). Zajimôł sã téż w tim czasu redagòwanim referatów, rapòrtów i jinëch zortów dokùmentów dlô wëdzélu propagandë złotowsczégò Pòwiatowégò Kòmitetu PZRP. Wnetka jistné rzeczë robił nasz zrzeszińc téż dlô henëtnégò Wëdzélu Kùlturë Prezydium Pòwiatowi Nôrodny Radzëznë i Związkù Pòlsczégò Harcerstwa. Miliłbë sã równak ten, co bë mëslôł, że włączenié sã przez Richerta w spòłeczné prôce dlô „lëdowëch” wëszëznów ceszëło fónkcjonariuszów krëjamnëch służbów. Czemù tak bëło? Przëczëna bëła takô, że lëdze ò lëchim òdniesenim do kòmùnysticznëch rządów w Pòlsce mòglë przestac mù dowierzac, a przez to stracył òn swòjã wôrtnotã jakno zdrzódło wiadłów dlô SB. Kò doch dzywno bë wëzdrzało, jakbë lëdze ò procëmkòmùnysticznëch pòzdrzatkach mielë chãc zdradzac swòje mëslë człowiekòwi, co wespółrobi z przedstôwcama „czerwònëch” wëszëznów. Òkróm tegò pòsobny rôz esbecë pòdsztrëchnãlë w swòjim dokùmence, że jich krëjamny wespółrobòtnik nie béł rzetelny w òdniesenim do lëdzy, òd jaczich cos pòżëcził, a pózni nie òddôwôł.


33.  Z Gagówca, Nôklë i Wigòdë (II dzél)

Nasz ród Dawidowsczich, tj. familiô òd mëmczi stronë, pòjawił sã w Gòwidlënie (ti sami wsë, gdze ùrodzëła sã Danuta Stenka). Prastark rodu – Józef – jesz na pòczątkù XIX stalata kùpił òd jednégò Abrahamòwicza gòspòdarstwò na Gagówcu kòl Gòwidlińsczégò Jezora. Pòchòdzenié nazwë tëch pùstków je baro stôré. Nôleżi do zawòłaniów dzecy na pôlący sã òdżin – „gaga”. Gagówc to tak pò prôwdze półòstrów z górką nad jezorã i bëc mòże pôlëłë sã tamò ògniszcza jesz w pògańsczich czasach.

Pòchòdzenié nôzwëska je prosté – òd miona Dawid, żëdowsczégò króla i psalmistë. Do tegò miona w XVI i XVII lëdze dodôwelë -ski/ -sczi. Jakò czekawòstkã jô dopòwiém, że stark Donalda Tuska téż tak jak mój zwôł sã Francëszk Dawidowsczi, leno że òn nie pòchòdzył z Gòwidlëna, leno ze Gduńska.

Czej wëbùchła I swiatowô wòjna, do wòjska – w ùnifòrmie césarza Wilhelma II – Miemcë pòwòłelë równo Józefa, jak i jegò sztërzech sënów, w tim mòjégò starka Francëszka. Z tëch sënów jeden, Jan, zdżinął na pòczątkù wòjnë, a drëdżi, Józef, stracył rãkã, temù zwelë gò Rãczką. Wedle prësczich wòjnowëch rapòrtów trzecy, to je Francëszk, béł dwa razë reniony, w tim rôz baro cãżkò, a pòtemù òstôł wzãti w pòjmanié przez Anielczików. Jô za knôpa nierôz miôł czëté jak stark wtikôł w kaszëbiznã anielsczé słowa Czwiôrti syn prastarków, Róbert, wrócył z wòjnë i robił na rodzynny gòspòdarce w Gagówcu.


35.Westerplatte w 7 odsłonach

Zimowa pogoda nie zachęca do spacerów po Westerplatte. Aby zgłębić wiedzę o tym terenie, nie trzeba jednak marznąć na półwyspie, a można udać się na wystawę czasową w budynku Muzeum II Wojny Światowej zatytułowaną „Westerplatte w 7 odsłonach”.

Tysiące śladów

W 2016 roku na terenie Westerplatte trwał pierwszy etap prac archeologicznych prowadzonych przez Muzeum Westerplatte – oddział Muzeum II Wojny Światowej. Udało się pozyskać ponad 4000 eksponatów, mimo że prace obejmowały zaledwie 1,5% terenu bitwy. Badano teren nieistniejącej Wartowni nr 5 i Willi Oficerskiej. Z 700 obiektów, które poddano konserwacji, ponad 200 prezentowanych jest na wystawie czasowej „Westerplatte w 7 odsłonach”.


36. ZAPISKI RODOWITEJ GDAŃSZCZANKI cz. 3

HELENA MROZIŃSKA z NIERZWICKICH

Zdecydowałam się wreszcie przenieść do Polski, tam pracować i zarabiać. Chciałam jednak być jak najbliżej Gdańska. W 1924 roku dało mi się otrzymać pracę w Gdyni. Mój budynek szkolny był wówczas – i jeszcze przez parę lat – niską glinianą chatką krytą słomą. Było więcej mchu niż słomy. Musiałam dojeżdżać, nie znaleźliśmy żadnego pokoju dla mnie. Mieszkałam jeszcze kilka dalszych lat u rodziców we Wrzeszczu. Jako urzędniczka polska musiałam „optować na rzecz Polski” i zrezygnować z obywatelstwa Wolnego Miasta Gdańska.

W Gdańsku zbliżały się wybory do senatu, wybierano też polskich posłów. Mój ojciec tak bardzo pragnął, żeby Polacy mieli też swój głos. Przekonał się, oglądając listę wyborców, że my, trzy córki, też jeszcze figurowałyśmy jako wyborcy. W piątkę poszliśmy z powagą do urny. Nasz lokal wyborczy znajdował się niedaleko naszego domu, przy ul. Topolowej (dawniej Falkweg) w nowym „Kronprinzen-Gymnasium”, pod lasem. Przed wejściem stali agitatorzy poszczególnych partii z wielkimi plakatami na brzuchu, zawieszonymi na sznurku obwiązanym dookoła szyi. Po raz pierwszy wybrano w Gdańsku polskiego posła. Niestety ojciec nie był zadowolony z wyniku wyborów – spodziewał się  większej liczby mandatów dla Polaków.

 

41.Na Krajnie…

Na jaczich jô z nich bëła? – pòmëslała jem, zdrzącë na rôczbã i czëtającë: „XX Buczkowska Konferencja Naukowa pt. Pamięć i dzieło księdza Patrona Domańskiego, która odbędzie się 7.10.2017 w Wiejskim Domu Kultury w Wielkim Buczku”. Program, jak wiedno baro bògati. 

Tim razã jacha jem w towarzëstwie szkólnëch i direktora chònicczégò technikùm nr 3 Wiesława Kłosowsczégò. Piãkno brzëmiôł na zôczątkù himn Krajnë w wëkònanim sparłãczonëch głosów chóru Kantylena z Człëchòwa i karna Krajniacy z Bùczka. Znała gò całô zala, a mie nôbarżi widzy sã jegò refren:

 

            Krajno kochana, co od zarania dni,

            Rozmiłowana dzieci swe żywisz ty.

            Za pokarm twój, za soków zdrój, wyssany z głębi łona,

            Za tchnienia czar, za rosy dar, bądź nam błogosławiona.

 

44.Wzãti za swòje

Realnota kùchnie, pôchnący môltëchama i cepłi ògniã gazowégò piécka, kòńtrastëje z realnotą jizbë – swiéżi pôchą danczi i sniéżny biôłoscą tôflôka. W ny kùchnie w ten òsoblëwi wieczór je mni ùroczësto, le tu sã wëdarzëło co wôżniészégò. Matka familie miészającô czwikłową zupã gôdô: „Jak mòja mëma żëła, tej òna robiła zupã z grzëbów, le jô ju robiã tradicjowò – barszcz”. Mijają lata mierzoné zjazdama wkół òbzdobiony chójczi, a nicht z familie dali nie widzy w ti deklaracje nick dzywnégò. Óma spi w ùbëtkù dobrze spòminónô kòżdégò wieczoru spãdzywónégò nad pierogama.

Pòlskô Wilëjô to je jeden z nôbarżi skùtecznëch marketingòwëch produktów, jaczi mie do głowë przëchôdô. Sygło, że ò pòlsczich môltëchach, òpłôtkù, sankù rzeklë we frisztëkòwëch telewizjach, do tak przërëchtowónégò stołu sedlë Lubiczowie i Mostowiakòwie i nôgle grëbą sztréchą przedzelonô je ùszłota òd dzysdniowòscë. Do tegò stãpnia, że dzysdniowòsc mô swòjã apartną ùszłotã – mëma robiła jinaczi, le tak jak jô robiã, bëło wiedno robioné. Przódkòwie nie są lëdzama z krëwi i gnôta, ti sami krëwi i gnôta, jaczé twòrzą mòje cało, òni są intelektualnym kònsztruktã wëkreòwónym przez media i spòlëznową presjã.


45. XIII Miejski Konkurs „MOJA POMORSKA RODZINA”

Zarząd Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Oddział w Gdańsku zaprasza uczniów gdańskich szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych na XIII edycję Miejskiego Konkursu „Moja Pomorska Rodzina”. Współorganizatorami konkursu są Urząd Miejski w Gdańsku, Szkoła Podstawowa nr 27 w Gdańsku, Stowarzyszenie Archiwistów Polskich Oddział Gdańsk, Pomorskie Towarzystwo Genealogiczne oraz Fundacja im. Stanisława Flisa Archiwa Pomorskie.
Organizacja konkursu ma na celu zachęcenie jego uczestników do poznania przeszłości swoich przodków oraz dziejów dużej i małej Ojczyzny z perspektywy losów rodziny. Ma też wśród uczestników konkursu i członków ich rodzin utrwalić pamięć o przodkach. Prace przyjmowane są w trzech grupach wiekowych: uczniowie szkół podstawowych klasy IV–VI, uczniowie VII klasy szkoły podstawowej i gimnazjum oraz uczniowie szkół ponadgimnazjalnych. Nagrody przyznawane są w trzech kategoriach w każdej grupie wiekowej: drzewo genealogiczne lub korzenie rodziny, album rodzinny oraz prezentacja multimedialna. Szczegóły dotyczące konkursu, wykonania prac konkursowych zostały określone w Regulaminie, który jest opublikowany na stronach organizatorów: www.kaszubi.pl, www.sp27gdansk.pl

Prace konkursowe należy składać w bibliotece Szkoły Podstawowej nr 27 w Gdańsku-Wrzeszczu ul. Srebrniki 10 od poniedziałku do piątku w godz. 8.30 – 15.00 (tel. 58 550 76 70). Termin składania prac upływa 20 kwietnia 2018 r. Prace z jednej szkoły należy składać razem zgodnie z zasadami określonymi w niniejszym regulaminie. Szkoły biorące udział w konkursie zostaną powiadomione o terminie oficjalnego ogłoszenia wyników konkursu oraz terminie wręczenia nagród i zorganizowania wystawy najlepszych prac (wstępny termin 25 maja 2018 r.).
Zapraszamy młodzież do uczestnictwa w konkursie, a nauczycieli do podjęcia się roli opiekunów uczniów przygotowujących prace do konkursu.

 

46.Spiéwë z szuflôdë. W Czeczewie twòrzą i nagriwają

Zrzesz Szkòłów w Czeczewie wëdała mùzyczny krążk, na chtërnym nalazło sã 26 spiéwów w wikszoscë z mùzyką i w wiôldżim dzélu téż z tekstã direktora ti szkòłë Jerzégò Stachùrsczégò. Mało jakô szkòła mô szefa, co rozmieje pòdskacac dzecë, szkólnëch i spòlëznã z òkòlô do mùzykòwaniô a pisaniô tekstów. A jesz to dobëtno wëdac. W Czeczewie mają to szczescé òd lat latëcznëch.

Do mùzyczi Stachùrsczégò słowa napiselë téż: Sandra Léman, Nataliô Nowak, Mónika Kaléta, Dominika Słupk, Martina Barowicz, Éwelina Pùpacz, Agata Szréder, Agata Stefanowskô a jesz Maksymilión i Môrcën Jankòwscë. Swój osóbny dokôz mô Paùlëna Skrzińskô („Kaszëbskô Zemia”). Òkróm ny jesz sztërë spiéwë są w rodny mòwie: trzë ze słowama Lucynë Reiter-Szczidżeł: „Farwnô bana”, „Ògniôrz”, „Niech chtos zaczarzi swiat” (ùdóné tekstë!) a znónô ju szerzi „Swiéc nóm gwiôzdo” z mùzyką Wòjcecha Bratka a na òtmianã z tekstã Stachùrsczégò.

 

48.O zupie z brukwi na gęsinie

Wielka szkoda, że już nie ma długich jesienno-zimowych wieczorów. To znaczy są wieczory, ale naprawdę o wiele krótsze. Tak zagęściło się życie, że zanim pochowam kwieciste letnie sukienki, już jest Gwiazdka, a tyle jeszcze miałam przed nią zrobić. Tak mają ludzie „zachłanni duchowo”… świetne określenie, którym obdarowano prof. Józefa Borzyszkowskiego na kolejnym pamiętnym spotkaniu Instytutu Kaszubskiego w gdańskim Mestwinie. Iluż tam spotkać można ludzi bogatych duchowo, ile ważnych spraw regionalnych, co zarazem są uniwersalne.

Uczulona (pozytywnie) na Kociewie, zaraz szukam ważnych miejsc na naszej ziemi. I wyświetla mi się – Fabryka Sztuk w Tczewie, katedra w Pelplinie, zamek w Gniewie, szkoła w Przysiersku, Gruczno – u południowej bramy… Wiele innych też, mamy zresztą mapę „Przyroda i dziedzictwo kulturowe Doliny Dolnej Wisły”, „Krajobraz kulturowy DDW” – też kolorowa i zachęcająca. Prawie wszyscy wiedzą o Szkole Podstawowej w Bytoni, gdzie zaplanowano ciekawy „Wieczór poezji mówionej i śpiewanej”. Wymieniono teksty Romana Landowskiego, występ Kuźni Brackiej. Kilka dni później odbędzie się tam ważne spotkanie starostów trzech kociewskich powiatów. Świetny pomysł oddziału ZKP w Zblewie na Zjazd Kociewiaków, takie Plachandry. Aż boję się zapeszyć.       

 

49. Glorija, Glorija...

Glorija, Glorija Jnes Chelsis Zdeo Glorija, Glorija,

Póćma wszitke do stajanki, do Jezusa ji Panianki,

powjitejma malańkiygo ji Marija Matka Jego!

 

Ale tera małe dziatki śpsiywają jinaczi:


Józefie stajenki nie szukaj ji do gospodi nie pukaj!

Weź swoją dziecine ji do nas przijdz!

W naszym domu zawsze dla Boga mniejsce otwarte jest!

Bo wew naszej rodzinnie znajdziesz gościnę!

Ji pjaknie Was powjitómi, kolanda Wóm zaśpsiywómi!

Lulajże, Jezuniu, lulajże lulaj!

Pjaknie sia Tobje kłaniami ji Twoją Matkę wjitami!

Narodziył sia Jezus Christus, bódzma weseli!

Chwała mu na wysokościach nucą Amniołi!!!

 

Glorija, Glorija Ines Chelsis Zdeo!!!

Glorija, Glorija Ines Chelsis Zdeo!!!

           

Zez żiczaniami śłóntecznimi łod Waszi Rózaliji!


Tekst w gwarze kociewskiej, w pisowni Autorki

 

50. Bana

Max P. Toeppen stwierdził w swej Historii Mazur (1870), że Mazurzy mają szczególny powód do wdzięczności wobec króla Wilhelma I, który zdecydował „o wielce obiecującym i doniosłym w skutki” kolejowym połączeniu ich krainy ze światem. Oczywiście nie brakowało sceptyków, jeszcze w 1858 r. nieodosobniony był pogląd, że budowa linii przez Mazury jest „niczym innym niż urojeniem zrodzonym z nudy”. Wbrew malkontentom, ale i poważnym trudnościom technicznym kolej połączyła Królewiec z Ełkiem już w 1868 r. W zaledwie kilka lat wykonano gigantyczną pracę, w nieprzyjaznym terenie, pełnym jezior, bagien i rzek. Dwa lata po otwarciu połączenia Toeppen snuł wizję szybkiego wyjścia Mazur z izolacji gospodarczej i duchowej poprzez nawiązanie „bardziej zażyłych kontaktów z pozostałymi częściami państwa”.

 

52. Chojnicki epizod Sędzickiego

Miniona w kwietniu br. 60. rocznica śmierci oraz zorganizowana z tej okazji w listopadzie wystawa w Bibliotece Gdańskiej PAN pt. „Franciszek Sędzicki (1882–1957) piewca ziemi kaszubskiej”przywróciły pamięć o poecie młodokaszubskim. W życiu zasłużonego twórcy, działacza regionalnego i bibliotekarza był również epizod chojnicki. Co prawda sam poeta nie udokumentował rocznego pobytu w Chojnicach żadnym wspomnieniem, ale pozostawił po sobie pamiątkę w postaci „Niwy Pomorskiej”, którą wydawał jako dodatek regionalny do miejscowych gazet. Był jedną z tych indywidualności – obok m.in. Jana Karnowskiego i Stefana Bieszka – które łączyły Chojnice, położone na krańcu regionu, z głównym nurtem ruchu kaszubskiego.

Franciszek Sędzicki, wzorem wielu prowincjonalnych dziennikarzy w owym czasie, dość często zmieniał miejsce pracy. Po wielkiej wojnie w latach 1919–1924 był redaktorem „Dziennika Starogardzkiego”. Następnie krótko pracował w redakcjach „Słowa Pomorskiego” i „Gazety Narodowej” w Toruniu, a stamtąd w 1926 r. przeniósł się do Chojnic. W wojewódzkiej stolicy był jednym z szeregowych dziennikarzy, w Chojnicach otwierała się perspektywa samodzielnego prowadzenia pisma. Zapewne też uraziło go pominięcie przez Jana Karnowskiego i red. Stefana Sachę przy tworzeniu „Mestwina”, dodatku do „Słowa Pomorskiego”.

 

53.Chònicczi wëjimk Sãdzëcczégò

60. roczëzna smiercë, jakô bëła latos w łżëkwiace, ë zòrganizowóny z ti leżnoscë w smùtanie wëstôwk w Przédny Bibliotece PAN „Francëszk Sãdzëcczi (1882–1957) miłotnik kaszëbsczi zemie” wrócëłë pamiãc ò młodokaszëbsczim pòéce. W żëcym tegò zasłëżonégò ùtwórcë, regionowégò dzéjôrza ë bibliotekôrza, béł też chònicczi wëjimk, cząd. Prôwdą je to, że pòéta nie ùdokùmentowôł rocznégò bëcégò w Chònicach niżódnym wspòminkã, ale òstawił pamiątkã, jaką je „Niwa Pomorska”, co ją wëdôł jakò regionowi dodôwk do môlowëch gazétów. Òn béł jednym z niewiele lëdzy – kòl m.jin. Jana Karnowsczégò ë Sztefana Biészka – chtërny parłãczëlë Chònice, z kònuszka krôjnë, z przédnym czerënkã kaszëbsczi rësznotë.

Francëszk Sãdzëcczi, jak tedë wiele gazétników z pùstków, dosc czãsto mieniwôł robòtã. Pò wiôldżi wòjnie w latach 1919–1924 òn béł redachtorã pismiona „Dziennik Starogardzki”. Pózni krótkò robił w redakcjach cządników „Słowo Pomorskie” ë „Gazeta Narodowa” w Torniu, stamtądka w 1926 przecygnął do Chòniców. W stolëcë wòjewództwa òn béł leno jednym z „prostëch” gazétników, w Chònicach bëło widzec perspektiwã samòstójnégò czerowaniô gazétą. Gwës czuł sã lëchò, czej Jón Karnowsczi i red. Sztefón Sacha zabôczëlë ò nim przë twòrzenim „Mestwina”, dodôwkù do pismiona „Słowo Pomorskie”.

 

54.Czile zdań ò karnie „Zaboracy”

Na brusczim niebie zebrałë sã szaré blónë. Deszczowô, rujanowô sobòta. Czej za òknã padô, më sëdzącë przë gòrący arbace i kùchù, jesmë darzony snôżą kôrbiónką dwùch sostrów – Danutë Miszczik [pòl. Miszczyk] i Irenë Peplińsczi – nôleżniczków Téatru Lëdowégò Òbrzãdu „Zaboracy”. Hewò czile mëslów z ti gôdczi, jaczima chcemë sã pòdzelëc z Czëtińcama „Pòmeranie”.

Përznã historii

Téater miôł swój zôczątk w Kaszëbsczim Zespòle Piesni i Tuńca (KZPiT) w Czëczkòwach, jaczi òstôł założony w smùtanie 1978 roku przez Wandã Kiżewską – direktorkã Wiesczégò Dodomù Kùlturë w ti wsë. Cél béł prosti – rozszérzwianié kaszëbiznë w edukacjowi i rozegracjowi fòrmie, m.jin. przez spiéwë. Na pòczątkù w karnie bëłë leno dzecë i młodzëzna. W swòjim repertuarze mielë midzë jinszima „téater przë kawie”, kaszëbsczé Wiliowé Wieczorë czë pùpkòwi téater. Tak pò prôwdze òd samégò zôczątkù dzejôł przë zespòle téater lëdowégò òbrzãdu, ale òsóbną nazwã dostôł w 1987 r. A że jesmë w piãknym dzélu Kaszub – na Zabòrach, nazéwô sã Zabòracë – tłómaczi wastnô Miszczik.

Nigle pòwstôł nen zespół, w czëczkòwsczim dodomù kùlturë bëłë pòkazywóné dokazë na binã. Kòżdi z nich mùszôł nôprzód przeńc przez kòmùnisticzną cenzurã. Pò pòwstanim karna taczégò òbòwiązkù ju nie bëło, a przez dzejanié w KZPiT mòżna bëło wësłowic swòjã miłotã do swójszczëznë, do rodny mòwë.


55. Lektury


59 Klëka


67. Chart na robòtã

Znôta jaczégò zgniélca? Taczégò, co to nick mù sã nie chce. Co to gò òd samégò zdrzeniô na robòtã bòli? Co sã brzëdzy dzejanim? Chtëren sã tacy, czej czëje, że je co do załatwieniô, zrobieniô? A nôgòrzi, czej jesz nicht mù za to nie zapłacy… Taczi spòlëznowi rek, co żdaje, że mù dô, BÒ ÒN JE, i za samò to mù sã słëchô – jak z ny wiérztë Janczi ò mrówce i skòczkù?

A znajeta Wa przëtrôfk czësto jiny – człowieka-charta na robòtã? Charłãżnika, prôcohòlika, co to nié leno w piątczi, ale i w swiątczi robi? W môl niedzélny mszë pisze nôùkòwé wëstąpienié? Z dzecoma sã colemało leno na fejsbùkù widzy? Taczi téż sã trôfiają. I żelë zgniélc żëje z robòtë jinëch, to z charta robòtë fùl gôrscama nabiérają jiny. Do czasu. Do czasu, czej mù zdrowié wësadnie. Białka nie òdbierze trzecy rôz telefónu, a zdrzącë w zdrzadło, chart nie pòznô sóm sebie. Biwô równak i tak, że zgniélc nabierze lëgòtczi na robòtã, czej mù sã państwòwô wspòmóżka skùńczi, a chart pò trzech zawałach i ùdarze mùskù dô sobie pòkù z nadgòdzënoma. Dzysô dnia i jedno, i drëdżé je prôwdzëwą spòlëznową chërą, do jaczi prowadzy dozérné państwò. Zgniélc je proscészim przëtrôfkã – jegò wëproscy głód. Na charta to nie pòmòże. A mòże bë sã pòmòdlëc do Przédnika Wszëtczich Przédników ò chartowé wëzdrowienié? Chcemë to pòzwac „Lëtaniją ò lepszé witro dlô chartów na robòtã”.


68. Regionaliscë-separatiscë

Lëstopadnik 2017 rokù to miesąc smùtkù. Nié le temù, że czasã w naju mòwie pòzywómë nen miesąc smùtanã. Jidze téż ó to, co naju „pón na Pëlckòwie” pùbliczno wëgôdiwôł. Smùtk człowieka bierze, czej mùszi słëchac człowieka, co jinaczi sã òblékô a jinaczi nazywô.

Ó co jidze? Kò to ju Wama, jistno jak mie, naju kòchóny brifka wëdolmaczi, a wiedzec je, że jak òn co dolmaczi, tej wszëtcë wszëtkò wiedzą, co, jak, dze a docz.

Pôrã dniów pò 11 lëstopadnika przëpãdałowôł dó miã brifka, drëch mój nôbëlniészi, a ju òd drodżi czuł jem jegò wrzeszczenié:

– Włączë interneta! Jô cë mùszã co wôżnégò pòkazac!

Wiedzôł òn dobrze, że jô móm taczi stôri kómpùtr, co sã bez pół gòdzënë ladëje. Tak tej nacësnął jem flot knąpã a bënë kastczi cos zazgrzëtało i zajãczało, co bëło znaką, że nen mój zabëtk rozgrzéwô sã do robòtë.  

 

Joomla Templates - by Joomlage.com