W październikowej "Pomeranii" o ochronie krajobrazu

2. Od redaktora

Piękno krajobrazu często przegrywa z brakiem pieniędzy. Na szczęście zdjęcie na okładce to fotomontaż, i gdański ratusz będziemy mogli podziwiać bez przeszkód, jednak wiele innych miejsc na Pomorzu jest już oszpeconych wielkimi reklamami lub budynkami zupełnie niepasującymi do otoczenia. Często nawet w parkach krajobrazowych nie widać troski o piękne widoki, a w miejscach, gdzie presja inwestorów jest najsilniejsza, szkody są już chyba nieodwracalne (Nadmorski i Kaszubski Park Krajobrazowy).

Być może jakieś zmiany przyniesie Ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu, która obowiązuje od 11 września. Jej projekt 2 lata temu ówczesny prezydent Bronisław Komorowski podpisał na Kaszubach, w Charzykowach. Eksperci mają do niej wiele zastrzeżeń, ale dużo będzie zależało od naszych samorządowców. Mogą wykorzystać kolejne narzędzie prawne do walki m.in. z nieestetycznymi reklamami albo stwierdzić, że ich na to nie stać. Tyle że jeśli nie zajmiemy się tym problemem w najbliższym czasie, to wkrótce turyści, na których zarabia wiele pomorskich miast i gmin, zaczną jeździć gdzie indziej – w miejsca, gdzie wciąż krajobraz nie jest oszpecony.

I jeszcze jeden smutny temat z październikowej „Pomeranii”. 27 sierpnia pożegnaliśmy w Gdańsku Eugeniusza Gutfrańskiego. Jak pisze o nim redaktor Edmund Szczesiak: „legendę – już za życia – pomorskiego, ale i krajowego kajakarstwa turystycznego”, człowieka niezwykle zasłużonego choćby dla Kaszubskiego Spływu Kajakowego Śladami Remusa. Zachęcamy do lektury wspomnienia o tym wielkim miłośniku kaszubskiego krajobrazu. Pamiętajmy o takich ludziach.

 

3. Na pôłnim Kaszub. Dariusz Majkòwsczi

12 séwnika w Spòdleczny Szkòle nr 7 w Chònicach pòtkelë sã nôleżnicë Przédny Radzëznë Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô. Nôwôżniészima témama jich òbradów bëłë: òchrona kaszëbsczégò krôjòbrazu i przëjimniãcé ùchwôlënkù w sprawie welacjów do Sejmù i Senatu.

Zéńdzenié Radzëznë bëło dlô chònicczich Kaszëbów wiôldżim swiãtã. Przed dwiérzama czekałë na ùczãstników dzecë w lëdowëch ruchnach i pò kaszëbskù witałë wszëtczich, co wchôdelë bënë. W szkòle òstôł przërëchtowóny wëstôwk na wdôr znónëch Kaszëbów, a òbradë òtemkł bùrméster miasta Arseniusz Finster. Całoscë pilowałë wëszëznë partu z przédniczką Janiną Kòsedowską i ji pòprzédcą Włodzmierzã Łangòwsczim. Na zalë béł téż zasłużony dlô Chòniców i całégò Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô regionalista, gazétnik, wespółrobòtnik najégò cządnika Kazmiérz Òstrowsczi.

 

5. Nie stać nas na piękno? Z Krzysztofem Wojcieszykiem, dyrektorem Pomorskiego Biura Planowania Regionalnego rozmawiamy m.in. o tzw. ustawie krajobrazowej oraz parkach krajobrazowych na Pomorzu.

Podczas obrad Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Chojnicach zaczął pan swoje wystąpienie od kontrowersyjnego stwierdzenia, że nie stać nas na miłość do krajobrazu...

Jest to oczywiście przekorne stwierdzenie, ale niestety wynika z moich bolesnych doświadczeń jako planisty i mieszkańca różnych miast Pomorza. Kiedy zachowanie piękna krajobrazu wymaga wyrzeczeń, często padają argumenty: nas na to nie stać, bo potrzebujemy pieniędzy od inwestora, potrzebujemy pieniędzy od reklamodawcy, bez tych środków nie wystarczy nam na to, by dofinansować opiekę socjalną, by wesprzeć przedsiębiorców, szkoły, żeby poprawić infrastrukturę komunalną i kulturalną w gminach. Wydaje się samorządowcom, że te pieniądze są tak niezbędne, że machają ręką na krajobraz. Poniekąd te władze rozumiem, bo sam kiedyś byłem burmistrzem, i wiem, jak trudna jest sytuacja włodarzy gminy. Na szczęście przybywa stowarzyszeń społecznych, które z determinacją dbają o ochronę krajobrazu. Często dysponują one doskonałymi prawnikami i w dużej mierze dzięki nim krajobraz kaszubski może być wciąż powodem do dumy.

A może po prostu samorządowcy nie dojrzeli do tego, by dostrzec, że krajobraz jest istotną wartością?

W części gmin, tych najuboższych, nie ma dość pieniędzy, żeby zatrudnić fachowców od planowania przestrzennego. Trzeba przy tym pamiętać, że pierwszy lepszy inwestor dysponujący dobrym prawnikiem świetnie sobie poradzi z prawnikiem gminnym, który najprawdopodobniej pracuje tylko na cząstkę etatu i na ogół nie ma szans w starciu z najlepszymi. Są też takie gminy, gdzie po prostu nie ma świadomości, nie ma edukacji i nie ma wiedzy, że krajobraz jest cenną wartością. A przecież każdy z nas odczuwa negatywne skutki dysharmonii w swoim otoczeniu. Fachowcy wypowiadają się na ten temat jednoznacznie: osoby żyjące w zdegradowanym otoczeniu są mniej wydajne w pracy oraz mniej skuteczne w życiu społecznym. I wreszcie jest trzecia grupa gmin, może lepiej powiedzieć wprost: zamożnych miast, w których istnieje kult inwestora. Kiedy planista przestrzenny w przygotowywanym dokumencie zawiera ograniczenia dla inwestorów, włodarze tych miast stwierdzają: „inwestor nie lubi słowa ograniczenia”.

 

9. Jesz pòczekómë. Pioter Dzekanowsczi

We wiadle ò rëchłi smiercë reklamòwi pòjudżi je wiãcy òskòmë i trzôskù jak prôwdë. Biédny ùstôw ò lepszim chronienim krôjòbrazu ni miôł letkò ju przed ùchwôlenim, a terô miast ceszëc estetów straszi nëch, co chcelëbë na jegò spòdlim wząc sã za brzëdotã.

Zôczątk zdôł sã baro nôdzejny. Tec nowé prawò miało sã brac nié leno za reklamë, ale téż pòmòc w regùlowanim niejednëch drażlëwëch inwesticjów, òsoblëwie nëch, co mòckò zmieniwają widoczi, w tim sztrómòwëch wiatraków abò bùdinków, jaczé nijak sã nie stosëją do òkòlô. To nié wszëtczim sã widzało. Naszkalowóny bez karna òd inwesticjów, temù téż pózni w dzélu pòòbcãti, projekt wëbéł równak do ùchwôleniô. Kò nawetka w taczim wąsczim ju sztôłce òbróńcë krôjòbrazu dozdrzelë pòkrok w dobrą stronã. Do tegò ù samòrządów zbùdzëła sã nôdzeja na wiãcy w swòjich miészkach, a to òd reklamòwégò płatkù. Kò nié tak chùtkò!

Czytaj więcej: "Pomerania" o ochronie krajobrazu

Wrześniowa "Pomerania" ze "Stegną"

2. Od redaktora

Na okładce „Pomeranii” prezentujemy artystów, którym zawdzięczamy dwupłytowy album Kaszuby w pieśni artystycznej. Warto zwrócić na niego uwagę z wielu względów, ale chciałbym przede wszystkim wspomnieć o niezwykłej dbałości o każdy element tego dzieła. Od strony graficznej wszystko świetnie dopasowane: okładka, nadruk na płytach, kartonik, w którym mieści się całość... Nie ma się do czego „przyczepić”. Do tego książeczka z informacjami o albumie oraz wykonawcach i teksty pieśni w trzech językach: kaszubskim, polskim i angielskim. Współpraca ze znakomitym reżyserem dźwięku Mariuszem Zaczkowskim zaowocowała tym, że każda nuta brzmi jak należy. Nad kaszubszczyzną czuwał śp. prof. Jerzy Treder, co też słychać na płytach. Jak dowiadujemy się z rozmowy z Aleksandrą Kucharską-Szefler i Witosławą Frankowską (s. 57–59 tego numeru „Pomeranii”), sponsor strategiczny wydania albumu Tadeusz Szefler powtarza, że „jeśli coś robić, to najlepiej jak się da”. Niby oczywiste, nic odkrywczego, a jednak zastosowane w praktyce wywiera imponujące wrażenie. Już teraz zapraszamy na uroczystą promocję albumu do gdańskiego Ratusza Staromiejskiego 22 października o godzinie 18.

Człowiekiem, który całe życie stosuje się do przytoczonej powyżej zasady, jest Janusz Kowalski – Kaszuba z wyboru i architekt-regionalista, który w sierpniu ukończył 90 lat. Na łamach naszego miesięcznika wspomina swoje dzieciństwo i młodość, tłumaczy, jak znalazł się w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim i opowiada o siedzącej w nim prekursorskości. Zapraszamy do lektury, a panu Januszowi życzymy co najmniej 120 lat.

 

3. Zjôzd w òdjimkach. Òdj. Arkadiusz Wegner

 

4. Prekursor. Z Januszem Kowalskim rozmawiał Dariusz Majkowski

W sierpniu 90. urodziny obchodził dr Janusz Kowalski, architekt-regionalista, który pokochał Kaszuby. Już w latach 50. upominał się o utworzenie w Gdańsku uniwersytetu, przez kilkadziesiąt lat nawoływał do odbudowy linii kolejowej z Wrzeszcza na Kokoszki. Inicjator Spływów Kajakowych „Śladami Remusa”. Współpracownik „Pomeranii” od lat 60. do dziś.

 

Jest rok 1925. W Zamościu ósmego sierpnia rodzi się Janusz Kowalski...

To oczywiste, że pierwszego roku życia się nie pamięta. Z późniejszych przekazów wiem, że wówczas mój ojciec (prawnik-cywilista po Uniwersytecie Poznańskim) był sędzią w Sądzie Grodzkim i w tym czasie uzyskał uprawnienia do bycia adwokatem, ale poza Zamościem.

W 1926 ojciec przeniósł się do Hrubieszowa, gdzie jako adwokat dobrze zarabiał. Tam 1/3 mieszkańców stanowili Polacy, 1/3 Ukraińcy i 1/3 Żydzi. Był tam, co prawda, jeszcze jeden adwokat, ale ojciec pochodził z chłopskiej rodziny, więc przez chłopską klientelę był lepiej przyjmowany niż prawnik-szlachcic z sygnetem na palcu. Ojciec szybko przejął też mniej licznych klientów ukraińskich i żydowskich. Za zarobione pieniądze zbudował dom z 10 mieszkaniami. Myślał, że jak się zestarzeje, to z czynszu będzie miał na utrzymanie, bo jako pracujący na własny rachunek nie otrzymałby emerytury.

Czytaj więcej: Wrześniowa "Pomerania"

Czytajmy wakacyjną "Pomeranię"!

2. Od redaktora

Tego lata zachęcamy do spojrzenia na zachód. Najpierw na Górę Polanowską, gdzie za sprawą ojca Janusza Jędryszka odbył się kaszubski odpust. Po kilku wiekach na tym wzniesieniu położonym ok. 40 km od Koszalina znowu tłumy pielgrzymów modliły się w języku, który niegdyś był tu codzienną mową. Franciszkańska pustelnia znajdująca się w tym miejscu może się stać ważnym punktem dla miłośników kaszubszczyzny nie tylko z Pomorza Środkowego.

Jeszcze dalej na zachodzie, bo w Szczecinie, spotkali się Trzebiatowscy, którzy w tym mieście hucznie świętowali 500-lecie swojej rodziny i zorganizowali Kongres Rodów Pomorskich. Przez trzy dni w stolicy województwa zachodniopomorskiego język kaszubski można było usłyszeć na scenie, na ulicach i w kościele.

 

3. Historicznô chwila. Dariusz Majkòwsczi

Na Swiãti Pòlanowsczi Górze pò stalatach zôs brzëmiałë mòdlëtwë pò kaszëbskù. 13 czerwińca wiãcy jak tësąc lëdzy z całégò Pòmòrzô, òd Gduńska pò Szczecëno, wzãło ùdzél w I Kaszëbsczim Òdpùsce w tim môlu. Wszëtkò zaczãło sã pòd pòmnikã sw. Òttona w Pòlanowie. To prawie dzãka niemù ta góra òprzestała bëc pògańską, a stała sã marijnô – pòdczorchiwôł òjc Janusz Jãdrëszk, przédny òrganizator òdpùstu. Spòd ny drzewiany rzezbë ùczãstnicë piechti przeszlë pôrã kilométrów (wikszosc òstro pòd górã), żeby mòdlëc sã òbczas mszë swiãti. Òdprawił jã archidiecezjalny kapelón Kaszëbów ks. Leszk Jażdżewsczi. Czëtania, psalm, ewanieliô i mòdlëtwa wiérnëch òstałë przeczëtóné (abò zaspiéwóné) pò kaszëbskù. W rodny mòwie wëgłosył téż kôzanié ks. Marión Miotk. To historiczné wëdarzenié. Zôs kaszëbizna rozlégô sã na ti swiãti górze – gôdôł ò. Jãdrëszk. Jistno czëła wiãkszosc pielgrzimów. Wiele z nich pòdczorchiwało, że bierzą ùdzél w czims nadzwëkòwim (chòc tej-sej dało sã czëc głosë, że kaszëbiznë bëło równak za mało: jesmë przëjachelë z ksążeczkama, przërëchtowóny na to, że wikszosc mszë bãdze pò kaszëbskù – përznã z żôlã gôdelë niejedny ju pò ùroczëznach). Dosc tëli lëdzy przëjachało w zòrganizowónëch karnach aùtobùsama. Bëło tak chòcle w przëtrôfkù słëpsczich Kaszëbów. Më jesmë baro związóny z Pòlanowã ju òd dôwna. Równo 10 lat temù jesmë pòsadzëlë tu drzewkò, jaczé mô przëpòminac ò najich związkach z tą swiãtą górą. Wnenczas miało 30 cm, terô mô 4 métrë. To pòtwierdzenié tegò, że słëpsczi Kaszëbi ò tim môlu pamiãtają òd lat. Jezdzymë tu czãsto na rozmajité ùroczëznë. Dzysô je tu naju kòl 100 – gôdô Alfónks Klepin ze słëpsczégò partu Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô. I za sztót dodôwô: nie bëłobë tuwò nick bez òjca Janusza [Jãdrëszka – DM]. To nie je do ùwierzeniô, co òn zrobił tuwò w tak krótczim czasu.

 

6. Szlachectwò òbrzesziwô. 500 lat Trzebiatowsczich

Eùropejsczé Dnie Pòmòrzô w Szczecënie, 5–7 czerwińca 2015 rokù. Pôrã rozegracjów w jednym, w tim: 500-lecé rodu Trzebiatowsczich i Kaszëbsczé Dnie. Z òrganizatorã wëdarzeniô Pawłã Jutrzenka-Trzebiatowsczim rozpòwiôdô Tomôsz Fópka.

 

500 lat temù, w Szczecënie, ksążã Bògùsław X... To brzëmi jak pòczątk bôjczi.

Dolëbóg jo, to szlachùje za bôjką, w całoscë dlô słëchińców niezrzeszonëch z Trzebiatowsczima. Dlô Trzebiatowsczich téż to tak wëzdrza 15 lat temù, czej jesmë òdkrëlë to wëdarzenié z historie naszich przódków. Dzysô pò rozezdrzenim sã w dzejach naszich familiów, pò wëprowadzenim genealogicznëch lëni wiele rózgów na wicy jak 300 lat do tëłu, pò òdwiedzenim môlów, w jaczich żëlë, zakłôdelë familie, dzejelë, bawilë sã i ùmiérelë – te 500 lat nie wëdôwô sã bëc cządã za baro òdległim. A wszëtkò to rozpòczãło sã w Szczecënie w „drëdżi wtórk pò Trzech Królach” rokù 1515, czedë to zôpadnopòmòrsczi ksążã z rodu Grifitów Bògùsłôw X, zwóny Wiôldżim, przëjął na swòjim zómkù szesc Kaszëbów: Szëmóna Jutrzenkã, Baltazara Zmudã, Jerzégò Malotkã, Szëmóna Reszkã, Wòjcecha Panka i Grégòra Chamiera – a nadôł jima môl Trzebiatkowò w bëtowsczi zemi, co leżôł kòl sami grańcë z Rzeczpòspòlitą Pòlską.

Czytaj więcej: "Pomerania" na wakacje

2. Od redaktora

Niedawno mogliśmy uczestniczyć w dwóch ważnych wydarzeniach, które mają co najmniej jedną wspólną cechę – są powrotem do przedsięwzięć i miejsc, które przez lata przyniosły naszemu regionowi wiele dobrego.

Najpierw, pod koniec kwietnia, udało się wskrzesić tradycję organizowania Spotkań Pelplińskich, które skupiały inteligencję pomorską i były ważną platformą wymiany myśli między świeckimi a duchownymi. Wydarzeniu nadano nową nazwę: Areopagu Pelplińskiego. Zarówno uczestnicy Areopagu, jak i jego organizatorzy – władze diecezjalne i zrzeszeniowe – podkreślali, że warto kontynuować tę wznowioną tradycję.

Miesiąc później, 30 maja, zakończyła się rewitalizacja i gruntowny remont chëczë pomorańców w Łączyńskiej Hucie. Podczas uroczystości, które odbywały się z tej okazji, prezes ZKP Łukasz Grzędzicki mówił, że dla środowiska Zrzeszenia, a w szczególności dla  Klubu Studenckiego Pomorania, ta chëcz to miejsce „szczególne, symboliczne a nawet legendarne”. Przez dziesiątki lat integrowali się tutaj, bawili, ale i dyskutowali o sprawach ważnych dla przyszłości regionu działacze kaszubsko-pomorscy, zwłaszcza młodzi. Cieszymy się, że chëcz wróciła do życia. To dobra wiadomość nie tylko dla jej gospodarzy, czyli gdańskich pomorańców. Z pewnością wiele jeszcze dobrych pomysłów zrodzi się tu podczas formalnych lub nieformalnych spotkań.

3. Wrócëła wôżnô tradicjô. DM

Pierszi Pelplińsczi Areòpag (pòl. Pelpliński Areopag) ju za nama. Bëła leżnosc do dialogù dëchòwnëch i swiecczich liderów kaszëbskò-pòmòrsczi rësznotë a téż czekawô òbgôdka ò religijnoscë Pòmòrzô. Żôl, że frekwencjô nié za wiôlgô…

W dniach 24–25 łżëkwiata òdbéł sã Pelplińsczi Areòpag – dwadniowô kònferencjô ò religijnoscë Pòmòrzô. Jednym z ji òrganizatorów bëło Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié. Pòdług jegò przédnika miała to bëc przede wszëtczim leżnosc do òbgôdczi ò wôżnëch dlô najégò regionu sprawach i do nawzôjnégò pòznaniô sã: Pòtrzébny je dialog midzë lëdzama, jaczi bierzą ùdzél w sztôłtowanim dzysdniowi kaszëbskò-pòmòrsczi rësznotë. Mùszimë kôrbic ò tradicji i przińdnoce Pòmòrzô. Pelplin jakno dôwnô stolëca chełmińsczi diecezji zdôwô sã nama bëlnym placã do taczégò pòtkaniô. Areopag mô bëc môlã zéńdzeniô sã swiecczich z dëchòwnyma, môlã wëmianë mëslów – pòdczorchiwôł òbczas kònferencji Łukôsz Grzãdzëcczi.

Ùczãstników przëwitôł w Diecezjalny Bibliotece w Pelplinie ks. bp Riszard Kasyna, chtëren wspòmnął ò dłudżi historie Pelplińsczich Zéńdzeniów (pòl. Spotkania Pelplińskie), jaczé bëłë pòdług niegò bùchą nôùkòwégò òkrãżô stolëcë chełmińsczi diecezji. Jak rzekł, Pelplińsczi Areòpag mô zôs przëwróconé tã tradicjã.

4. Pòmòrańcë zôs mają dodóm

Chëcz w Łątczińsczi Hëce 30 maja znôwù òtemklë, i to ùroczëstô! Ten òsoblëwi dlô Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô môl òstôł do czësta wëremòntowóny i òddóny do ùżëtkù nôleżnikóm Klubu Sztudérów Pomorania. Dlô wiele dzysdniowëch dzejôrzów to plac – jak gôdają – „legendarny”. W niejednym sercu prawie tuwò ùrodza sã miłota dlô kaszëbiznë, a czasã i do przińdnégò chłopa abò przińdny białczi.

5. Co je dobré dlô mieszkańców? Pioter Léssnawa, Dariusz Majkòwsczi

Serakòjce są jedną z niewielnëch gminnëch wsów, gdze donądka nie dzejają niżódné supermarketë ani diskòntë. Je to dzywné tim barżi, że mómë do ùczinkù z dosc wiôlgą (kòl 7 tës. mieszkańców) môlëzną.

Bògactwã Serakòjc je môlowi hańdel, jaczi warô òd cziles pòkòleniów – môłé krómë, baro czãsto familijné, w jaczich wespółrobią chłop z białką abò starszi z dzecama. Tak to wëzdrzi òd lat. Nie brëkùjemë Biedronczi ani jinëch wiôldżich krómów. I nie chcemë jich, cobë tegò, co mómë, nie stracëc – gôdô wójt Serakòjc Tadéùsz Kòbiela. Pòdług niegò dzysdniowi system hańdlu pòmôgô w rozwiju môlowi solidarnoscë, bò jeden kùpiwô òd drëdżégò. Hańdlôrz pòmôgô zarobic rzemiãslnikòwi, a rzemiãslnik hańdlôrzowi. A markete są zainteresowóny leno nafùlowanim swòjich miészków. Jich wpùszczenié òznôczô dżiniãcé mniészich krómów, a co za tim jidze, rosniãcé lëczbë lëdzy bez robòtë – pòdczorchiwô wójt.

Tadéùsza Kòbielã pòpiérô Marek Theus, prezes zarządu MerCo Sp. z o.o., znajôrz pòmòrsczégò hańdlu, dobiwca nôdgrodë „Firmy Rodzinne” wrãcziwóny przez Newsweek Polska. Wójt baro dobrze czëje, że lokalny biznes nanëkiwô sóm sebie i sóm sebie chroni. W Serakòjcach je wiele ùsłëgòwëch firmów: stolarsczich, bùdowlanëch, hańdlowëch, gastronomicznëch. Wiãkszosc z nich to familijné firmë. Czãsto swòje ùsłëdżi wëkònywają gdzes bùten, ale zarobioné dëtczi inwestëją ù sebie i swòjima dëtkama zmòcniwają bùdżet gminë. Wspiérają gò pòdatkama i inwesticjama. Kùpiwają òd sebie nawzôj. Dzãka temù pieńdze nie trôfiają bùten – przekònywô.

Czë felënk diskòntów ni mô równak cëskù na przistãp mieszkańców do rozmajitëch produktów i jich prizów? Czë w Serakòjcach mòże wszëtkò kùpic i nie zapłacëc wiãcy jak w jinëch placach? Colemało dô sã ù nas kùpic dobri, môlowi produkt. Na sprawùnczi przëjéżdżają téż lëdze z bùtna, z jinëch gminów. Żebë wszëtkò bëło do dostaniô w krómach, nie są brëkòwné diskòntë. W 90. latach bëło jinaczi, ale terô mómë dosc swòjégò kapitału. Mómë lëdzy, co twòrzą mòcné firmë – òdpòwiôdô T. Kòbiela.

Czytaj więcej: Co w czerwcowej "Pomeranii"?

Joomla Templates - by Joomlage.com