Wakacyjna "Pomerania"

2. Od redaktora

Gospodarzem tegorocznego Zjazdu Kaszubów jest Pruszcz Gdański – miasto, w którym przenika się kilka kultur: kaszubska, kociewska, żuławska, kresowa… Pisząc te słowa, nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądało i czy się uda to wielkie święto, ale z pewnością ze względu na miejsce, w którym się spotkamy, będzie to wyjątkowa okazja do wzajemnego poznania się. Dobrze, że na scenie obok zespołów kaszubskich pojawią się Kociewiacy z Frantówki, a nawet Górale, którzy mają nas zachęcać do umiłowania małej ojczyzny. Warto poznawać kulturę i sposób myślenia tych, którzy są blisko, i tych, którzy mieszkają trochę dalej, bo smażenie się we własnym sosie rzadko przynosi postęp.

 

3. Czôrno-żôłté Swiãto Dzãkczënieniô. Red.

Na rôczbã kardinała Kazmierza Nycza Kaszëbi pòjachelë do warszawsczi swiãtnicë Bòżi Òpatrznoscë dzãkòwac za swiãtégò Jana Pawła II i 25 lat wòlnotë. 1 czerwińca we Warszawie bëło fejrowóné Swiãto Dzãkczënieniô. Ju sódmi rôz pòd swiãtnicą Bòżi Òpatrznoscë zeszłë sã rzmë lëdztwa. Latos òb czas òbchòdów òsoblëwie bëło widzec Kaszëbów, jaczich przëjachało do stolëcë Pòlsczi przez pół tësąca. W farwnëch lëdowëch ruchnach stojelë, w zòrganizowónëch karnach, w pierszich régach przed wôłtôrzã. Jesmë przëjachelë do Warszawë dzãkòwac za to, że ùdało sã nama wëzwëskac wòlnotã do rozwiju naji tatczëznë. Kaszëbë zmieniłë sã òb òstatné 25 lat pòzytiwno – gôdô ò célu ti wiôldżi pielgrzimczi przédnik Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô Łukôsz Grzãdzëcczi.

 

4. Medal dla kopalni tematów. Red.

9 czerwca 2014 roku to dzień, który złotymi zgłoskami wpisuje się w historię naszego pisma. W imieniu „Pomeranii” jej wieloletni redaktor naczelny i obecny przewodniczący Kolegium Redakcyjnego Edmund Szczesiak odebrał Medal Księcia Mściwoja II.

Medal ten ustanowiony został w 1997 roku. To najbardziej prestiżowe wyróżnienie, zaraz po honorowym obywatelstwie, przyznawane przez Radę Miasta Gdańska. Otrzymują go zasłużone dla Gdańska osoby, instytucje czy organizacje. Medal Księcia Mściwoja II przyznawany jest za zasługi na polu lokalnym.

Miesięcznik „Pomerania” wyróżnienie otrzymał za „wieloletnie efektywne promowanie na wysokim poziomie edytorskim kultury kaszubsko-pomorskiej, niezmiernie ważnej dla umacniania tożsamości naszego regionu, a także tradycji historycznych Gdańska i Pomorza”.

 

5. Kaszuba, co walczył po obu stronach frontu. W.R.

71 lat temu do domu jego rodziców w Kiedrowicach zapukał listonosz i wręczył Zygmuntowi Werze powołanie do niemieckiej armii. To był początek jego czteroletniej wojennej tułaczki. Rozpoczął ją w mundurze Wehrmachtu, a zakończył w uniformie 2 Korpusu Polskiego. Historia, jakich wiele na Kaszubach, czyli „syndrom dziadka z Wehrmachtu”.

W tym roku skończył 90 lat. Z Kiedrowicami w gminie Lipnica (na Gochach) związany jest od urodzenia. W czasie mojego życia wieś zmieniła się nie do poznania. Przed wojną jedynym murowanym budynkiem była szkoła. Reszta to drewniane chaty, przykryte najczęściej słomą – opowiada Z. Wera, dziarsko pchając taczkę z drewnem na opał. Muszę coś robić, bo inaczej człowiek zastygnie i wcale z łóżka nie wstanie – mówi pogodny staruszek, zrzucając drewno. Z okien jego domu położonego na wysokiej skarpie rozciąga się piękny widok na całą okolicę. Jak na dłoni widać ponadstuhektarowe Jezioro Kiedrowickie, przytulające się do centrum miejscowości. Od zawsze mam taki widok, to się przyzwyczaiłem. Dom moich rodziców, który spalił się w czasie wojny, stał tuż obok. Potem ożeniłem się i zamieszkałem tutaj, zaledwie kilkaset metrów dalej – opowiada, wbijając wzrok w horyzont. Jako dziecko zjeżdżaliśmy z tej skarpy na sankach prosto na drogę. Dzisiaj już nie można tego robić, bo jeździ nią za dużo samochodów. A w jeziorze było też o wiele więcej ryb. Łowiono je również zimą pod lodem. Mieszkańcy mieli niewiele sprzętu, dlatego kilka razy w roku organizowano duże połowy. Wtedy wynajmowano ludzi, którzy zawodowo rybaczyli i mieli ogromne sieci. Jednym z nich był Bielawa z osady Hamer-Młyn. Pamiętam, że po jednym takim połowie z jeziora wyciągnięto tyle ryb, że wysypywały się z furmanki, na którą je załadowano – wspomina mieszkaniec Kiedrowic.

Czytaj więcej: Wakacyjna "Pomerania"

Ukazał się czerwcowy numer "Pomeranii" z dodatkiem "Stegna"

2. Òd redaktora

To było jak sen. Wciąż miałem wrażenie, że nagle się obudzę, a za oknem szara, socrealistyczna rzeczywistość – tak rozpoczyna swoją rozmowę z „Pomeranią” o wyborach z czerwca 1989 r. wicemarszałek Senatu RP Jan Wyrowiński. Dzisiaj wielu uczestników tych wydarzeń nie pamięta już o tym, co oznaczało dla Polski i dla nich bezdyskusyjne zwycięstwo „Solidarności”, która zdobyła 160 na 161 możliwych miejsc w Sejmie. Nie mówiąc o tym, że całe pokolenie dorosłych już ludzi urodziło się później, i PRL oraz jego upadek zna tylko z opowiadań. Wszystkim zapewne przyda się przypomnienie atmosfery tego czasu, dlatego proponujemy w tym numerze naszego miesięcznika reportaż Stanisława Jankego – związanego z „Pomeranią” wówczas i obecnie – opublikowany dokładnie 25 lat temu.

 

3. Ćwierćwiecze ZKP w wolnej Polsce. Michał Kargul

Mija właśnie 25 lat od jednego z najważniejszych wydarzeń współczesnej historii Polski. W 1989 roku w Polsce upadł komunizm. Niezależnie od rozbieżności w ocenie tamtych zdarzeń, nie ulega wątpliwości, że 4 czerwca 1989 roku Polacy w zdecydowany sposób dali wyraz swojemu brakowi akceptacji dla dalszych rządów PZPR. Jest też pewne, że choć wówczas jednoczyła ich chęć zakończenia komunistycznej dyktatury, to dla większości dość mgławicowo rysowała się demokratyczna przyszłość. Tym bardziej należy docenić to, że środowisko Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego już wiosną 1989 roku jasno precyzowało swoje cele i działania oraz że apelowało o udział w wyborach i oddanie głosu na najlepszych kandydatów.

 

4. Wolność przyszła jak sen

Z Janem Wyrowińskim, wicemarszałkiem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 1994–1998, rozmawia Stanisław Janke.

 

W pierwszej połowie 1989 roku odbyły się obrady Okrągłego Stołu, a 4 czerwca tego samego roku zwycięskie wybory Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” do Sejmu kontraktowego. „Solidarność” pod patronatem Lecha Wałęsy zdobyła w pierwszej turze 160 miejsc na 161 możliwych mandatów poselskich, a także 92 mandaty na 100 miejsc w Senacie. Jakie refleksje towarzyszyły panu w tym zrywie wolności?

 

To było jak sen. Wciąż miałem wrażenie, że nagle się obudzę, a za oknem szara, socrealistyczna rzeczywistość. Przecież po krótkim karnawale „Solidarności” zakończonym traumą stanu wojennego wszystko miało wrócić w stare, dobrze znane koleiny. Nigdy nie przypuszczałem, że doczekam niepodległości Polski, ba, że będę czynnie zaangażowany w proces jej przywracania. Jeszcze siedząc w ławie poselskiej, szczypałem się, aby sprawdzić, czy to jawa czy sen!

Czytaj więcej: Czerwcowa "Pomerania"

W majowej i czerwcowej "Pomeranii" opublikowaliśmy dwie części artykułu Pana Kazimierza Ostrowskiego "Kartki z życiorysu nauczyciela". Niestety, ukazała się tylko część pierwsza i ostatnia, zabrakło środkowej. Wydrukujemy ją w numerze wrześniowym, natomiast na naszej stronie już teraz prezentujemy całość artykułu. Za pomyłkę i spowodowane nią zamieszanie serdecznie przepraszamy zarówno Autora, jak i naszych Czytelników.

Kartki z życiorysu nauczyciela

85 lat temu w Niemczech, na terenach zamieszkałych przez mniejszość polską – na Pograniczu krajeńskim, na Kaszubach bytowskich, na Powiślu i Warmii – zaczęły powstawać pierwsze polskie szkoły. Były to placówki niezwykle ważne dla Polaków otoczonych przez żywioł niemiecki i brutalnie germanizowanych, a walka o ich trwanie wymagała prawdziwego heroizmu. Niestety, często kończyła się przegraną.

 

Jak trudne było wychowywanie w tych okolicznościach młodych Polaków pokazują losy także młodego wówczas nauczyciela Adama Kołodzieja. Sześcioletnie zmagania – najpierw na Krajnie, później na Warmii – stanowiły bodaj najważniejszy etap jego nauczycielskiej drogi. W 1969 r. opisał on swoje doświadczenia sprzed lat w opracowaniu pt. Wspomnienia walki o szkołę polską, które złożył w maszynopisie w Ośrodku Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie. Kopia tego materiału zachowała się w zbiorze pamiątek po ojcu u Jerzego Kołodzieja w Chojnicach, skąd pochodzą cytowane w artykule wypowiedzi.

 

Z Polskiej Wiśniewki w świat

Po zakończeniu I wojny światowej, gdy odradzała się niepodległa Polska, mieszkańcom Polskiej Wiśniewki (dziś Starej Wiśniewki) nawet nie przychodziło do głowy, że ziemia złotowska zostanie od Macierzy oddzielona. Panowało przekonanie, że linia kolejowa Chojnice – Piła, a wraz z nią cała Krajna, znajdzie się po polskiej stronie granicy. Traktat wersalski postanowił jednak inaczej, ponoć na skutek dyplomatycznych zabiegów Hohenzollernów – takie wieści rozeszły się po okolicy. Rozgoryczenie było wielkie, wszak Złotowszczyzna od wieków była na wskroś polska!

Adam Kołodziej, urodzony w Polskiej Wiśniewce w 1904 roku, w rodzinie Symplicjusza i Zofii, właścicieli dużego i dobrze prosperującego gospodarstwa rolnego, wspominał po wielu latach, że dorastał w środowisku prawie w stu procentach polskim; na obrzeżu wsi żyło zaledwie kilka rodzin niemieckich. W szkole podczas przerw rozbrzmiewała polska mowa, a nauczyciel tylko wobec spodziewanej wizytacji prosił: Kinder, spricht doch deutsch. Polacy nawet w mieście powiatowym swobodnie porozumiewali się w swoim języku. W domu ojciec i dziadek uczyli mnie historii, przed portretem Kościuszki ojciec opowiadał o czynach tego wodza. Miłość do ojczyzny zaszczepiały wieczorne pogadanki w domach ze starszymi. Korzystałem ja i moi rówieśnicy z polskiej biblioteki parafialnej, lecz po wojnie nasz proboszcz Pozorski został zmuszony do przyjęcia polskiej opcji, zatem do opuszczenia Pogranicza i Niemiec.

Czytaj więcej: Kartki z życiorysu nauczyciela

Majowy numer "Pomeranii"

 

2. Od redaktora

Sport ma to do siebie, że się wiąże z regionami, dlaczego więc Trefl nie ma się wiązać z Kaszubami? – stwierdził w wywiadzie dla naszego miesięcznika Kazimierz Wierzbicki, założyciel m.in. znanego w całej Polsce (i nie tylko) klubu Trefl Sopot, którego znakiem rozpoznawczym są czarno-żółte barwy.

Cieszy, że coraz częściej działacze sportowi i sami sportowcy – jak bohaterka z okładki poprzedniej „Pomeranii” Angelika Cichocka – podkreślają swoje związki z Kaszubami, z Pomorzem. Kaszubi kanadyjscy nie mają z tym problemu już od lat. Hokeiści klubu Kashubian Griffins występują w czarno-żółtych strojach z gryfem na piersi i z dumą podkreślają swoje pochodzenie. W minionym miesiącu mogliśmy gościć ich w gdańskiej hali Olivia. Dwa mecze z trójmiejskimi drużynami przyciągnęły setki kibiców z całych Kaszub i stały się okazją do stworzenia – jak ujął to Eugeniusz Pryczkowski – hókejowégò mòstu drëszbë.

 

3. Radzëzna ò welacjach. DM

Nôleżnicë Przédny Radzëznë Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô kôrbilë nad ùchwôlënkama w sprawie wëbòrów do Eùropejsczégò Parlameńtu i do samòrządzënë.

Nôwôżniészim pónktã zéńdzeniô, jaczé òdbëło sã 5 łżëkwiata w Lãbòrgù, bëłë welacje. Ùdało sã przërëchtowac pòspólny ùchwôlënk, chtëren zôchãcywô zrzeszeńców do ùdzélu w wëbòrach (téż jakno kandidatowie z rozmajitëch partijnëch i spòlëznowëch kòmitetów). Zrzeszenié nie mdze latos welacyjnym kòmitetã, ale Przédnô Radzëzna mô nôdzejã, że mëslącë òdpòwiedzalno ò przińdnoce najégò regionu i całi Eùropë, nôleżnicë KPZ pùdą do ùrnów tak w nôblëższich welacjach do Eùropejsczégò Parlamentu, jak i òb jeséń, czedë mdzemë wëbierac najich przedstôwców w pòmòrsczich samòrządzënach.

 

5. Môłô galeriô akwarelków ò szczescym. Bòżena Ùgòwskô

Chtëż na Kaszëbach nie znô jegò nôzwëska, a jesz lepi przezwëska Jan Zbrzëca. Dlô młodszégò pòkòlenia Kaszëbów përznã jiwru mògło bë bëc leno przë kąsk strzédnowieczno brzëmiącym „Krëban z Milachòwa”, bò tegò pseùdonimù Stanisław Pestka òd dôwna nie ùżiwôł, a pòdpisywôł nim téż blós felietónë, jaczé nalézemë w „Pòmeranii” z zeszłégò stalata. A równak cekawô je jegò geneza. Mieszkańcë Krëbanów wiedzą, że je to geògraficznô pòzwa jezora niedalek Rólbika, bez jaczé przepłiwô rzéka Zbrzëca. Za knôpiczich lat to jezoro i ta rzéka bëłë pózniészémù dzejarzowi za całi swiat – tu przëchôdôł czëtac ksążczi w towarzëstwie domôcégò psa, tu ùcził sã òbserwòwaniô nôtërë, atrakcją bëła mòżlëwòta kąpaniô sã czë łowieniô rëbów. Nierôz nôdgrodã stanowiła „pësznô, jezórnô glada, a na ni niezrechòwóné karna dzëwëch kaczków i pòdwòdôrzów. Nie felało téż majestaticzno płiwającëch kôłpów. Wdzãcznô pamiãc ò Milachòwsczim Jezorze sprawiła, że do mòjégò drëdżégò krëjamnégò miona przedosta sã nazwa z drżéniã Milachòwò”.

Czytaj więcej: Majowy numer "Pomeranii"

Joomla Templates - by Joomlage.com