Janusz Kowalski (1925–2017)

Był bardziej kaszubski niż sami Kaszubi


Nowe trasy wciąż układa/ Janusz co mapami włada/ On w Remusie zakochany/ Szuka śladów nad wodami.

Tak śpiewamy podczas lipcowych Kaszubskich Spływów Kajakowych Śladami Remusa. Było ich już trzydzieści jeden, w tym roku planujemy kolejny. Te spływy, ich szczególny kaszubski kształt, żywotny do dziś, to pomysł drëcha Janusza Kowalskiego.


Jedyny taki w Polsce

Zrodził się z jego zafascynowania dziełem Aleksandra Majkowskiego Żëcé i przigòRemùsa, którego bohater, wędrowny sprzedawca, przemierzając Kaszuby, budził etniczną świadomość ich mieszkańców. „W naszych czasach – uzasadniał genezę i cel tego zamierzenia Janusz – obok budzenia tej świadomości, trzeba u wielu Kaszubów umacniać jej poczucie, trzeba pomagać w konsolidowaniu się lokalnych środowisk kaszubskich, a nie-Kaszubom ukazywać bogactwo kaszubskiego życia. Moją ùdbą(zamysłem), która się skrystalizowała w połowie lat 80., było realizowanie tych misji podczas spływów kajakowych, bo rzeki są osiami osadnictwa; nad rzekami rozłożyły się główne kaszubskie wsie”.

Długo nie mógł znaleźć sojuszników, chociaż pukał do różnych drzwi i dopiero podjęcie się organizacji tak pomyślanego spływu przez redakcję „Pomeranii” sprawiło, że zamiar doczekał się realizacji.

Uprawiając od lat studenckich kajakarstwo, umiejętnie połączył wypoczynek na wodzie z kaszubskim programem kulturalnym, realizowanym nader obficie na lądzie. Bo spływ Śladami Remusa to nie tylko płynięcie pośród kaszubskiego pejzażu, ale spotkania z ludźmi, językiem, kulturą. Janusz dzielił spływy na krajoznawcze i ten nasz – krajoznawczo-kulturalny, jedyny taki – jak twierdził – w Polsce. Ta nowatorska formuła spotkała się z nieoczekiwanie dużym zainteresowaniem: już po kilku latach „Remus”, jak nazywany jest skrótowo nasz spływ w kręgach kajakarzy, stał się pod względem liczby uczestników (a bywało ich nawet ponad dwustu) jedną z trzech największych imprez wodniackich na Kaszubach. Janusz nie tylko wymyślił ten wyjątkowy spływ, ale przez wiele lat przewodniczył Komitetowi Organizacyjnemu, dźwigając znaczną część ciężaru przygotowań. Projektował medaliony, opracowywał informatory i przewodniki, modyfikował trasy.

Z czasem, gdy spływ Śladami Remusa zaczął obrastać innymi imprezami turystycznymi – pieszymi, rowerowymi, a także spływami weekendowymi – powstała konieczność ujęcia tego w jakieś ramy organizacyjne. Jesienią 1990 r. powstał Klub Turystyczny ZKP Wanożnik. Janusz, należący do grona jego założycieli, został pierwszym prezesem. W uznaniu zasług przyznano mu później tytuł Honorowego Prezesa Klubu Wanożnik.

 

Redaktor i publicysta

Janusz nie był Kaszubą z pochodzenia. Urodził się w Zamościu, lata dziecięce i młodzieńcze spędził w Lubartowie. W 1939 r. ukończył tam II klasę gimnazjum, a po wybuchu wojny kontynuował naukę na tajnych kompletach. W styczniu 1945 r. rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej (mającej początkowo siedzibę w Lublinie), zarazem będąc już od kwietnia tego roku związany także z Gdańskiem, gdyż tu osiedli jego rodzice Halina i Stanisław. Już w Warszawie zajął się dziennikarstwem: był redaktorem działu architektura i redaktorem technicznym miesięcznika „Politechnik”. W 1948 r. przeniósł się na studia architektoniczne w Gdańsku, kontynuując jednocześnie swe zainteresowania redaktorskie i publicystyczne. W 1956 r. został redaktorem naczelnym „Głosu Politechniki Gdańskiej”, a w latach 1957–1958 szefował dwutygodnikowi „Uwaga”, zrodzonemu na fali popaździernikowej odnowy. Współpracował z gdańską prasą codzienną. Publikował w dwutygodniku „Kaszëbë”, w „Literach” i przez ponad pół wieku w „Pomeranii” (wliczając w ten okres poprzedzający ją Biuletyn ZKP), organie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, którego był znaczącym działaczem. Czynnym publicystą pozostał niemal do końca życia, a wiele, jeśli nie większość swoich artykułów poświęcił Kaszubom.

Od tej strony – dziennikarskiej – poznałem bliżej Janusza pod koniec 1966 r. W listopadzie tegoż roku redakcja gdańskiego oddziału tygodnika „Politechnik” zorganizowała półroczne seminarium dziennikarskie dla studentów trójmiejskich uczelni. Zgłosiło się ponad dwieście osób. Z nich do redakcji oddziału przyjęto pięć, wśród nich mnie. Każdy oddział miał swego opiekuna z ramienia uczelni. W Gdańsku był nim właśnie Janusz Kowalski. Mając doświadczenie dziennikarskie, pomagał kierownictwu oddziału (szefem był Wiesław Kozyra) w przygotowaniu tekstów do druku. Mój pierwszy artykuł, opublikowany 29 stycznia 1967 r., traktował o Klubie Studentów Pomorania. Januszowi bardzo się podobał, czego nie omieszkał mi oznajmić. Powodem – jak teraz, po półwieczu od tego mojego debiutu prasowego, sądzę – nie była jakość tekstu, ale tematyka. Wówczas jednak nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo tkwi w kaszubszczyźnie ten nasz opiekun, a mój wcześniejszy nauczyciel akademicki. Na Wydziale Budownictwa Wodnego, na którym studiowałem, mieliśmy w semestrze letnim 1964 r., zajęcia z urbanistyki. Wykładał prof. inż. arch. Stanisław Różański , a ćwiczenia prowadził Janusz Kowalski, już wtedy od dwóch lat po doktoracie.

 

Kaszuba z wyboru

Będąc Kaszubą z wyboru, Janusz należał do grona miłośników regionu mających nieraz większe poczucie wartości kaszubszczyzny niż osoby tu zakorzenione, dla których są one czymś oczywistym, naturalnym. Kaszubi z wyboru pokroju Janusza miewają też często większą świadomość, że o język i kulturę kaszubską trzeba się troszczyć, zabiegać, aby to szczególne dziedzictwo przetrwało, nie zanikło pod wpływem współczesnych unifikujących procesów cywilizacyjnych. Stąd też Janusz bywał bardziej radykalny w upominaniu się o prawa Kaszubów do podtrzymywania własnej tożsamości niż sami Kaszubi.

W końcu czerwca 1981 r. opublikował w „Głosie Wybrzeża” niewielki artykuł „Kochać równocześnie”. Stwierdził w nim, że aby język kaszubski nie zanikł, trzeba wprowadzić go do szkół, zorganizować ponadto lektorat tego języka na Uniwersytecie Gdańskim. W artykule tym zawarł też postulaty, żeby Kaszubi mieli w radiu swoją audycję połączoną z nauką kaszubskiego i żeby napisy na tablicach z nazwami miejscowości były na Kaszubach dwujęzyczne. Z dzisiejszego punktu widzenia, gdy ok. 18 tysięcy dzieci i młodzieży uczy się rodnej mowy, gdy tablice są dwujęzyczne, na Uniwersytecie Gdańskim jest kierunek etnofilologia, nadaje Radio Kaszëbë i są audycje kaszubskie w Radiu Gdańsk, a także w TVP Gdańsk i telewizjach kablowych – nic w tym nadzwyczajnego. Wówczas, w 1981 r., artykuł Janusza  wywołał burzę. Autora „Kochać równocześnie” posądzano wręcz o intencje oderwania Kaszub od Polski, a przy okazji dostało się Kaszubom – zwłaszcza w stanie wojennym, który wkrótce potem nastąpił, powoływano się na ten artykuł jako dowód na przejawiane przez nich tendencje separatystyczne.

Swoim radykalizmem w myśleniu o Kaszubach Janusz wyprzedzał czas, ale to cecha ludzi dalekowzrocznych. Nie wada, lecz zaleta, zwłaszcza gdy uprawia się publicystykę.

 

Pierwszy pobyt

Kiedy zaczęła się ta jego fascynacja Kaszubami? Niestety, nie zadałem mu tego pytania. Sądziłem, że wraz z zamieszkaniem w Gdańsku, jego częstymi wyprawami kajakowymi z kolegą ze studiów. Ale okazuje się, że początki mogły sięgać okresu międzywojennego. Otóż latem 1937 roku Janusz przebywał z rodzicami w Kuźnicy na Mierzei Helskiej. Podczas wyprawy do Gdyni odwiedzili kolegę jego ojca. Obaj studiowali prawo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, na tym samym roku. Tym kolegą był Władysław Kiedrowski, wówczas sędzia Sądu Okręgowego w Gdyni. Mieszkał w willi przy ul. Tatrzańskiej i tam gościli państwo Kowalscy z dwunastoletnim wówczas synem. W domu bardzo kaszubskim. Władysław Kiedrowski podczas studiów w Poznaniu należał do korporacji Pomerania i Baltica, a będąc gdyńskim sędzią, współzakładał Zrzeszenie Miłośników Kaszubszczyzny Stanica, był potem jego sekretarzem. W domu przy Tatrzańskiej spotykali się działacze kaszubscy z Aleksandrem Majkowskim na czele.

Władysław Kiedrowski był ojcem Wojciecha Kiedrowskiego. To jemu opowiedział wiele lat później o tej wizycie Janusz. Mnie zaś zrelacjonowała ją, już po śmieci Janusza, żona zmarłego przed sześciu laty Wojciecha – Renata.


Czynem i piórem

Można by mnożyć przykłady i poszerzać obszary, na których czynem i piórem Janusz walczył o sprawy kaszubskie, jak chociażby jego wieloletnie, zakończone sukcesem, boje publicystyczne o odbudowę linii kolejowej z Wrzeszcza do Kartuz, która – jak przez długie lata dowodził – miałaby kapitalne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Kaszub. Szczęśliwie doczekał pod koniec życia realizacji swych zabiegów w postaci Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. W marcu 2010 r. brał udział w dyskusji na jej temat, 1 lipca 2013 r. – w uroczystości wmurowania kamienia węgielnego, a 31 sierpnia 2015 r. był gościem honorowym podczas uroczystej inauguracji tej kolei. Nie sposób też nie wspomnieć, że już w 1956 r. na łamach „Kontrastów” postulował utworzenie w Gdańsku uniwersytetu.

Poprzestanę na refleksji: dobrze, że ziemia kaszubska ma w sobie ów genius loci – tajemniczego ducha miejsca, który pozyskuje dla niej takich, walczących o zachowanie jej wyjątkowego oblicza ludzi, jak drëch Janusz.

EDMUND SZCZESIAK

 

 

Skry Ormuzdowe za rok 2016 wręczone 


W Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku wręczono Skry Ormuzdowe za rok 2016 – prestiżowe nagrody przyznawane przez Kolegium Redakcyjne i redakcję „Pomeranii”.

Impreza rozpoczęła się tradycyjnie odczytaniem fragmentu książki Aleksandra Majkowskiego „Żëcé i przigòdë Remùsa”, z którego to utworu pochodzi nazwa nagrody przyznawanej przez „Pomeranię”. Odczytała go zastępczyni redaktora naczelnego Bogumiła Cirocka. Następnie wystąpił Zespół Pieśni i Tańca „Gdynia”, którego członkini została jedną z tegorocznych Skier.

Później prowadzący uroczystość Andrzej Busler i Karolina Serkowska zapraszali na scenę poszczególnych laureatów, a laudatorzy prezentowali ich imponujące osiągnięcia i zasługi dla Kaszub i Pomorza. 

Tegoroczni laureaci to:

1. Bernadeta i Czesław Bieliccy – twórcy Muzeum Kaszubska Zagroda „Bielickowo” w Trzech Rzekach (gm. Przodkowo), w którym można podziwiać przedmioty i urządzenia z XIX i początku XX wieku,
2. Weronika Korthals-Tartas – śpiewająca po kaszubsku piosenkarka, kompozytorka, nauczycielka śpiewu, silnie zaangażowana w akcję Kaszëbsczi Idol organizowaną przez Radio Kaszëbë,
3. Jerzy Kreft – bardzo aktywny i twórczy prezes oddziału ZKP w Kolbudach, dzięki jego wielkiemu zaangażowaniu we wszystkich szkołach na terenie gminy dzieci mogą uczyć się kaszubskiego,
4. Hanna Makurat – autorka pierwszych w historii kaszubskojęzycznych prac naukowych, dr filologii polskiej, kaszubskojęzyczna poetka i tłumaczka (m.in. przełożyła na kaszubski „Ślub” Gombrowicza),
5. Maria Michalik – członkini Zespołu Pieśni i Tańca „Gdynia” o najdłuższym stażu, pieczołowicie chroniąca od 26 lat stroje zespołu i uzupełniająca zbiór nut,
6. Jacek Puchalski – realizator dźwięku pracujący w Radio Gdańsk S.A., niezawodny, wspaniały realizator wielu kaszubskich płyt, słuchowisk i audiobooków (zajmuje się tym od 23 lat),
7. Ryszard Szwoch – redaktor naczelny „Zapisków kociewskich”, autor wielu prac o Kociewiu i przede wszystkim twórca „Słownika biograficznego Kociewia” (zawierającego ok. 8 tys. biogramów w pięciu dotychczas wydanych tomach, w najbliższym czasie ukaże się tom szósty).

Każdy z wyróżnionych otrzymał pamiątkowy dyplom, kwiaty i przede wszystkim rzeźbę obrazującą wiele symboli przedstawionych w „Żëcym i przigòdach Remùsa” wykonaną przez Wojciecha Wesserlinga, artystę z Żelistrzewa. Nagrody wręczał przewodniczący Kolegium Redakcyjnego Piotr Dziekanowski oraz redaktor naczelny „Pomeranii” Sławomir Lewandowski.

Oprócz Skier Ormuzdowych swój wielki dzień miał również Grzegorz Renusz, dziennikarz stawiający swe pierwsze zawodowe kroki w Radiu Kaszëbë, a dzisiaj związany z Twoją Telewizją Morską i Radiem Norda FM. Z rąk Ewy Górskiej otrzymał on stypendium Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego im. Izabelli Trojanowskiej.

Impreza zakończyła się występem Pawła Ruszkowskiego, który wraz z zespołem zaprezentował kaszubskie utwory z przygotowywanej płyty „Kamiszczi”.

Po dwugodzinnej uczcie duchowej nie mogło zabraknąć też czegoś dla ciała. „Młodzowi kùch” i „zupa z wrëków” były przyjemnym zwieńczeniem tej niezwykłej uroczystości.

Dodajmy jeszcze, że Skra Ormuzdowa jest przyznawana od 1985 roku przez Kolegium Redakcyjne i zespół redakcyjny „Pomeranii” za szerzenie wartości zasługujących na publiczne uznanie, pasje twórcze, propagowanie kultury kaszubskiej i innej pomorskiej, działania bez rozgłosu, przezwyciężanie trudnych środowiskowych warunków, społeczne inicjatywy w dziedzinie kultury.

 

Zrobioné dlô kaszëbiznë

Z Eùgeniuszã Gòłąbkã rozmôwiô Stanisłôw Janka

 

Më wiele razy gôdelë ò twòji kaszëbsczi drodze, ale tak pò prôwdze jô ni mògã so wdarzëc, czedë të so ùswiądnił, że jes Kaszëbą…

Ò tim, że jô jem Kaszëbą, jô wiedzôł òd môłégò knôpa, a że jem nie gôdôł pò kaszëbskù, to je jinszô sprawa. Bò chòc mòji starszi i starkòwie bëlë Kaszëbama i chòc jô żił strzód Kaszëbów, mòji starszi do mie sã òdzéwelë „z wësoka” i wszëtcë, co miã znelë, wiedzelë, że jô pò kaszëbskù nie rozmiejã, nie pòtrafiã gadac. Czej jô béł malinczi, starka (mëmka mòjégò òjca) sã bòdôj zapita mòji mëmë: „A wa gò nie ùczita pò naszémù gadac?”, tej mòja mëma òdrzekła: „Czej òn bądze chcôł, tej òn sã pózni sóm naùczi”. Jô nie pamiãtóm, żebë w nômłodszich mòjich latach chtos ze mną czedës gôdôł ò kaszëbiznie i próbòwôł mie nakłonic do gôdaniô pò kaszëbskù. Nicht mie téż nie rzekł, że to je piãknô mòwa abò że kaszëbskô zemia je piãknô. A nen swiat, w jaczim jem sã w latach małoscë òbrôcôł, béł dosc taczi szarobùri. Na co dzéń wkół mie toczëło sã dosc biédné i nerwòwé, pòszarpóné żëcé. Lëdzóm w nëch czasach nie żëło sã letkò. Kò bëło to w kraju wëniszczonym wòjną, rządzonym przez kòmùnistów. Ti dorosłi lëdze w mòjim òtoczenim rakòwelë òd rena do wieczora, żebë miec dëtczi na ùtrzimanié rodzëznë. Mòjim starszim téż nicht nie rzekł, że kaszëbizna je czims wôrtnym, ale kò òni ùżiwelë tegò jãzëka w rozmòwie midzë sobą i z jinszima lëdzama. Co prôwda ùmielë sã wësłowic bëlno pò pòlskù, a nawetka pò niemieckù.

 

Ale kòledzë w twòjim wiekù gôdelë pò kaszëbskù?

Jo, wnet wszëtcë. Ale do mie òni sã zwrôcelë colemało z pòlska. A dlô nich jô béł wëgódnym partnerã do kònwersacji, bò òni téż sã wprôwielë w gôdanim pò pòlskù.

 

A të nie próbòwôł kaszëbic?

Jô nie òdczuwôł taczi pòtrzebë. Mie nawetka do głowë nie przëchôdało, że mòże bëc jinaczi, niż je. Nicht tegò òd mie nie wëmôgôł, ani doma, ani w szkòle. Téż pewno bëło w tim përznã pòczëcégò wëższoscë nad mòjima kómplama… Pózni, òd piãtnôstégò rokù żëcégò, do szkòłë jô ju jezdzył do miasta, do Technikùm Kòmùnikacyjnégò, tam ju nijak nie bëło leżnoscë, żebë zacząc gadac pò kaszëbskù, tim barżi, że ùczba mie szła baro drãgò. Z biédą jem przechòdzył z klasë do klasë. Ale jem skùńcził no Technikùm w normalnym terminie. W tëch czasach jô kómplowôł ze sënã òsowsczégò szkólnégò Marianã Raatzą, òn razã ze mną chòdzył do ti sami klasë w technikùm. Nas łączëło zainteresowanié mùzyką. Ù nich doma mówiło sã le z pòlska. Matka Mariana (Gerda ze Studzyńsczich, pòchòdza òd Kacka) ùczëła mie pôrã miesący mùzyczi, ale to bëło rëchli, czej jô miôł dzesãc lat. A òjc Mariana, Władisłôw, czerownik szkòłë, nie béł rodowitim Kaszëbą, le Bòrowiôkã z Gòstëcëna. Ale ten òjc Mariana nôleżôł do Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô, chòc le tak „jedną nogą”. Òn w swòji domôcy biblioteczce miôł midzë jinszima ksążkã Historia Kaszubów Aleksandra Majkòwsczégò i pierszé dwa tomë Słownika gwar kaszubskich Bernata Zëchtë.Mie sã ùdało tã historiã pòżëczëc. I tak pò przeczëtanim ny ksążczi jô pòczuł bùchã z tegò, że jem pòtómkã taczégò dzyrsczégò nôrodu, jak Kaszëbi. Pòżëcził jem so téż jeden tom tegò słowôrza Zëchtë i zaczął dukac pò kaszëbskù. Szło to drãgò, bò to je drëkòwóné lëtrama përznã jinszima òd tëch, co są w normalnëch tekstach pòlsczich. Miôł jem tedë jaczé sédmënôsce lat. Człowiek sã ju òbzérôł za dzéwczãtama, në i òszmakôł téż tej nisej wina czë jinszégò napitkù. Przë tim, czej sã weznie czeliszk na rozplest, jãzëk sã robi dżibczi i barżi pòdatny do ùczbë mòwów, a wstid, że sã cos niepòprawno wëpòwié, je mniészi. I tak jem sã przełómôł, i përznã zaczął gadac pò kaszëbskù. Mòji kòledzë to przëjãlë nawetka bez zdzywieniô i nicht sã za baro nie pòdsmiéwôł… Trzeba rzec, że z kaszëbizną jô béł òsłëchóny òd dzecka, ale z wëmòwą bëło gòrzi. Na pòczątkù jaż całi pësk mie bòlôł… Bò te miãsnie w gãbie nie bëłë przënałożoné do kaszëbsczi wëmòwë. W mòji wsë mieszkôł tedë téż młodi wnenczas historik Bòlesłôw Hajduk, chtërnégò białka ùczëła w òsowsczi szkòle. Jô sã wëbrôł do niegò w òdwiedzënë. Pò rozmòwie òn mie dôł do wëpisaniô deklaracjã przëstąpieniô do KPZ i zaproszenié na pierszé zéńdzenié. Bëła to prelekcjô Marii Bòrowikòwi ò Związkù Zôchòdnym założonym przez ji chłopa i ò ksążce Ziemia gromadzi prochy... Nastãpné tegò ôrtu zéńdzenia bëłë z historikã, prof. Rómanã Wapińsczim i z Janã Drzéżdżonã, pisãrzã i lëteraturoznôwcą. Hajduk pózni dôł mie téż pôrã ksążeczków Biuletinu, pózniészi „Pòmeranii”. I tak to sã zaczãło. Jô zaczął czëtac różné ksążeczczi wëdôwóné przez KPZ i nabéł jem sobie słowôrz Zëchtë, chtërnégò dalszé tomë wëchôdałë jesz pòtemù przez czile lat (VI tom w 1973 r.). Jeden czë dwa tomë tegò słowôrza jô miôł wzãté ze sobą do Czech, czej jem tam wëjachôł do robòtë w 73 rokù. Pòmijóm tu całi szmat czasu, pierszé kroczi w robòce, służbã w wòjskù i jinszé przeżëca.

Czytaj więcej: Zrobioné dlô kaszëbiznë

Skra Ormuzdowa  
 

Od ponad 30 lat Kolegium Redakcyjne i zespół redakcyjny „Pomeranii” przyznaje Skry Ormuzdowe. W piątym numerze „Pomeranii” z 1985 roku współtwórca i ówczesny redaktor naczelny pisma Wojciech Kiedrowski takimi oto słowami poprzedził listę pierwszych laureatów tego wyróżnienia:

 

Redakcja „Pomeranii” postanowiła przyznać własne wyróżnienia. Uznano, że stosownym momentem na inaugurację dorocznego WYRÓŻNIENIA REDAKCJI „POMERANII”, dla którego przyjęto nazwę uzupełniającą „SKRA ORMUZDOWA”, są pierwsze Dni Kultury Pomorskiej (...).

Jest to wyróżnienie honorowe i szczególne.

Komu i za co ma być przyznawane? Nie ma to być wyróżnienie dla ludzi uznanych, za te wytwory umysłu i rąk, które powszechnie przyjmowane są za wielkie, znaczące. Zespół i kolegium redakcji „Pomeranii” chce wyróżniać osoby dotąd niewyróżniane, dokonujące czegoś ważnego, niekiedy tylko dla najbliższego otoczenia, lecz w swoich poczynaniach przezwyciężające zastane środowiskowe warunki, przezwyciężające czasem samych siebie. „Skra Ormuzdowa” rzadko więc trafiać będzie do środowisk uniwersyteckich, częściej do zacisznych pustkowi. (...)

Od 1985 roku Skrami Ormuzdowymi za szerzenie wartości zasługujących na publiczne uznanie, pasje twórcze, propagowanie kultury kaszubskiej i innej pomorskiej, działania bez rozgłosu, przezwyciężanie trudnych środowiskowych warunków, społeczne inicjatywy w dziedzinie kultury uhonorowano ponad 160 osób. Oto lista laureatów:

1985

Józef Chełmowski, Józef Jutrzenka-Trzebiatowski, Antoni Konkel, Tadeusz Lipski, Julian Zaborowski

1986

Jacqueline Dera-Gilmeister, Bolesław Jażdżewski, Maria Kopeć, Albert Patock, Władysława Spiczak-Brzezińska

1987

Ludwik Bach, Joanna Gil-Śleboda, Franciszek Okuń, Wanda Szkulmowska, Krystyna i Jerzy Walkuszowie

1988

Aleksander Celarek, Klub Historyczny przy oddziale ZKP w Toruniu, Leon Kuchta, Antoni Łangowski, Zofia Miklińska, Ewa Nowak-Ludwichowska, oddział ZKP w Jasieniu

1989

Ewa Brenner, Bogusław Głodowski, Maria Krośnicka, Marian Miotk, Maria Pająkowska, Henryk Petk

1990

Kazimierz Bańczyk, Władysław Czarnowski, Helena Grabkowska, redakcja „Naszego Głosu”, Józef Roszman

1991

Zygmunt Bukowski, Krystyna i Marian Frydowie, Renata Gleinert, Wojciech Kiedrowski, redakcja „Tatczëznë”

1992

Lucyna Grzonkowska, Wanda Kiedrowska, Franciszek Menczykowski, Genowefa Pałubicka, Jerzy Stachurski, Władysław Szulist

1995

Felicja Baska-Borzyszkowska, Marek Byczkowski, Krystyna Freda, Maria Krauza, Franciszek Wegner

1996

Agnieszka Cyra, Kaszubski Zespół Teatralny „Bina”, Roman Klim, Edmund Lewańczyk, Jerzy Łysk

1997

Stanisław Bach, Irena Brucka, Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Regina Jakubek, Stanisław Klimowicz, Bogusława i Miłosława Labudda

1998

Jan Ejankowski, Andrzej Grzyb, Jaromir Szroeder, redakcja „Lesôka”, Wspólnota Kaszubów i Przyjaciół Kaszub na Przymorzu

1999

Jowita Kęcińska, Lęborskie Bractwo Historyczne, Danuta Pioch, redakcja „Wiadomości Sierakowickich”, Emilia Rulińska, Edmund Zieliński

2000

Jerzy Henryk Demski, Jadwiga Kirkowska, Andrzej Lemańczyk, Aleksandra Maciborska-Pytka, redakcja „Gdińsczi Klëczi”, Ewa Stachowska

2001

Tadeusz Dargacz, klub ZKP w Gdyni-Wielkim Kacku, Maria Mach, Jarosław Pająkowski, zespół Chëcz

2002

Stanisław Geppert, Teresa Hoppe, kabaret FIF, Włodzimierz Ostoja-Lniski, Roman Skwiercz, Mariusz Synak, zespół Mòdrôczi

2003

Marek Czarnowski, Ewa Kur, Marian Majkowski, Teresa Mudlaff, Edmund Szymikowski

2005

Daniel Czapiewski, Krzysztof Kowalkowski, Dominik Sowa, Leszek Szmidtke

2006

Marian Kowalewski, Marek Kwidziński, Waldemar Naczk, Mirosław Ugowski, Marek Wałdoch

2007

Maria Ollick, Marek Opitz, Roman A. Regliński, Remusowy Krąg, Henryk Soja

2008

Danuta Balcerowicz, Andrzej Busler, Sławomir Czalej, Lilianna Grosz, Stanisław Jank, Elżbieta i Daniel Kuflowie, oddział ZKP w Bytowie, Radio Fabryka

2009

Janina Borchmann, Bubliczki, Szczepan E. Czerwiński, Urszula Giełdon, Henryk Stachurski, Krystyna Wolf

2010

Krzysztof Garstkowiak, Jadwiga Hewelt, Kaszubsko-Kociewska Orkiestra Dęta Torpeda, Tadeusz Korthals, Henryk Musa, Ryszard Sylka, Wydawnictwo Region

2011

Edward Barzowski, Kazimierz Ickiewicz, Tadeusz Kupper i Gerard Szwichtenberg, Andrzej Michalczyk, Jerzy Nacel, Stowarzyszenie Kobiet Zgorzałego

2012

Zbigniew Byczkowski, Teresa Juńska-Subocz, Anna Miąskowska, Paweł Nowak, Halina Piekarek, Elżbieta Pryczkowska, Bożena Ugowska

2013

Aleksander Atamański, Tomasz Damaszk, Mieczysław Konkol, Bożena Labuda, Danuta Miszczyk, Benedykt Reszka, Tomasz Sobisz

2014

Elżbieta Bugajna, Elżbieta Czarnotta, Klub Turystyczny „Wanożnik”, Ewa Orzechowska, Paweł Ruszkowski, Antoni Szreder, Zespół Pieśni i Tańca „Modraki” z Pelplina

2015

Zbigniew Błaszkowski, Zbigniew Klotzke, Krzysztof Korda, Alicja Serkowska, Ryszard Stoltmann, Maciej Tamkun, Danuta Tocke

2016

Gabriela i Czesław Bieliccy, Weronika Korthals-Tartas, Jerzy Kreft, Hanna Makurat, Maria Michalik, Jacek Puchalski, Ryszard Szwoch 

 

Z Greifswaldu do Gduńska. Gazétnicë z òbëdwùch strón rzéczi

Artykuł zamieszczony na profilu „Pomeranii” na Facebooku, 25.09.2015

W ùszłim tidzéniu mia jem leżnosc (ò czim ju czile razy móm tuwò pisóné) rézowac pò Pòmòrzim z karnã niemiecczich, pòlsczich i kaszëbsczich gazétników. Projekt zwôł sã „Pomorze w mediach. Pomorscy dziennikarze w poszukiwaniu wspólnej odpowiedzialności za region / Pommern medial. Deutsche und polnische Journalisten auf der Suche nach der gemeinsamen Verantwortung für ihre Region”.
Pòtkelë më sã i pòznelë w pòniedzôłk pò pôłnim w Greifswaldze (abò: Grifie, gdze sztudérowôł m.jin. Aleksander Majkòwsczi). W tim gardze zwiedzywelë më blos abò jaż: Pommersches Landesmuseum (pòl. Muzeum Pomorza / csb: pòmòrsczé krôjnowé mùzeùm?) [https://www.pommersches-landesmuseum.de/…/strona-startowa.h…], ò chtërnégò ùdbie i dzejanim òpòwiôdôł nama, téż òbczas pòkazywaniô bòkadnëch i czekawò wëstawionëch zbiorów, sóm jegò direktór dr Uwe Schröder. [A mie sã jesz ùdało, dzãka Markòwi Adamkòwiczowi, ùzdrzec ùniwersytet, na chtërnym sztudérowôł Majkòwsczi].
Wtórk zaczãlë më òd rézë na półòstrów Uznam. Bëlë më tam w môlëznie Kamminke, w Jugendbegegnungs- und Bildungsstätte Golm (Òstrzódk Zéńdzeniów Młodzëznë Golm) [http://www.jbs-golm.de/home.html], gdze dwòje robòtników tegò edukacyjnégò òstrzódka gôdało nama ò tim, jak ù nich młodi lëdze – przed wszëtczim z Niemców i Pòlsczi, le nié blós – pòznôwają historiã i rozmajité stronë pòlskò-niemiecczich stosënków, m.jin. òbczas zwiedzywaniô wòjnowégò smãtôrza w Golm (i më na nim bëlë) i prôcë na nim [http://www.jbs-golm.de/kriegsgraeberstaette-golm.html]. Drëdżim placã, jaczi më mielë tegò dnia òdwiedzëc, bëła sedzba Demokratieladen w Anklam [http://www.demokratieladen.de/home/], gdze më mielë sã doznac, co robią lëdze z rësznotë „Vorpommern: weltoffen, demokratisch, bunt!”, cobë w przëgrańcznym krézu Vorpommern-Greifswald, gdze dosc mòcny cësk na lëdzy mają neòfasziscë, bëła demòkracjô. Piszã: „më mielë sã doznac”, bò tak pò prôwdze nick më sã nie dowiedzelë ò tim, dzejôrzë na wiãkszi dzél najich pëtaniów òdpòwiôdelë, że tegò sã nie dô wëjasnic òbczas krótczi rozmòwë. Slédnym pónktã programù tegò baro dłudżégò dnia bëło òbezdrzenié w Grifinie (w tamtészim kinie w òstrzódkù kùlturë) nibë-dokùmentalnégò filmù „Ogród po drugiej stronie rzeki”, w reżiserie Michała Kùlika (film mòże òbezdrzec tuwò: https://vimeo.com/126316626, na ti starnie mòże téż przeczëtac, ò czim je ten ùsôdzk: „Polacy przywykli do tego, że to Niemcy szukają śladów miejsc urodzenia swoich przodków na wschód od Odry. Zaskakujący jest przypadek Marka Brzezińskiego, który szuka miejsc związanych ze swoją rodziną po zachodniej stronie Odry. Odkrywając historie swojej rodziny w prowincjonalnych miejscach, również odkrywa tą wielką historię. Film pobudza do dyskusji na temat wspólnego polsko-niemieckiego dziedzictwa”.). Pò pòkôzkù bëła jesz nibë-kôrbiónka z bòhaterama tegò filmù, nibë, bò na pitania z zalë, np. naje, gazétników, zafelało czasu...
We strzodã nasz bùs nôpierwi zajachôł do Chòjnë (czedës ten gard [pòl. Chojna] przënôlégôł do Nowi Marchie, terô je ùznôwóny za dzél Pòmòrzô). W tameczny bibliotece w snôżo òdnowiony gòticczi radnicë ò dzejaniach i dobëcach towarzëstwa „Terra Incognita” (Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne „Terra Incognita” [http://www.terraincognita.chojna.info/]) òpòwiedzôł nama jegò przédnik. Pòtemù më jesz përznã szlë szpacérą pò gardkù, gdze je czile czekawëch gòticczich bùdinków. Pòtemù na sztërk wrócëlë më do Niemców, bò przez państwò najich zôpadnëch sąsadów bëło nam krodzy do Szczecëna, chtëren to béł najim pòstãpnym célã. W terczasny stolëcë zôpadnopòmòrsczégò wòjewództwa przëwita naji Agnészka Kùchcëńskô-Kùrcz (pòl. Agnieszka Kuchcińska-Kurcz), chtërna je ùdbòdôwôczką i realizatorką pòwstaniô w Szczecënie „Centrum Dialogu Przełomy” [http://www.przelomy.muzeum.szczecin.pl/]. Jak jem zrozmia, deja ùtwòrzeniô ti institucje (dzéla Mùzeùm Nôrodowégò w Szczecënie) wzãła sã... z gòrzu, gazétniczka, chtërna w swi robòce wiele sã dowiedza ò pòwòjnowëch dzejach swòjégò miasta (je szczecynianką w pierszim pòkòlenim), rozgòrza sã, czej w 2009 ùczëła zéwiszcze „Zaczęło się w Gdańsku” [https://www.youtube.com/watch?v=I0Ad7F4dJWc]. 
W czwiôrtk i piątk bëlë jesmë ju na terôczasnëch Kaszëbach (tj. na tëch zemiach, na chtërnëch wedle ùczałëch dzysdnia żëją jesz Kaszëbi; mni abò barżi swiądny, czim są). Czwiôrtk to pòrencznô réza do Krôjnë w kratã, to je do Swòłowa, i zwiedzanié hewòtnégò Mùzeùm Lëdowi Kùlturë Pòmòrzégò, dzélu Mùzeùm Westrzédnégò Pòmòrzô w Słëpskù [http://www.swolowo.pl/]. Ò niemieckò-pòlsczi historie i spôdkòwiznie tegò placu kôrbił nama direktór Dawid Gònciôrz. Pò pôłnim w karczmie „Pod wesołym Pomorzaninem” rëgnelë më do Bëtowa. W Zôpadnokaszëbsczim Mùzeùm [http://www.muzeumbytow.pl/] przëwitôł naji Jaromir Szroeder (czerownik Etnograficznégò Wëdzélu ti institucje), a pòtemù Pioter Dzekanowsczi długò i z drobnotama gôdôł ò kaszëbiznie, Kaszëbach i nôwôżniészim dlô nie ji dzélu, to je ò bëtowsczi zemi. Pòtemù Jaromir jachôł z nama do Płótowa, gdze mielë më mòżnosc ùzdrzec i Mùzeùm Pòlsczi Szkòłë, i zrewitalizowóné domôctwò Stip-Rekòwsczich. Pòkôzôł nama téż bëtowską swiątnicã pw. sw. Jerzégò, jakô nôleżi do grekòkatolëcczi parafie (katolëcczégò Kòscoła òbrządkù bizantińskò-ùkrajińsczégò), i jesz pòstawiony w 2013 r. pòmnik na wdôr dôwnëch żëdowsczich bëtowianów.
Slédny dzél gazétniczi rézë to piatkòwô gòscëna na Głodnicë, gdze Witk Bòbrowsczi swòją wiédzą i wezdrzatkã zaczarził wnetkã wszëtczich słëchińców, i òbzéranié ECS (Eùropejsczégò Centrum Solidarnotë), w jaczim to piãkno przëwitôł naji sóm Basil Kerski, a pòtemù i cekawò, i rozëmno òpòwiôdôł ò wëstawach młodi prôcownik ECS.

Tëli na pòczątk, mógł bë rzec: na gòrąco, chòcô jem ju doma wnetk tidzéń. Òbczas ti gazétniczi wanodżi dzejało sã tak wiele, że wcyg jesz ni mògã zdrzec na niã z òddaleniô... Pewno jesz cos dopiszã, cos zmieniã.

Òficjalnyma òrganizatorama projektu bëlë Pommersches Landesmuseum z Greifswaldu i Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne „Terra Incognitaˮ z Chòjnë. Ùdëtkòwilë gò Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Pełnomocniczka Rządu Federalnego Niemiec ds. Kultury i Mediów. Ùdbòdôwcą i jednym z przédnëch òrganizatorów edukacyjny (ùczbòwi? badérny? - jak przełożëc pòlsczi znankòwnik "studyjny"?) rézë pò Pòmòrzim béł Andris Hòja (w wespółrobòce z Agatą Abramowicz), chtëren béł téż kòòrdinatorã, drëgą kòòrdinatorką (z greifswaldzczégò mùzeùm) bëła Magdalena Gebala. Mielë më téż mòderatorkã (ùspòkòjiwôczkã? wëcëszôczkã? òbdôwôczkã? dogôdiwôczkã?), òsta nią Szlązôczka Katarzëna Błaszczik. Béł z nama téż przełóżca z niemiecczégò na pòlsczi i w drëgą stroną Jonas Grygier.

Spisënk mediów, jaczich przedstôwcë w gromadze pòznôwelë Pòmòrzé: NDR Rundfunk, NDR Fernesehen, Funkhaus Europa, Märkische Oderzeitung, Nordkurier, Deutschlandradio/Kulturradio RBB, "Dziennik Bałtycki", "Pomerania", Radio Szczecin, Radio Kaszëbë, "Płyń Pod Prąd", "Rzeczpospolita", "Więź", "Głos Szczeciński", TRANSODRA online/ "Kurier Szczeciński" "Przez Granice", Stowarzyszenie "Czas, Przestrzeń, Tożsamość"/Verein "Zeit, Raum, Identität", Czwórka Polskie Radio. 
A jak chto chce ùzdrzec rézowników, niech zazdrzi na stronã szkòłë na Głodnicë: https://www.facebook.com/remusk?fref=ts, tam w wiadle z 18 séwnika je òdjimniãcé z wiãkszim dzélã gazétników, jaczé wzãlë ùdzél w òpisónym wëżi projekce.
Wiele òdjimków z rézë mòże widzec na starnie jednégò z bëtników pòmòrsczi wanodżi (ju 4 albùmë zatitlowóné „W poszukiwaniu odpowiedzialnych za region”), np. tuwò:https://www.facebook.com/media/set/…

PS Żdajã na dopòwiescë, pòprôwczi i bédënczi wësztrichniãców.


Bògùmiła Cërockô

Joomla Templates - by Joomlage.com