Zachęcamy do lektury listopadowej "Pomeranii"

2. Od redaktora

Gdańsk… Jak powiedział ks. Janusz St. Pasierb, odbierając medal im. Bernarda Chrzanowskiego w 1991 r., „Ziemia spotkań. Wielkich zasiedzeń, ale i wielkich spotkań. Przez wieki żyli tu ze sobą i obok siebie – jak to znakomicie opisał Günter Grass – Polacy, Kaszubi, Niemcy, żeby już nie liczyć innych nacji, różnych nowych czy starych Szkotów”.

W tym numerze „Pomeranii” przyglądamy się m.in. nowym miejscom, gdzie te spotkania mogą się odbywać. Bez wątpienia do Teatru Szekspirowskiego czy Europejskiego Centrum Solidarności będą przychodzić mieszkańcy Gdańska niezależnie od pochodzenia i używanego na co dzień języka. Oby jak najczęściej rozlegał się w ich wnętrzach zwłaszcza język kaszubski. W ECS już mieliśmy możliwość obejrzenia spektaklu „Remus” przygotowanego przez Teatr Miniatura, a w planach jest multimedialny przewodnik po tym obiekcie w rodny mòwie Kaszubów. To dobrze rokuje na przyszłość.

 

3. Opowieść o losach Polski. Krzysztof Korda

 

30 sierpnia, w przeddzień rocznicy podpisania porozumienia gdańskiego z 1980 roku, otwarto Europejskie Centrum Solidarności. Dominującym elementem obiektu jest wystawa stała poświęcona dziejom Solidarności i pokojowej rewolucji, jakiej dokonał ten ruch społeczny na przestrzeni lat w naszym kraju, co w konsekwencji – dzięki narodom i krajom będącym pod jej wpływem – doprowadziło do zmian w Europie.

 

Europejskie Centrum Solidarności (ECS) zostało powołane 8 listopada 2007 roku. Zanim to nastąpiło – 31 sierpnia 2005 roku, czyli w 25. rocznicę powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” – podpisano akt erekcyjny; jego sygnatariuszami byli Lech Wałęsa, szefowie państw i rządów oraz przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

Gmach centrum, stojący w bezpośrednim sąsiedztwie Pomnika Poległych Stoczniowców i na terenie postoczniowym, w trakcie budowy wzbudzał ożywione dyskusje, zwłaszcza wśród gdańszczan. Komentarze wynikały głównie z formy obiektu, która nie każdemu przypadła do gustu. Wielu niezadowolonych zmieniło jednak zdanie na temat ECS, kiedy zobaczyło jego wnętrze: jasne przestrzenie wypełnione zielenią. Budynek ma przypominać statek. Jego elewacja zewnętrzna została wykonana ze stali kortenowskiej, materiału o podwyższonej odporności na warunki atmosferyczne (z czasem na powierzchni tej stali formuje się spowalniająca proces korozji warstwa patyny, której ECS zawdzięcza swoją dzisiejszą, rdzawą barwę).

 

5. Od konnych omnibusów do Pesa Duo. Sławomir Lewandowski

 

Historia komunikacji tramwajowej w Gdańsku sięga XIX wieku. Rozkwit tego rodzaju transportu trwał przez wiele dekad. W tym czasie rozrastała się tramwajowa infrastruktura – powstawały nowe linie, przybywało tramwajów, budowano kolejne zajezdnie. Ten stan przerwały działania wojenne, które miasto bardzo silnie odczuło wiosną 1945 roku. Analizując kolejne lata historii gdańskich tramwajów, trudno byłoby mówić o rozkwicie. Bardziej bowiem pasuje tu słowo „odbudowa”, choć zdarzały się nowe, a zarazem wielkie otwarcia, jak to z 1977 roku, kiedy pierwszy tramwaj przejechał z Dolnego Wrzeszcza przez Zaspę i Przymorze. Prawdziwy tramwajowy boom nastąpił jednak niedawno, bo w 2003 roku. Zaczęło się od modernizacji torów tramwajowych i przystanków, a po kilku latach mieszkańcy Gdańska mogli pojechać nową linią tramwajową, w całkiem nowym kierunku. No ale po kolei…  

Wszystko się zaczęło w 1864 roku…

Wówczas to firma Thiel, Goldwied und Hadlich wprowadziła jako pierwszy środek transportu miejskiego na trasie Gdańsk – Sopot omnibus konny. W 1873 roku uruchomiono z kolei pierwszą linię tramwaju konnego z Targu Siennego przez Wrzeszcz do Oliwy, z zajezdnią przy dzisiejszym skrzyżowaniu alei Grunwaldzkiej i ulicy Pomorskiej. Rok później zawieszono kursowanie tramwaju do Oliwy, na co wpływ miała zarówno znaczna odległość, jak i konkurencja ze strony kolei. Po tej decyzji tramwaje dojeżdżały tylko do Wrzeszcza, do dzisiejszej ulicy Partyzantów, gdzie wybudowano nową zajezdnię. 

Pod koniec XIX wieku gdańska sieć tramwajowa rozwijała się wokół Śródmieścia oraz w kierunku południowym, w stronę Oruni, gdzie pierwszy tramwaj dojechał już w 1878 roku.
W 1883 roku otwarto trasę przez Główne Miasto, wzdłuż ulicy Długiej i Długiego Targu w kierunku Bramy Żuławskiej. W 1886 roku uruchomiono linię tramwajową biegnącą ulicami: Toruńską (obok dawnego dworca kolejowego Kłodno), Żabi Kruk, Ogarną, Węglarską, Szeroką, Grobla II/III i Tobiasza, która połączyła Dolne Miasto z Targiem Rybnym. Rok później tramwaj dotarł także na Siedlce.

 

8. Teatr Szekspirowski  z widokiem na gwiazdy. Grażyna Antoniewicz

 

W Gdańsku mamy jeden z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych budynków teatralnych w Polsce. Stoi w miejscu pierwszego gdańskiego teatru, czyli powstałej w 1610 roku Szkoły Fechtunku – wzorowanej na starszym o 10 lat londyńskim teatrze Fortune.
Masywny, ceglany obiekt z otwieranym dachem kryje w sobie lekką, drewnianą konstrukcję nawiązującą do sceny elżbietańskiej. Renato Rizzi, autor projektu, nazwał go szkatułką na biżuterię, którą trzeba otwierać, żeby wyciągać z niej klejnoty.
Historia tej niezwykłej budowli zaczęła się wtedy, gdy profesor Jerzy Limon znalazł dokumenty  świadczące o tym, że na początku XVII wieku, w okresie największego rozkwitu Gdańska, w obrębie miejskich murów wzniesiono drewniany budynek wzorowany na londyńskim teatrze Fortune – drugiej po The Globe scenie elżbietańskiej. Obiekt nosił nazwę Szkoły Fechtunku. Obok przedstawień teatralnych odbywały się tam popisy wędrownych kuglarzy i akrobatów, walki zwierząt, zawody szermiercze. Miejsce to, wielokrotnie przebudowywane, przetrwało prawdopodobnie dwa stulecia. Hipotezy prof. Limona znalazły potwierdzenie w badaniach archeologicznych. Ślady obecności budynku zostały też utrwalone na litografiach Petera Willera – nadwornego malarza Władysława IV.

Czytaj więcej: Pomerania nr 11/2014

Październikowa "Pomerania" już w sprzedaży

2. Òd redaktora

Bôczë! Tam dali kù Òdrze nasza mòwa ju wëmarła – przekonywał Remusa pón Józef, kiedy wykładał młodemu wówczas Kaszubie dzieje ich wspólnej ojczyzny. Kłam tym słowom jednego z bohaterów książki Aleksandra Majkowskiego już od 20 lat próbuje zadać oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Szczecinie. Jak podkreśla jego prezes Ryszard Stoltmann, troska o kaszubszczyznę to jeden z priorytetów szczecińskiego partu, ale najważniejszym jego zadaniem jest rozszerzanie wiedzy o dziejach naszego regionu. To nie może dziwić, bo przecież właśnie na Pomorzu Zachodnim zaczęła się „pisana” historia Kaszubów, a tutejsi władcy – najpierw Gryfici, a potem Hohenzollernowie – nazywali siebie (przynajmniej w tytulaturze) książętami kaszubskimi.

Szkoda, że nie wszędzie Pomorzanie mają świadomość, jak ważne jest poznawanie swojej lokalnej historii. Dobrze byłoby, gdyby z okazji 20-lecia najbardziej zachodniego oddziału ZKP wszystkie pozostałe partë zaplanowały przynajmniej jedno działanie mające na celu przybliżanie swoim członkom i okolicznym mieszkańcom dziejów tatczëznë.

 

3. Naszińc prezydentem Europy

Przedstawiciele 27 państw Unii Europejskiej 31 sierpnia 2014 r. wybrali Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, czyli – nieformalnie – prezydenta Europy. Możemy mieć satysfakcję, że osobie, która wyszła z naszego kaszubsko-pomorskiego środowiska i która wielokrotnie przed laty publikowała także na łamach naszej „Pomeranii”, powierzono tak ważną międzynarodową funkcję. Awans Donalda Tuska pociągnął za sobą konieczność jego rezygnacji z urzędu Prezesa Rady Ministrów, który sprawował w latach 2007–2014. Dotychczas w historii wolnej Polsce nie było polityka, który dłużej niż Donald Tusk piastowałby funkcję polskiego premiera.

ŁG

 

4. Nôwôżniészô je dlô nas historiô

Z Riszardã Stoltmannã, przédnikã szczecyńsczégò partu Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô, gôdómë ò Rokù Grifa, zadaniach Kaszëbów na zôpadny Pòmòrsce i corôz krótszi drodze ze Szczecëna do Gduńska.

Sejmik Zôpadnopòmòrsczégò Wòjewództwa mô ùchwôloné rok 2014 Rokã Grifa. Co z ti leżnoscë dzejało sã i bãdze dzejac latos w Szczecënie a òkòlim i jak tameczny part Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô włącziwô sã w òbchòdë tegò rokù?

Kòòrdinatorã òbchòdów z remienia sejmikù je decyzją marszôłka wòjewództwa Zómk Pòmòrsczich Ksążãtów w Szczecënie. Naji part je wespółòrganizatorã. Nie dô sã w ny kôrbiónce pòdac wszëtczich rozegracjów i ùroczëznów. Më jesmë mielë cësk na włączenié do òbchòdów niejednëch imprezów, w tim pòpùlarno-nôùkòwi kònferencji „Znak Gryfa, Gryfici i ich pomorskie dziedzictwo”, jakô òdbëła sã 29 séwnika w sejmikù z wespółùdzélã m.jin. radnëch òbëdwùch kòlmòrsczich wòjewództwów, czë mszë swiãti w archikatedralny bazylice z liturgią słowa w kaszëbsczim jãzëkù. Òkróm te do òbchòdów Rokù Grifa òstôł włączony òrganizowóny ju òd lat Dzéń Kaszëbsczi. 16 maja jesmë zòrganizowelë kòncert kaszëbsczégò Dzecnégò Karna Spiéwu i Tuńca Słunôszka ze Spòdleczny Szkòłë nr 2 w Kartuzach i kaszëbsczégò fòlkowégò karna Bubliczki.

 

7. Tu mieszkelë (mieszkają) Kaszëbi! DM

 

Z leżnoscë 20-lecô szczecyńsczégò partu Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô tameczny zrzeszeńcë przërëchtowelë widzałé ùroczëznë. Nôwôżniészim jich célã bëło pòkôzanié mieszkańcóm Szczecëna i gòscóm, jaczi przëjachelë na jëbleùsz, kaszëbsczi historii tegò miasta. Materialnym tegò dokazã je pamiątkòwi kam, jaczi òstôł òdkrëti i pòswiãcony przed katédrą sw. Jakùba Apòsztoła. Nôdpis na nim przëbôcziwô, że „Na ti zemi òd kòl VI w. przez czileset lat mieszkelë Kaszëbi”.

Taczé pòdczorchiwanié słowiańsczi ùszłotë tëch zemiów je baro wôżné, bò jak gôdôł òb czas jëbleùszowégò zéńdzeniô partu jegò nôleżnik i równoczasno zôpadnopòmòrsczi wòjewòda Mark Tałasiewicz, Szczecëno dopiérze szukô swòji juwernotë, a wiele lëdzy barżi pamiãtô kresowé czë ùkrajińsczé dzeje swòji familie, jak historiã miasta, w jaczim żëją.

Jednym z nôwôżniészich pónktów latoségò swiãta KPZ (i Rokù Grifa, jaczi òstôł ògłoszony przez sejmik zôpadnopòmòrsczégò wòjewództwa) bëła nôùkòwô kònferencjô „Znak Gryfa, Gryfici i ich pomorskie dziedzictwo”, jakô òdbëła sã 29 séwnika w plenarny zalë Sejmikù Zôpadnopòmòrsczégò Wòjewództwa.

Czytaj więcej: "Pomerania" nr 10/2014

Zapraszamy do lektury wrześniowej "Pomeranii"

2. Od redaktora

Słuchając lub czytając o krzywdach i cierpieniach, które dotykają ludzi podczas wojen, czasami mamy wrażenie, że to niemożliwe, że los nie może być taki okrutny i niesprawiedliwy. Zwłaszcza gdy ból, głód, śmierć, dotykają najmłodszych. Wczytując się np. w historię rodziny Klotzke („Mały Siegi” s. 14–16) czy inne, podobne wspomnienia, których niestety nie brak w pomorskich rodzinach, trudno się nie zastanawiać nad tym, jaki bagaż złych doświadczeń zrzuca wojna na barki ludzi. Jak łatwo można zatracić dobre odruchy i widzieć nawet w niewinnym dziecku tylko syna czy córkę wroga.

 

3. Zjôzd w òdjimkach

Latos Kaszëbi zjachalë do Pruszcza, miasta na zberkù trzech krôjnów: Kaszub, Kòcewiô i Zëławë. Razã z nima swiãtowelë téż Górale, chtërny wëstapilë na binie z programã „Môłé òjczëznë ks. Tischnera”. Wôrt so przëbôczëc te chwile pòspólny redotë i ju pòmalë szëkòwac sã na XVII zéńdzenié – tim razã w Rédze.

 

4. Wielekùlturowi festiwal na pôłniowëch Kaszëbach. Grégór J. Schramke

Òd 23 do 27 lëpińca latos miôł môl Międzynarodowy Festiwal Folkloru „Kaszubskie Spotkania z Folklorem Świata”. Zaczął sã òn we Wielu paradnym marszã lëdowëch karnów, a tej inaùgùracjowim kòncertã w amfiteatrze nad jezorã. Na binie, króm najich domôcëch artistów, jak Krëbane zez Brus, Kaszuby z Wiela a Kôrsëna czë Kościerzyna z Kòscérznë, w krótczich wëstãpach sã téż pòkôzałë: pòlonijno-kaszëbskô Ludowa Nuta z Kanadë, góralskô Równica z Ùstronia, pòlonijnô Karolinka z Biôłorusë, mùzykancë Vechtekrainer z Niemców, Dilianka z Bùłgarie, Tikves z Macedonie, Pioneiros do Centro Oeste z Brazylie a fòlkloristyczné karno z Tajwanu – jaczé to slédné òbadwa bez swòjã egzotikã rozskôcałë wierã nôwiãkszé zacekawienié. Òbzérôczów bëła fùl widzawniô, a kòncert zakùńcził sã pòkôzkã sztëcznëch ògniów.

 

6. Klub Inteligencji Kaszubskiej w Wejherowie (część 1). Adam Patok

Będzie to opowieść o kolegach, przyjaciołach z lat mojej młodości, z którymi przypadło nam żyć i pracować w Wejherowie. Dane nam było realizować w tym mieście swe romantyczne marzenia o zmianie szarej rzeczywistości. A były to czasy, kiedy wierzono jeszcze w sens pracy społecznej, choć wszelkie działania były ograniczone przez panującą wtedy ideologiczną doktrynę. Staraliśmy się znaleźć dla siebie neutralne pole działania, dalekie od bieżącej polityki, i wydawało nam się, że kaszubszczyzna może być antidotum na społeczną stagnację.

 

8. Dzesątô mùza w Miszewkù. DM

Kaszëbsczé słowarze, pùsté noce, strajczi w gdińsczi i gduńsczi stoczni, kùreszce historiô i dzysdniowé żëcé Kaszëbów z Kanadë – to latosé témë Festiwalu Kaszëbsczich Filmów.

 

Ju czwiôrti rok za régą w restaùracje Mùlk w Miszewkù mógł òbezdrzec czile filmów, chtërne pòkazywają Kaszëbë, najã historiã, zwëczi i jãzëk. Czej jesmë òrganizowelë pierszi festiwal, towarzëła nama mësla, że wôrt pòkôzac lëdzóm, że zbiér filmów ò Kaszëbach je ju dosc bògati. Òkróm bëlnégò fòlkloru, terôczasnégò mùzycznégò ùtwórstwa, lëteraturë czë kùńsztu filmë stałë sã fùlprawnym dzélëkã naji kùlturë – pòdczorchiwô ùdbòdôwôcz festiwalu Eùgeniusz Prëczkòwsczi.

 

9. Wësziwk wpisóny w mòje żëcé

 

Z wësziwôrką Ingą Mach gôdô Stanisłôw Janke.

 

Jô jem pòd wrażenim pani wësziwnëch dokazów. Pani wësziwô równo tradicyjné deczi i tôfloczi, jak téż baro òsoblëwé òbrazë, stanice. Co wiãcy rekònstruùje pani stôré chòrągwie i stanice. Ta robòta wëmôgô, pòza talentã, apartny precyzji, skùpieniô, cerplëwòscë. Je pani òsobą baro wëcëszoną, żëczlëwą, z ùlubienim pòtrafi òpòwiadac ò swòji robòce. Në prawie… baro mie czekawi, jak wëzdrzi pani dzéń robòtë.

Mòją maksymą je: „Człowiek, żebë béł szczestlëwi, mùszi sã starac bëc pòtrzébny”, i to jô próbùjã wszczepiac w żëcé. Temù dzéń przecãtnie szesnôsce gòdzyn toczi sã nawkół robòtë. Jô pòchòdzã z rzemiãslniczi rodzënë, ò wiôldżi pòczestnoscë do robòtë z pòwiedzenim: „Panu Bògù czasu nie kradnąc”. Z rena, pò robòce przë domôcëch sprawach, jô colemało òdbiéróm internetową pòcztã, przez chtërną jô kùpiwóm materiałë do mòji prôcë – nitczi, bò są tóńszé w internetowëch hùrtowniach, i to, czegò jô ni mògã nalezc w krómach, przikładã są niejedne tichë (tkaninë). Znôwù nitczi, francëską mùlinã, chtërnyma jô wësziwóm patronów i òbrazë, jô kùpùjã w krómie w Bëtowie; ten ôrt nitków je drogszi òd pòlsczich czë niemiecczich i do tegò mô ò wiele szerszą gamã farwów i òdcéni, przez co òtrzimùje sã stonowanié òbrazu i bëlniészą plastikã. Jakò wëùczonô w fachù fòtografa jô przëwiązëjã wiôlgą wôgã do ùjãcô widu i céni. Do wësziwaniô jô przëstãpiwóm colemało kòle pôłniô i przed północą kùńczã. Jô robiã w bëlno rozswietlonym pòmieszczenim, w chtërnym scanë są biôłé, téż wid je biôłim widã swietlówków wëpełnionëch parama rtãcë. Przë taczim òswietlenim nie je zakłóconé rozpòznawanié farwów.

Czytaj więcej: Zapraszamy do lektury wrześniowej "Pomeranii"

Wakacyjna "Pomerania"

2. Od redaktora

Gospodarzem tegorocznego Zjazdu Kaszubów jest Pruszcz Gdański – miasto, w którym przenika się kilka kultur: kaszubska, kociewska, żuławska, kresowa… Pisząc te słowa, nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądało i czy się uda to wielkie święto, ale z pewnością ze względu na miejsce, w którym się spotkamy, będzie to wyjątkowa okazja do wzajemnego poznania się. Dobrze, że na scenie obok zespołów kaszubskich pojawią się Kociewiacy z Frantówki, a nawet Górale, którzy mają nas zachęcać do umiłowania małej ojczyzny. Warto poznawać kulturę i sposób myślenia tych, którzy są blisko, i tych, którzy mieszkają trochę dalej, bo smażenie się we własnym sosie rzadko przynosi postęp.

 

3. Czôrno-żôłté Swiãto Dzãkczënieniô. Red.

Na rôczbã kardinała Kazmierza Nycza Kaszëbi pòjachelë do warszawsczi swiãtnicë Bòżi Òpatrznoscë dzãkòwac za swiãtégò Jana Pawła II i 25 lat wòlnotë. 1 czerwińca we Warszawie bëło fejrowóné Swiãto Dzãkczënieniô. Ju sódmi rôz pòd swiãtnicą Bòżi Òpatrznoscë zeszłë sã rzmë lëdztwa. Latos òb czas òbchòdów òsoblëwie bëło widzec Kaszëbów, jaczich przëjachało do stolëcë Pòlsczi przez pół tësąca. W farwnëch lëdowëch ruchnach stojelë, w zòrganizowónëch karnach, w pierszich régach przed wôłtôrzã. Jesmë przëjachelë do Warszawë dzãkòwac za to, że ùdało sã nama wëzwëskac wòlnotã do rozwiju naji tatczëznë. Kaszëbë zmieniłë sã òb òstatné 25 lat pòzytiwno – gôdô ò célu ti wiôldżi pielgrzimczi przédnik Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô Łukôsz Grzãdzëcczi.

 

4. Medal dla kopalni tematów. Red.

9 czerwca 2014 roku to dzień, który złotymi zgłoskami wpisuje się w historię naszego pisma. W imieniu „Pomeranii” jej wieloletni redaktor naczelny i obecny przewodniczący Kolegium Redakcyjnego Edmund Szczesiak odebrał Medal Księcia Mściwoja II.

Medal ten ustanowiony został w 1997 roku. To najbardziej prestiżowe wyróżnienie, zaraz po honorowym obywatelstwie, przyznawane przez Radę Miasta Gdańska. Otrzymują go zasłużone dla Gdańska osoby, instytucje czy organizacje. Medal Księcia Mściwoja II przyznawany jest za zasługi na polu lokalnym.

Miesięcznik „Pomerania” wyróżnienie otrzymał za „wieloletnie efektywne promowanie na wysokim poziomie edytorskim kultury kaszubsko-pomorskiej, niezmiernie ważnej dla umacniania tożsamości naszego regionu, a także tradycji historycznych Gdańska i Pomorza”.

 

5. Kaszuba, co walczył po obu stronach frontu. W.R.

71 lat temu do domu jego rodziców w Kiedrowicach zapukał listonosz i wręczył Zygmuntowi Werze powołanie do niemieckiej armii. To był początek jego czteroletniej wojennej tułaczki. Rozpoczął ją w mundurze Wehrmachtu, a zakończył w uniformie 2 Korpusu Polskiego. Historia, jakich wiele na Kaszubach, czyli „syndrom dziadka z Wehrmachtu”.

W tym roku skończył 90 lat. Z Kiedrowicami w gminie Lipnica (na Gochach) związany jest od urodzenia. W czasie mojego życia wieś zmieniła się nie do poznania. Przed wojną jedynym murowanym budynkiem była szkoła. Reszta to drewniane chaty, przykryte najczęściej słomą – opowiada Z. Wera, dziarsko pchając taczkę z drewnem na opał. Muszę coś robić, bo inaczej człowiek zastygnie i wcale z łóżka nie wstanie – mówi pogodny staruszek, zrzucając drewno. Z okien jego domu położonego na wysokiej skarpie rozciąga się piękny widok na całą okolicę. Jak na dłoni widać ponadstuhektarowe Jezioro Kiedrowickie, przytulające się do centrum miejscowości. Od zawsze mam taki widok, to się przyzwyczaiłem. Dom moich rodziców, który spalił się w czasie wojny, stał tuż obok. Potem ożeniłem się i zamieszkałem tutaj, zaledwie kilkaset metrów dalej – opowiada, wbijając wzrok w horyzont. Jako dziecko zjeżdżaliśmy z tej skarpy na sankach prosto na drogę. Dzisiaj już nie można tego robić, bo jeździ nią za dużo samochodów. A w jeziorze było też o wiele więcej ryb. Łowiono je również zimą pod lodem. Mieszkańcy mieli niewiele sprzętu, dlatego kilka razy w roku organizowano duże połowy. Wtedy wynajmowano ludzi, którzy zawodowo rybaczyli i mieli ogromne sieci. Jednym z nich był Bielawa z osady Hamer-Młyn. Pamiętam, że po jednym takim połowie z jeziora wyciągnięto tyle ryb, że wysypywały się z furmanki, na którą je załadowano – wspomina mieszkaniec Kiedrowic.

Czytaj więcej: Wakacyjna "Pomerania"

Joomla Templates - by Joomlage.com